Felietony

Milan, czyli wzór do (nie)naśladowania

grafika: własne/Krótka Piłka

Wieki ciemnie, tak można by opisać aktualną sytuację w Milanie. Klub od kilku lat nie potrafi wyjść z dołka. Co więcej, kryzys dopadł nie tylko aspekty czysto piłkarskie, ale również zbiera śmiertelne żniwo na stołkach kierowniczych. W ciągu kilku ostatnich lat przez Milan przewinęło się kilku trenerów, ale co gorsze również rzesza piłkarzy. Tych oto „kopaczy”, biorąc pod uwagę ich formę sportową oraz dokonania prędzej można nazwać pozorantami niż profesjonalnymi piłkarzami. Klub z Mediolanu cierpi z powodu zatrudnienia wielu tzw. przehypowanych zawodników, których największym sukcesem był transfer do czarno-czerwonej części miasta. Miasta, które w historii Calcio odegrało jedną z kluczowych ról. Teraz jest marną kopią dawnego siebie i nie potrafi wyjść z cienia własnej historii. Co w tym czasie robią władze Milanu? Otóż uczą jak wydawać pieniądze w sportowe błoto.

Powrót do przeszłości

Z całą pewnością jeszcze kilka lat temu kibice Rossonerich nie spodziewali się, że ich ulubieńców spotka tak ogromny kryzys. Jednym pocieszeniem dla polskich fanów zespołu z Mediolanu jest aktualnie oglądanie powtórek z pamiętnych finałów Ligi Mistrzów. Skróty tych wydarzeń są transmitowane na antenach Polsatu Sport. Niestety sentymentalny powrót do niedalekiej przeszłości jest także brutalną weryfikacją teraźniejszości. Milan ostatni raz zameldował się na podium Serie A w sezonie 2012/2013. Od tego czasu Rossoneri zajmowali kolejno 8., 10., 7., 6., 6. oraz 5. miejsce. Co więcej, ogromny kryzys sportowy nie jest wynikiem problemów finansowych.

Milan zbiera śmiertelne żniwo własnej transferowej nieodpowiedzialności, która kosztowała utratę miejsce w czołówce peletonu Serie A. Włoskie Calcio nie uznaje kompromisów i zanim Milan ponownie będzie mógł nawiązać od dawnej chwały, musi odbyć piłkarską pokutę. Karą jest banicja do grupy zespołów, które zajmują miejsce w drugim szeregu na Półwyspie Apenińskim. Kiedyś zostanie piłkarzem klubu z Mediolanu, było najwyższym wyróżnieniem. Teraz jest powodem do wrzucenia Insta Story oraz zaktualizowania profilu w mediach społecznościowych.

Zbiór piłkarzy przez małe „p”

Co więcej, jak pokazuje szereg negatywnych przykładów, zawodnicy Milanu kompletnie nie przejmują się tym, że spuszczają swój zespół do europejskiej drugiej ligi. Przecież grunt to świetnie się bawić. Jeszcze nie opadł kurz po kompromitującej porażce z Atalantą, a piłkarze Rossonerich hucznie świętowali urodziny swojego kolegi. Oczywiście rację mają Ci z Davide Calabrią włącznie, którzy głoszą tezę, że piłkarz to też człowiek. Jednak niech później się nie zastanawiają, dlaczego ich kunszt piłkarski pozwala grać w średnim Milanie, który egzystuje na oparach dawnej glorii.

Opary absurdu są tym, co towarzyszy przehypowanym zawodnikom Milanu, których w większości przepadków można zaliczyć do niczym niewyróżniających się europejskich średniaków. Pozostaje tylko czekać, jak ostatnie latarnie nadziei opuszczą tonący statek. Najprawdopodobniej Gianluigi Donnarumma spędza w Mediolanie swoje ostatnie chwile przed transferem do klasowego. Wydaje się, że Alessio Romagnoli jest bardziej zmotywowany, aby podnieść Milan z kolan. Jednak jak długo ten stan rzeczy będzie aktualny? W końcu jeden z najlepszych obrońców na Półwyspie Apenińskim nie będzie się opierał wiecznie przed transferem do lepszego zespołu, w którym będzie mógł pokazać pełnię umiejętności. Historia niejednokrotnie pokazywała, że jak Juventus kogoś chce, to go po prostu dostaje.

Oto moja subiektywna lista dziesięciu najgorszych transferów Milanu od sezonu 2013/2014:

  • Diego Laxalt (14,9 mln euro). Kim był i co zrobił Urugwajczyk, żeby trafić na San Siro? Nie pozostaje nic tylko w konwencji żartu skomentować ten transfer.
  • Ricardo Rodriguez (15 mln euro). Kawał piłkarza w czasach gry w Niemczech, jednak Szwajcar jest idealnym przykładem, że Milan potrafi zniszczyć piłkarzy, którzy wydają się naprawdę solidnymi zawodnikami.
  • Lucas Biglia (19,7 mln euro). Z całym szacunkiem i sympatią, którą darzę argentyńskiego pomocnika, nie potrafię zrozumieć, jak można było wydać blisko 20 mln euro za piłkarza, któremu raz na tzw. chiński rok zdarza się posłać futbolówkę „do przodu”.
  • Andrea Bertolacci (21 mln euro) zagrał w 52 meczach, strzelił 2 gole oraz zanotował trzy asysty. Opuścił Milan jako tzw. wolny zawodnik.
  • Krzysztof Piątek (35 mln euro). Polak był namiastką optymizmu w swoim debiutanckim sezonie. Niestety został ofiarą wybujałych oczekiwań, braku zaufania oraz „fenomenalnej” polityki kadrowej Milanu.
  • Mattia Caldara (35 mln euro). Miał być przyszłością reprezentacji Włoch, a okazał się wyrzutem sumienia Juventusu, który i tak potrafił go opchnąć za bajońską kwotę do Milanu, czym upokorzył rywala zza miedzy.
  • Andre Silva (38 mln euro). Klątwa napastników dopadła także perspektywicznego Portugalczyka. 41 spotkań i zaledwie 10 goli mówi więcej niż tysiąc słów.
  • Lucas Paqueta (38,4 mln euro). Piłkarz widmo, który błyszczał u boku Krzysztofa Piątka, a w aktualnym sezonie został schowany do piłkarskiej zamrażarki. Jedyna nadzieja w tym, że uda się odzyskać część z kosztownego transferu Brazylijczyka.
  • Leonardo Bonucci (42 mln euro). Włoch miał sprawić, że Milan wróci na szczyt, a okazał się cieniem własnego siebie z Juventusu. Jedynym pozytywem jest odzyskanie większości pieniędzy z transferu.
  • Andrea Conti oraz Franck Kessie (24 mln euro + 24 mln euro + 8 mln euro za wypożyczenie). Obaj są dowodem na to, że Atalanta potrafi wycisnąć z piłkarzy maksimum. Po opuszczeniu Bergamo nie zbliżyli się do formy, którą błyszczeli u Gian Piero Gasperiniego.

W ramach odskoczni zapraszam (szczególnie fanów Milanu) na przypomnienie najładniejszych bramek dekady na Półwyspie Apenińskim.

Dziennikarz portalu "Krótka Piłka". Pasjonat włoskiego Calcio oraz Bundesligi. Miłośnik siatkówki i piłki ręcznej. Kibic, którego błękitne serce bije w zachodniej części Londynu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *