Długie Podanie Felietony

Hansi stał się Hansem, czyli najlepszy Bayern od lat

grafika: własna/Krótka Piłka

Dziś o 21:00 Bayern Monachium stoczy bój o finał Ligi Mistrzów z Olympikiem Lyon. Jest to powtórka półfinału sprzed 10 lat, kiedy zmierzyły się ekipy Louisa van Gaala i Claude’a Puela. Zespół z Niemiec jak przed laty jest faworytem, czy jednak ponownie uda mu się awansować do ostatniego etapu rozgrywek? Francuzi nie są ulubieńcami bukmacherów, lecz już dwukrotnie zagrali na nosie zarówno pewnym siebie ekspertom, jak i swoim rywalom. Ironią jest, że niemal na pewno Bayern czeka dziś wieczorem trudniejsza przeprawa niż kilka dni temu z legendarną, lecz wyblakłą Barceloną. Jaki plan na to spotkania przygotują Hansi Flick i Rudi Garcia?

Wielcy kontra maluczcy — runda następna

Mecze ćwierćfinałowe tylko na papierze okazały się rywalizacjami wielkich marek z pretendentami do bycia w europejskiej czołówce. O ironio, to jeden z najlepszych zespołów w historii Ligi Mistrzów okazał się banitą tegorocznych rozgrywek. Hansi Flick niemal na każdym polu wygrał taktyczną rywalizację z Quique Setienem. Reszta pojedynków niemal do ostatnich minut trzymała widzów w napięciu. Nie zabrakło również niespodzianek, ponieważ faworyci bukmacherów nie spełnili pokrywanych w nich oczekiwań.

Ogromną wpadkę zaliczyła ekipa Pepa Guardioli, który tylko w sobie zrozumiały sposób zrezygnował z dotychczasowej filozofii gry. Rezultat okazał się tragiczny, gdyż rywale z Lyonu wykorzystali prezenty, które podarował im zespół z Manchesteru. RB Lipsk pod wodzą Juliana Nagelsmanna odprawił z kwitkiem Atletico Madryt. Trzeba przyznać, że ten wynik nie zaskakuje tych, którzy na co dzień śledzą niemiecką Bundesligę. 33-letni szkoleniowiec od kilku sezonów buduje swoją markę w świecie trenerów, stając się jednym z ciekawszych nazwisk na rynku. Niemal tak ciekawych, jak jego filozofia gry.

Mało brakowało, aby również podopieczni Gian Piero Gasperiniego dotarli do półfinału. Ostatecznie musieli przełknąć gorycz porażki w ostatnich minutach meczu z PSG. W ten sposób kolejny niemiecki szkoleniowiec młodego pokolenia, który nie ma tak dobrej prasy, jak jego kolega z Lipska przypomniał o sobie malkontentom. Być może dzięki zwycięstwu utrzymał posadę, a być może wykonał pierwszy krok do triumfu w Lidze Mistrzów, który jego przełożeni gotowi są okrasić bajońskimi premiami.

Pierwszy półfinał był pokazem siły PSG. Taktyczną potyczkę jednoznacznie wygrał Thomas Tuchel. Podopieczni Juliana Nagelsmanna byli tego wieczoru jedynie tłem dla orkiestry z Paryża. 33-letni szkoleniowiec podobnie jak Pep Guardiola w meczu z Lyonem zrezygnował z pełnowymiarowej wersji swojej wizji gry, za co zapłacił najwyższą cenę. W ten sposób paryski gwiazdozbiór zameldował się w wielkim finale, w którym nie będzie skazany na porażkę. Francuzi grają z polotem i w połączeniu z odpowiednim przygotowaniem taktycznym mogą pokonać zarówno Lyon, jak i Bayern.

Hansi Flick, czyli marzenia, które się spełniają

Mało kto pod koniec ubiegłego roku wróżył długą karierę Hansiemu Flickowi w Bayernie Monachium. Włodarze klubu łapczywie skanowali rynek w poszukiwaniu nowego szkoleniowca. Wygrywane spotkania sprawiły, że stopniowo przedłużał się okres próbny 55-latka. Stało się niemal pewne, że przyszłość klubu zależy od faceta, który miał tylko i wyłącznie ugasić jeden pożar. Hansi Flick nie tylko sprawił, że nad Monachium przestały kłębić się burzowe chmury, ale również pojawiła się najpiękniejsza tęcza od 2013 roku. Wtedy po raz ostatni Bayern sięgnął po trofeum za wygranie Ligi Mistrzów.

Dziś o 21:00 Hansi Flick będzie miał niepowtarzalną okazję, aby zwieńczyć swoje niemal perfekcyjne dzieło. Mistrzowie Niemiec pod jego wodzą prezentują futbol totalny, wywierając ogromną presję na rywalach. Było to widoczne w konfrontacji z Barceloną, kiedy linia obrony „Bawarczyków” bardzo często była na równi z linią środkową boiska. Pressing po rozpoczęciu gry przez klub z Katalonii był jeszcze bardziej imponujący, ponieważ to właśnie „Blaugrana” oczarowała świat tiki-taką.

Proste rozwiązania wydają się najlepsze. Obserwując dzieło Hansiego Flicka można było zauważyć szczegół, który wpajają trenerzy piłkarzom już od najmłodszych lat. Bayern Monachium broniąc się przed atakami FC Barcelony, był jak zaciśnięta pięść a w ataku jak rozłożona dłoń. Jeśli dołożyć do tego taką siłę rażenia, jaką posiada mistrz Niemiec, wymiar kary był kwestią do uzgodnienia. Łapczywie szarpiący FC Barcelonę Bayern nie potrafił się zasycić tylko zwycięstwem, każdy piłkarz chciał zedrzeć swój skalp z rannego zwierza. O sile Bayernu świadczy to, że dokonali tego nawet Ivan Perisić i Philippe Coutinho. Jeden niechciany przez Inter a drugi przez samą FC Barcelonę.

Lyon chce rewanżu, wypatrując słabych ogniw w Bayernie

Bukmacherzy awans Lyonu nazwą sensacją. Kibice mogą się pokusić o przyznanie tytułu największej niespodzianki tegorocznej Ligi Mistrzów. Oczywiście, jeśli podopieczni Rudiego Garcii nie ograją PSG w wielkim finale. Sam półfinał może się okazać rewanżem za 2010 rok, kiedy wówczas piłkarze Bayernu ograli dwukrotnie Francuzów.

Co ciekawe w szeregach mistrza Niemiec jest dwóch piłkarzy, którzy pamiętają tę rywalizację. Wspomniany sezon 2009/10 był pierwszym, w którym Thomas Mueller pełnił funkcję podstawowego piłkarza. Do zespołu wchodził również David Alaba, którego piłkarskim promotorem okazał się Louis van Gaal.

Po 10 latach Lyon ponownie zmierzy się w półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem. Co więcej, również teraz nie będzie faworytem. W czym pretendenci z Francji mogą upatrywać swoich szans? Z całą pewnością Hansi Flick i spółka nie zlekceważą swoich rywali. Za to mogą paść ofiarą własnej siły ofensywnej, nadziewając się na śmiertelnie groźne kontrataki Lyonu.

Hansi Flick a Boateng — ból głowy gwarantowany

Mało prawdopodobne jest, aby podopieczni Rudiego Garcii próbowali wychodzić z wysokiego pressingu, wymieniając podania tuż przed własnym polem karnym. Niemal w ciemno można przewidzieć, że napastnicy Lyonu dzisiaj wieczorem nabiegają się za piłkami posyłanymi za linię obrony Bayernu. Pojedynki szybkościowe z Alphonso Daviesem, Davidem Alabą czy Joshuą Kimmichem nie są zbyt optymistyczne. Istnieje jednak jedno słabsze ogniwo w defensywie Bayernu Monachium, które może wyciągnąć piłkarzom Lyonu pomocną dłoń.

Boatengowi nie można odmówić ogromnego doświadczenia, jednak ten obrońca lata swojej świetności ma raczej za sobą. Świadczy o tym np. zachowanie przy golu Suareza. Niemiec „poszedł na raz”, ruszając się przy interwencji jak mucha w smole. Piłkarze Lyonu mogą upatrywać w pojedynkach z nim szans na zdobycie bramek. Mało prawdopodobny jest występ Nicklasa Sule, który gdyby nie kontuzja tworzyłby zapewne duet środkowych obrońców wraz z Davidem Alabą. Pytanie tylko na jak wiele takich konfrontacji pozwoli dotychczas świetnie zorganizowana machina Hansiego Flicka?

Bayern jest faworytem niemal na każdej płaszczyźnie, jednak dziś wieczorem o 21:00 wszystkie symulacje i przewidywania będzie można wyrzucić do kosza. Wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra piłkarze obu drużyn zaczną pisać własną historię, historię półfinałowej potyczki Lyonu z Bayernem. Zwycięzca będzie musiał udowodnić swoją wyższość na boisku lub co najmniej na tablicy wyników. Jako kibice trzymajmy kciuki za Roberta Lewandowskiego i spółkę, aby być może najlepszy polski piłkarz zagrał z Bayernem o puchar za zdobycie Ligi Mistrzów. O spełnienie marzeń, o chwałę i miejsce w historii futbolu. Powodzenia!

Dziennikarz portalu "Krótka Piłka". Pasjonat włoskiego Calcio oraz Bundesligi. Miłośnik siatkówki i piłki ręcznej. Kibic, którego błękitne serce bije w zachodniej części Londynu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *