Reklama
Polska piłka

Zagraniczny dziennikarz zażartował z Legii. Nawiązał do odrzucenia Lewandowskiego

FOT PAWEL JERZMANOWSKI 2021-02-20 PILKA NOZNA – EKSTRAKLASA LEGIA WARSZAWA – WISLA PLOCK 5-2 KAPUSTKA BARTOSZ, GOL, CIESZYNKA, LEGIA WARSZAWA, NUMERY

James Kelly, dziennikarz „FourFourTwo” w swoim artykule na temat Roberta Lewandowskiego nawiązał do okresu jego gry w Legii Warszawa. Redaktor prześmiewczo ocenił decyzję aktualnych mistrzów kraju o zrezygnowaniu z usług dzisiejszego kapitana reprezentacji Polski. Wspomniał również o niewypale transferowym „Wojskowych”, którzy swego czasu postawili na Mikela Arruabarrenę. Hiszpański napastnik rozegrał łącznie tylko i wyłącznie 10 spotkań dla polskiego zespołu.

Pobicie rekordu Gerda Muellera przez Roberta Lewandowskiego sprawiło, że wielu zarówno polskich, jak i zagranicznych dziennikarzy postanowiło napisać tekst o snajperze Bayernu Monachium. Wśród nich jest James Kelly, który w swoim artykule prześledził metamorfozę jednego z najlepszych obecnie piłkarzy na świecie. Punktem przełomowym w karierze „Lewego” było zaufania, jakie otrzymał od działaczy najpierw Znicza Pruszków, a następnie Lecha Poznań, z którego wyruszył na podbój Bundesligi. Wcześniej bowiem opuścił szeregi Legii Warszawa, która, jak zauważa dziennikarz „FourFourTwo”: „wypuściła z rąk przyszłą gwiazdę piłki nożnej”.

„Potrzebujesz napastnika i możesz wybrać tylko jednego…”

Lewandowski po krótkim okresie spędzonym w rezerwach stołecznego klubu (2005-2006) przeszedł do Znicza, gdzie eksplodował jego talent. Później bronił barw „Kolejorza”, z którym sięgnął po tytuł mistrzowski. „Lewy” został również królem strzelców Ekstraklasy. Dwa lata później trafił do Dortmundu, gdzie trafił pod skrzydła Juergena Kloppa. Reszta to już historia. Piękna historia. James Kelly jednak w swoim tekście poświęcił kilka zdań na żartobliwe skomentowanie decyzji Legii o postawieniu symbolicznego krzyżyka na Lewandowskim. Dziennikarz przytoczył postać Mikela Arruabarreny, który okazał się niewypałem transferowym.

„Potrzebujesz napastnika i możesz wybrać tylko jednego – Roberta Lewandowskiego lub Mikela Arruabarrenę. Obu piłkarzy nie sposób porównywać, chociaż w Polsce, za sprawą byłego dyrektora sportowego Legii Mirosława Trzeciaka, tak się stało” – ocenił dziennikarz „FourFourTwo”.

„Nie potrzebujemy Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę!” – miał powiedzieć Mirosław Trzeciak, który po sezonie 2007/08 postawił na hiszpańskiego napastnika. Hiszpański napastnik nie podbił polskich boisk. W barwach polskiego klubu nie udało mu się zdobyć ani jednej bramki.

Reklama
Dziennikarz portalu "Krótka Piłka". Pasjonat włoskiego Calcio oraz Bundesligi. Miłośnik siatkówki i piłki ręcznej. Kibic, którego błękitne serce bije w zachodniej części Londynu.