Reklama
Liga Mistrzów

Król jeszcze nie umarł, a nowy już czaruje. Emreli fantastycznie przywitał się z Legią

Kibice przy Łazienkowskiej z rozrzewnieniem wspominają Nemanję Nikolicia. Węgier miał bardzo dobre wejście do drużyny i od pierwszego do ostatniego meczu dla Legii popisywał się skutecznością. W ostatnim sezonie taką rolę pełnił Tomas Pekhart, który został królem strzelców. Jeszcze przed zakończeniem poprzedniej kampanii mówiło się, że konieczne będzie sprowadzenie do warszawskiej ekipy nowego napastnika. Po pierwsze, aby odciążyć wspomnianego Czecha, a po drugie, zaczęły pojawiać się plotki, że chciałby odejść z Legii. Dlatego też kibice bardzo dobrze przyjęli informację, że z klubem podpisał kontrakt azerski piłkarz Karabachu Agdam, Mahir Emreli. I wydaje się, że to był strzał w „10”.

Od początku pobytu w Legii prezentuje się bardzo dobrze. W meczach sparingowych popisywał się ogromną skutecznością i jednocześnie luzem przy tym wszystkim, co robił. To jednak były jednak tylko mecze towarzyskie i swoją formę trzeba było udowodnić jeszcze w meczu oficjalnym. I to zrobił w najlepszym stylu. To w dużej mierze dzięki niemu Legia wygrała 3:2, ponieważ przed tygodniem zdobył dublet, a i często pomagał swoim kolegom w kreowaniu akcji ofensywnych, co sprawiało niemało problemów defensorom rywali. Potwierdziło się to o czym mówił w rozmowie z WP Sportowymi Faktami Jakub Rzeźniczak, że Emreli bardziej pasuje do Legii, niż Pekhart ze względu na większe umiejętności techniczne.

Tomas to król pola karnego, potrafi strzelić i głową, i nogą. Ale Mahir jest lepszy technicznie. Kibicuję mu i sam jestem ciekaw, jak się będzie prezentował w kolejnych spotkaniach.

mówił Jakub Rzeźniczak, piłkarz Wisły Płock, a w przeszłości Legii czy Karabachu

Niemal od początku meczu rewanżowego Emreli zaczął dobrze i wyróżniał się na tle zespołu. Fakt, że Legioniści pierwsze minuty mieli dosyć kiepskie i przy odrobinie niefarta mogło się nawet skończyć bramką dla Norwegów. Jednak nawet w momencie słabszej gry warszawian Azer dobrze się pokazywał do gry i ją odpowiednio czytał. W zależności od potrzeby był albo ustawiony na granicy spalonego z linią obrony Bodo, a i również zdarzało mu się zejść głębiej po piłkę, czy do boku. Nie zawsze ją otrzymywał, ale mimo wszystko było widać, że też było ćwiczone oraz zgodne z taktyką, jaką obrał Michniewicz na to spotkanie. W późniejszej fazie meczu jeszcze parokrotnie można było zobaczyć takie zagranie z jego strony, co wykorzystywali Kapustka i przede wszystkim Luquinhas, którzy zajmowali miejsce Emreliego, by odegrać piłkę do niepilnowanego Azera, lub samemu przeprowadzić akcję ku zaskoczeniu rywali.

Już od wielu miesięcy fani i eksperci mówili o Luquinhasie, że dziwią się, że piłkarz o takich umiejętnościach technicznych gra jeszcze w Ekstraklasie. Po tym, co widzieliśmy w pierwszych dwóch spotkaniach u Emreliego zdania będą co najmniej podobne. Potwierdziły się kolejny raz wyżej wspomniane słowa Rzeźniczaka, że jest to piłkarz dużo bardziej techniczny, niż Pekhart. Akcja bramkowa rozpoczęła się wszak od bardzo dobrego podania z okolic linii środkowej boiska, kiedy to z lecącej pierwszej piłki skutecznie podał do Luquinhasa. Brazylijczyk pobiegł w kierunku pola karnego, zakręcił obrońcami norweskiego klubu i uderzył tuż obok lewej nogi Haikina. To są właśnie takie akcje, dla których kibice będą chcieli przychodzić na stadion.

Wielu piłkarzy, kiedy przychodzi do nowego klubu mówi, jeszcze nie są w odpowiedniej formie, że jeszcze muszą się zaaklimatyzować itp. To jest taka ogólnopiłkarska niepisana zasada, która jakoś tam jest przyjęta i akceptowana przez kibiców. Emreli jednak pokazuje, że takie gadanie można głęboko zakopać, a od pierwszego meczu można pokazywać wszystko to, co ma się najlepsze w swoim repertuaże. Widać u niego bardzo dużo luzu i spokoju. Nie denerwuje się przy tym na kolegów, bardzo rzadko można było zauważyć, żeby jakoś nadmiernie krzyczał czy gestykulował po nieudanych zagraniach. Jedynie w 37. minucie, kiedy uderzał na bramkę Luquinhas można było coś takiego delikatnego zauważyć, jednak po chwili już było wszystko okej, a efekt tego mieliśmy podczas wyżej wspomnianej akcji bramkowej. Spokój u niego także można było zauważyć, w 66. minucie, kiedy to dostał piłkę, mając koło siebie trzech rywali. Co zrobił Emreli? Spokojnie ją przyjął, przytrzymał, a następnie zakładając siatkę rywalowi odegrał do Mladenovicia.

Bardzo ciekawie w formacji ataku będzie prezentować się w tym sezonie Legia. Z jednej strony jest doświadczony Tomas Pekhart, który w poprzednim sezonie zdobył tytuł króla strzelców, a i w meczu z Bodo sprytnie pokonał bramkarza norweskiego klubu. A z drugiej strony jest właśnie Emreli, który najpierw w pierwszym spotkaniu zaliczył dublet, a w rewanżu dołożył asystę i wielokrotnie pomagał kolegom w kreowaniu kolejnych akcji bezpośrednio lub pośrednio dzięki odpowiedniemu ustawieniu się, pokazując przy tym, jak wszechstronnym piłkarzem potrafi być. Rywalizacja pomiędzy tymi piłkarzami będzie tylko z korzyścią dla Legii (i miejmy nadzieję, że dla polskiej piłki w europucharach również) i ku uciesze jej fanów. Król, którym był Pekhart jeszcze nie umarł, ale już w mieście pojawił się nowy szeryf, który ma aspiracje, aby zająć miejsce dotychczasowego króla.

Reklama
Redaktor naczelny krotkapilka.com.pl. Wcześniej m.in. Sport.pl, polskapilka24.net. Piłka nożna w wydaniu krajowym oraz zagranicznym. Fan największych klubów oraz tych niedocenionych.