Felietony

Josip Ilicić i słoweńska symfonia. Sukces zapisany w genach

Zapewne na prośbę o wskazanie najlepszego piłkarza grającego na Półwyspie Apenińskim wielu z Was odpowiedziałoby zgoła inaczej. Gros fanów Calcio bez zawahania się wskazałoby jednego z terminatorów współczesnego futbolu, Cristiano Ronaldo. Sympatycy Interu Mediolan pokusiliby się o umieszczenie na fotelu króla Stefano Sensiego. Włoch był rewelacją startu Serie A. Co więcej, w wielu momentach można było mieć wrażenie, że na Giuseppe Meazza pojawił się piłkarz pokroju Iniesty czy Xaviego. Niestety po odniesieniu kontuzji czar prysł, bo dyrygent Nerazzurrich nie wrócił do optymalnej formy. Założę się, że kibice niemal każdej drużyny, która gra na najwyższym szczeblu rozgrywkowym we Włoszech w wyścigu o koronę dla najlepszego piłkarza ligi, postawiliby na innego konia. Co więcej, byłoby to uzasadnione działanie. Jednak wydaje się, że dość nieoczekiwanie w ostatnich latach na Półwyspie Apenińskim narodził się nowy bohater. Jest nim Josip Ilicić, czyli słoweński geniusz, który wraz z Gian Piero Gasperinim sprawił, że Atalantę pokochał cały piłkarski wszechświat. Zatem kim jest przeze mnie mianowany król Serie A? Zacznijmy od początku.

Bałkańska krew

Josip Ilicić przyszedł na świat 29 stycznia 1988 roku w Prijedorze na terenie dzisiejszej Bośni i Hercegowiny. Wtedy jeszcze była to Jugosławia. Żeby było bardziej międzynarodowo, należy dodać, że jego rodzinę można okrzyknąć bośniackimi Chorwatami z okolic Sanskiego Mostu. Josip opuścił kraj wraz z mamą Aną oraz bratem Igorem w przeddzień wybuchu wojny domowej. Jednak powodem wyjazdu nie było widmo nieuchronnie zbliżającego się konfliktu zbrojnego, lecz rozwód rodziców Josipa. Co więcej, sytuacja materialna również była nie do pozazdroszczenia. Bracia wraz z mamą udali się do krewnych, którzy mieszkali w Kranju.

W ten sposób rozpoczęła się słoweńska przygoda Josipa Ilicicia. Chłopaka, którego historia jest metaforyczną kwintesencją wielu milionów mieszkańców Półwyspu Bałkańskiego. Walka o byt od najmłodszych lat z pewnością odcisnęła piętno na psychice młodego Josipa. Co więcej, przeprowadzka, której towarzyszyły rozwód, wojna oraz bieda sprawiły, że młody chłopak od samego początku musiał nauczyć się jak radzić sobie z problemami. Z całą pewnością te trudne doświadczenia sprawiły, że Josip stał się tym człowiekiem, którym jest. Ulepiły go z bałkańskiego ognia oraz rodzinnej miłości. Temperament odziedziczony wraz z pochodzeniem stał się jedną z cech gry słoweńskiego piłkarza pochodzenia chorwackiego, a rodem z Bośni. Piłkarza, który dziś jest wzorem do naśladowania na młodych adeptów futbolu.

fot. własne/Paweł Jerzmanowski

W zdrowym ciele zdrowy duch!

Josip Ilicić jest żywym dowodem na to, że talent jest czymś nadprzyrodzonym. Co więcej, jest to coś, czego absolutnie nie da się kupić. Jednak istnieje jedno „ale”. Każdy potencjalny geniusz musi trafić na urodzajną glebę. W wypadku gwiazdora Atalanty była to słoweńska ziemia. Sport w tym kraju można bez wahania okrzyknąć fenomenalnym zjawiskiem. Co więcej, zjawiskiem, za którym stoi skrupulatnie przygotowany plan działania i co najważniejsze ludzkie serca. Populacja Słowenii wynosi zaledwie nieco ponad 2 mln. Biorąc pod uwagę, że aktualnie liczba osób zamieszkujących stolicę Polski opiewa na około 1,7 mln to teoretycznie Słowenia, powinna być „sportowym zaściankiem”.

Jednak jest zgoła inaczej. Na co dzień ze słoweńskimi skoczkami narciarskimi rywalizują polskie orły. O sile siatkarzy przekonali się stosunkowo niedawno podopieczni Vitala Heynena, którzy pomimo tytułu mistrzów świata musieli uznać wyższość rywali. Co więcej, koszykarską reprezentację Słowenii również należy zaliczyć do jednej z najlepszych w Europie. Wybitnymi postaciami w świecie sportów zimowych jest także Tina Maze oraz Petra Majdić,, którą doskonale pamiętają kibice Justyny Kowalczyk. Zatem jak to możliwe, że tak maleńki kraj jest obecny niemal na każdej imprezie sportowej śmietanki? Kluczem do sukcesu jest popularyzacja aktywności fizycznej. Jest to coś, czego mogą się uczyć większe europejskie kraju w tym Polska. W odróżnieniu od naszych podwórek te w Słowenii wciąż tętnią życiem.

„Jesteśmy małym krajem, nie stać nas na marnowanie talentów” – Andrej Urlep, słoweński koszykarz i trener koszykówki.

Pomnik za życia

Josip Ilicić obok Alejandro Gomeza jest pomnikową postacią w Bergamo. Jeszcze do niedawno klub zaliczał się do tych balansujących pomiędzy Serie A, a Serie B. Jednak od kilku lat w Atalancie zachodzą ogromne zmiany. Co więcej, nie są to przede wszystkim te, które aktualnie są rozchwytywane przez media. Koniec końców budowa nowego stadionu nie sprawi, że włoski kopciuszek wkroczy na stałe na europejskie salony. Kluczem do sukcesu jest akademia, która stała się zapleczem dla pierwszego zespołu. Co więcej, jej wychowankowie w ostatnich trzech latach opuścili Bergamo za bajońskie sumy gotówki.

Jednak drugą wartą uwagi rzeczą jest rozbudowana sieć skautingu. To właśnie ona pozwoliła wyłowić Josipa Ilicicia z Fiorentiny. Słoweniec przeniósł się do Bergamo w 2017 roku. Co więcej, Atalanta zapłaciła za niego niespełna 6 mln euro. Jest to kolejny kamień milowy, który sprawił, że podopieczni Gian Piero Gasperiniego są aktualnie na szczycie włoskiego futbolu. Jeśli już padło nazwisko szkoleniowca Atalanty należy dodać, że jest on ojcem sukcesu klubu, jak i swoich piłkarzy. Pod jego batutą wielu „sportowych banitów” rozwinęło skrzydła. Co więcej, młode talenty zyskały miano gorących kąsków transferowych i przede wszystkim bardzo dobrych piłkarzy.

„Ilicić był kozakiem ja, pamiętam już w moim pierwszym sezonie, kiedy przyszedłem do Romy i Ilicić grał w Fiorentinie. W pierwszej połowie sezonu był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem w całych Włoszech. Ja tak patrzę, w życiu człowieka nie znałem, a jest rewelacyjny. Potem przeszedł do Atalanty i teraz głównie przez pryzmat Ligi Mistrzów ludzie widzą, jak jest świetnym zawodnikiem. Już nie mówiąc o tym, że chyba Arek Reca się przekonał o tym w meczu ze Słowenią, jak go nawinął w polu karnym pięknie. Także to żadna niespodzianka i żadna nowość dla ludzi, którzy oglądają w miarę regularnie Serie A” – Wojciech Szczęsny o Josipie Iliciciu na antenie Foot Trucka.

Wymarły gatunek piłkarza

Jednak to wszystko nie udałoby się, gdyby nie postać słoweńskiego dyrygenta. Josip Ilicić pokazywał już swój talent w Fiorentinie, jednak jego gwiazda rozbłysła, kiedy stał się podopiecznym Gian Piero Gasperiniego. Pod wodzą włoskiego szkoleniowca Słoweniec rozegrał do tej pory 106 spotkań. Zanotował w nich 49 bramek oraz 29 razy asystował przy trafieniach kolegów z drużyny. Co więcej, te liczby nie oddają w całości piękna Josipa Ilicicia. Słoweniec jest kluczowym ogniwem w maszynce do strzelania goli, jaką stała się Atalanta. Jest bezprecedensowo najlepszym graczem swojej drużyny jak nie całej Serie A. W końcu w futbolu liczy się coś więcej niż tylko martwe statystyki. Temperamentny Josip Ilicić jest uosobieniem piękna futbolu, które w XXI wieku stało się produktem deficytowym. Josip Ilicić jest wymarłym przedstawicielem gatunku piłkarzy z krwi i kości. Jak na piłkarza zrodzonego z ognia pozostawia na boisku serce, inspirując tym samym przyszłe pokolenia do grania na tzw. pełnej petardzie. Bo w życie nie chodzi o to, aby je przeżyć. Sens polega na tym, żeby pozostawić coś po sobie. Z całą pewnością słoweński dyrygent mocno pracuje, żeby już za życia doczekać się swojego pomnika. Niekoniecznie w formie nic nie znaczącego kamienia, ale wspomnienia w wielu milionach kibicowskich serc.

Dziennikarz portalu "Krótka Piłka". Pasjonat włoskiego Calcio oraz Bundesligi. Miłośnik siatkówki i piłki ręcznej. Kibic, którego błękitne serce bije w zachodniej części Londynu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *