Felietony

Adriano – Historia upadku brazylijskiego „Imperatora”

Wspominając cudowne pokolenie Brazylii z początku XXI wieku na myśl przychodzą tacy zawodnicy jak: Ronaldo, Ronaldinho, Roberto Carlos i wielu innych, którzy zachwycali nas na największych stadionach Europy i Świata. Wśród tych magików przez kilka lat występował nieco zapomniany dziś Adriano, który miał wszystko, aby dorównać wspomnianym gwiazdom „Canarinhos”.

Brazylijczyk będąc w szczytowej formie uznawany był za jednego z najlepszych lub nawet najlepszego napastnika na świecie. Jego historia nie potoczyła się jednak tak wspaniale jak mogła. Mimo tego, że ma aktualnie 38 lat, to już od przeszło 10 lat nie oglądamy go w czołowych europejskich klubach. Adriano Leite Ribeiro urodził się 17 lutego 1982 roku w brazylijskim Rio de Janeiro. Jego pierwszym klubem było Flamengo, w którym występował do 2001 roku, po czym przeniósł się do włoskiego Interu, z którego jednak szybko został wypożyczony do Fiorentiny. Piłkarski świat usłyszał o Adriano w trakcie jego pobytu we włoskiej Parmie. Brazylijczyk przez dwa sezony gry w żółto-niebieskich barwach zdobył 26 bramek w 44 meczach. Oglądając jego występy miało się wrażenie, że ma wszelkie możliwe atrybuty idealnego napastnika. Wyróżniał się potężną siłą oraz szybkością. Technika jak przystało na zawodnika z Brazylii również stała na najwyższym poziomie. Kluczowym momentem jego kariery okazał się powrót do Interu na początku 2004 roku, w którym osiągnął szczyt swojej kariery. Na „Giuseppe Meazza” spędził w sumie 6 sezonów z krótką przerwą na wypożyczenie do Sao Paulo. W sumie rozegrał dla „Nerrazzurrich” 159 meczów, w których zdobył 73 bramki. Czterokrotnie zdobył Mistrzostwo Włoch, dwukrotnie Puchar Włoch oraz trzy razy sięgnął po Superpuchar Italii.

W tym samym czasie wraz z reprezentacją Brazylii wygrał Copa America w 2004 roku oraz Puchar Konfederacji w 2005 roku. Razem z kadrą pojechał także do Niemiec na Mistrzostwa Świata w 2006 roku. Jego bilans w kadrze zatrzymał się na 27 trafieniach w 48 spotkaniach.

Śmierć ojca była początkiem końca niezwykle obiecującej kariery „Imperatora”, z którą Adriano nie był w stanie się pogodzić. „Tylko ja wiem jak bardzo cierpiałem po śmierci mojego ojca. Czułem się zdewastowany. A potem było już tylko gorzej, ponieważ czułem się odizolowany. Byłem smutny, samotny oraz popadłem w depresję. Dlatego zacząłem pić alkohol. To była jedyna rzecz, która sprawiała mi przyjemność. Piłem wszystko – piwo, wino, wódkę, whisky. Przede wszystkim piwo, bardzo, bardzo dużo. Nie potrafiłem przestać i z tego powodu musiałem opuścić Inter” – zdradził w rozmowie z włoskimi mediami.

Brazylijczyk często przyjeżdżał na treningi będąc nietrzeźwym, ludzie pracujący w klubie robili wszystko, aby informacja o złym stanie psychicznym i fizycznym Adriano nie wyciekła do mediów. Na konferencjach Interu przekonywano dziennikarzy i kibiców, że przyczyną braku gry są problemy mięśniowe gwiazdy „Nerrazzurrich„. Inter próbował ratować karierę Adriano m.in. wysyłając go na rehabilitację do Brazylii w listopadzie 2007 roku. Niestety napastnik już nigdy nie wrócił do formy z początków jego kariery we Włoszech i w 2011 roku na stałe opuścił Europę. Nawet w swojej ojczyźnie nie był jednak w stanie się odbudować i od wielu lat próżno szukać go na jakichkolwiek boiskach świata. Na początku 2016 roku amerykańskie Miami United ogłosiło podpisanie kontraktu z napastnikiem, który na słonecznej Florydzie wytrzymał tylko kilka tygodni. Dziś możemy jedynie gdybać, ale niewykluczone, że gdyby kariera Brazylijczyka potoczyła się inaczej, to Cristiano Ronaldo oraz Lionel Messi mieliby bardzo groźnego rywala w walce o miano najlepszego zawodnika na świecie. W jednym z wywiadów Zlatan Ibrahimović przyznał nawet, że to Adriano zrobił na nim największe wrażenie spośród wszystkich zawodników, z którymi grał. Pozostaje nam tylko żałować, że nie mogliśmy podziwiać tego wielkiego talentu dłużej. Najważniejsze jednak, że cała ta historia mimo wszystko kończy się happy-endem. „Straciłem miliony, ale jestem szczęśliwy” – tak podsumował swoją historię sam Adriano.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *