Reklama
Ligi zagraniczne

Przełom w światowej piłce stał się faktem! Czy ktoś jest w stanie zatrzymać Anglię?

Fot. Screen // YouTube / Chelsea Football Club

W salach wykładowych, barach czy na Twitterze – wszędzie tam w ostatnich latach toczyły się dyskusje o piłkarskiej wyższości La Liga nad Premier League i na odwrót. Schemat takiej rozmowy do tego sezonu zawsze był taki sam: strona brytyjska wyciągała argument o atrakcyjności i pieniądzach, a oponenci przytaczali wyniki drużyn z Hiszpanii w ostatnich edycjach europejskich pucharów. Dlaczego do tego sezonu? Ponieważ pierwszy raz od dekady liga angielska najpierw dogoniła, a później wyprzedziła swoich największych rywali w rankingu lig UEFA. I wszystko wskazuje na to, że ta tendencja będzie się tylko pogłębiać.

Sezon angielskiej dominacji

  • Angielski Finał Ligi Mistrzów i jedna drużyna z tego kraju w decydującym meczu Ligi Europy
  • Drugi raz w ciągu ostatnich trzech lat w najważniejszym meczu sezonu na Starym Kontynencie powalczą dwie drużyny z Wysp Brytyjskich
  • W ostatnich trzech sezonach 58% miejsc w finałach europejskich pucharów należało do Anglików
  • Objęcie prowadzenia w rankingu lig UEFA

Oto obraz ostatnich lat w futbolu. Można powiedzieć, że nadeszło nieuniknione – za pieniędzmi wreszcie przyszła jakość czysto piłkarska. Niekorzystnie dla Hiszpanów wyglądają również bezpośrednie starcia z Anglikami. W obecnych rozgrywkach dostają notorycznie lanie. Zwycięstwa po 4:0 Chelsea nad Sevillą oraz Manchesteru United nad Realem Sociedad, to tylko wierzchołek góry lodowej. Siedem wygranych, cztery remisy i zaledwie dwie porażki – tak przedstawiciele Premier League prezentowali się na tle rywali z La Liga. Mecze między nimi, choć powinny przypominać walki dwóch równorzędnych rywali, częściej wyglądały jak starcie Hektora z Achillesem, gdzie jedna ze stron wie, że jest skazana na porażkę, ale podejmuje się pojedynku, bo tak nakazuje honor.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze!

– Nie będzie wielkich transferów bez przepływu pieniędzy. Ani dla Realu, ani dla nikogo. Na razie pozostaje nam jak najlepiej zamknąć sezon. Transfery to temat na kolejne rozgrywki, ale jeśli nie będzie przepływu pieniędzy, będzie to niemożliwe. I to dotyczy też skromniejszych klubów, bo one też będą mieć problemy bez sprzedaży graczy, gdyż wpływy od telewizji cały czas maleją – stwierdził Perez w jednym z wywiadów, w kontekście mającej powstać Superligi

Mamy letnie okno transferowe; kluby szykują się na sezon 2020/21. Leeds United właśnie awansowało do Premier League, więc Marcelo Bielsa wybiera się na wielkie zakupy. Ikoniczny szkoleniowiec lekką ręką wydaje 105 mln euro i sprowadza takich zawodników jak: Rodrigo (40 mln), Diego Llorente (20 mln) czy Raphinha (16 mln). Wspomniane transfery pomogą potem „Pawiom” zająć bezpieczne miejsce w środku tabeli najwyższego stopnia rozgrywkowego w Anglii.

Na przeciwnym biegunie europejskiej piłki znajdują się Real i Barcelona, które w ostatnich dziesięciu latach sześciokrotnie wygrywały Ligę Mistrzów. Kluby szykując się na walkę o triumf zarówno na gruncie krajowym jak i europejskim na transferach… zarobiają łącznie ponad 120 mln euro, a łączne ich wydatki są większe od wydatków Leeds o zaledwie 14 mln.

Hiszpańskie kluby finansowo są lata świetlne za angielskimi. Wpływ na to mają między innymi wysokie podatki czy przychody z praw telewizyjnych. Z danych za sezon 18/19 Mistrz Hiszpanii zarobił „tylko” 20 mln funtów mniej od Mistrza Anglii od stacji pokazujących obie ligi. Jednak jeśli dołożymy do tego wyższe podatki, które ograniczają możliwości w wypłacaniu pensji oraz często nieudolne zarządzanie, to przepaść robi się ogromna. Dysproporcja rośnie, im niżej zjedziemy w tabeli. Ostatnia w tamtym sezonie La Liga Huesca zarobiła zaledwie 35 milionów funtów, a Fulham, które z hukiem zleciało z Premier League aż 96. To powoduje, że kluby walczące o utrzymanie na wyspach mogą spokojnie finansowo rywalizować z klubami z miejsc 4-8 na Półwyspie Iberyjskim.

Tomasz Ćwiąkała w jednym ze swoich filmów mówił o „syndromie West Ham”. Zjawisko obserwowane jest w Hiszpanii i polega na tym, że jeśli w La Liga wyróżnia się jakiś talent, to natychmiast w mediach pojawia się informacja, że zainteresowany jest nim właśnie West Ham. Klub ten jest symbolem przeciętności w skali Premier League, a mimo to jest w stanie bez problemu podkupić za kilkadziesiąt milionów euro perełkę z drugiej najlepszej ligi w Europie

Myśl trenerska z importu

Premier League niesamowicie zyskała dzięki sprowadzeniu wielu trenerów z zagranicy. Wystarczy spojrzeć na ligową czołówkę, gdzie trenerami są: Pep Guardiola, Jurgen Klopp, Thomas Tuchel, Carlo Ancelotti czy niedawno zwolniony Jose Mourinho. Kontynentalna szkoła gry wyraźnie służy rozwojowi ligi. Ostatnim Angielskim menedżerem, który wygrał Mistrzostwo, był Howard Wilkinson z Leeds United w sezonie 91/92. Niedobór wybitnych fachowców zasypywany jest raz po raz górami pieniędzmi i sprowadzaniem obcokrajowców, którzy mają coraz większy wpływ na ligę. Niemieckie wzorce szkoleniowe, tak doceniane w ostatnim czasie w Europie widać, słychać i czuć również w Premier League. W połączeniu z nutką hiszpańskiej tiki taki mieszanka sprawia, że to tą ligę po prostu najlepiej się ogląda

Jeśli nie można kupować, to należy wychowywać i tu pojawia się kolejna przewaga Anglików. W 2020 roku wśród nominowanych do nagrody „Golden Boy” znalazło się aż pięciu reprezentantów „Lwów Albionu”, przy zaledwie dwóch Hiszpanach. „La Furia Roja” coraz mocniej cierpi na brak wyróżniających się postaci w młodzieżowej piłce, lecz ratunek może przyjść ze strony, z której nikt się go nie spodziewa. Można go upatrywać w… problemach finansowych Barcelony! Przez fakt, że „Duma Katalonii” nie ma pieniędzy na nowych zawodników, coraz częściej stawia się na młodych wychowanków La Masii. Jednak na ten moment z Mountem, Fodenem, Greenwoodem czy Saką można zestawiać jedynie Ansu Fatiego, który w dodatku dręczony jest przez kontuzje.

Reklama
Fanatyk ligi angielskiej oraz najlepszej ligi świata czyli polskiej A-klasy ;) Twitter: @Jakub10920713