Felietony Premier League

Czy poznaliśmy już mistrza Anglii? [Premier Talks #5]

grafika: własna/Krótka Piłka

Świetnie bawiłem się przy derbach Manchesteru. Spodziewałem się, że United zdoła pokonać na Etihad Stadium rywali zza miedzy. Przemawiała za tym ostatnia forma “Czerwonych Diabłów”, ponadprzeciętnie dobry bilans z drużynami z czołówki, no i dziurawa obrona “The Citizens”. To nie mogło się nie udać dla drużyny z czerwonej części Manchesteru. Dzięki tej wiktorii, mistrzowie Anglii do pierwszego miejsca tracą już 14 punkty. Strata, jak pokazują karty historii, jest praktycznie nie do odrobienia. Drugie Leicester po niedzielnej wygranej z Aston Villą traci do Liverpoolu osiem oczek. Czy w czerwonej części Merseyside można już chłodzić szampany na maj i rezerwować miejsca na mistrzowską fetę z okazji pierwszego od 30 lat tytułu? Zapraszam.

Liverpool ma niesamowitą przewagę jak na ten etap rozgrywek. Niektórzy eksperci czy kibice już teraz uczynili klub z Anfield mistrzem Anglii. Czy w takim tonie można to mówić? Mamy dopiero grudzień, a rozgrywki, jak większość z Was wie, kończą się dopiero dziewiątego maja. Także każdy taki tekst, czy wpis traktuje z przymrużeniem oka. Jak wszyscy wiecie, w sporcie ważna jest walka do końca. Sam Liverpool pamięta sezon 2013/14, kiedy na ostatniej prostej poślizgnął się i ostatecznie przegrał mistrzostwo przez swoją głupotę i lekkomyślność. Zdobywca Ligi Mistrzów wie, że zawsze gra się do końca i pokazał to wielokrotnie, m.in. w dwumeczu z Barceloną.

Takie zmasowane wpisy traktuję trochę jako sztuczne nakładanie presji na sam Liverpool. Przeglądając wpisy i konta na Twitterze, z jakich zostały wysłane, większość to tzw. trolle, których głównym celem jest wzniecenie “gównoburzy” w komentarzach. Ale w podobnym tonie wypowiadają się eksperci telewizyjni czy prasowi. Ich argument jest bardzo mocny. W końcu Liverpool punktuje z piekielnie wysoką skutecznością, i pomimo utraty Matipa i Fabinho, marszem zdobywa kolejne zwycięstwa. Dziennikarze zapomnieli chyba o tym, że w sporcie, tak jak pisałem wcześniej, gra się do końca.

City wypadło z walki o mistrzostwo?

Na początku sezonu mówiło się, że najprawdopodobniej drużyna Pepa Guardioli zmieni priorytety związane z bieżącą kampanią i skupi się na grze w Lidze Mistrzów. W pewnym sensie tą wymówką można wyjaśniać potknięcia się w Premier League. Ale nie. Bogactwo wyboru w drużynie mistrza Anglii nie pozwala na takie wymówki. Nie bez powodu mówiło się, że City mogłoby wystawić drugą jedenastkę, a ta i tak zajęłaby miejsca w okolicach pierwszej szóstki.

No ale w jednej formacji Guardiola nie ma tego bogactwa. To środek obrony. Gdy tylko Aymeric Laporte doznał kontuzji, wiedziałem, że obrona “Obywateli” nie będzie takim monolitem jak dotychczas. Nie myliłem się. Pomysł z Fernandinho na stoperze był do pewnego momentu niezłym substytutem, ale do czasu. W realiach Premier League, gdy chcesz grać na tej pozycji, jednym z obowiązkowych kryteriów jest wzrost i fizyczność. A tego Brazylijczykowi brakuje.

City też nie ma tej siły rażenia, co sezon temu. To, że wcisnęła piątkę West Hamowi czy ósemkę Watford, może być lekkim zakrzywieniem realnej oceny formy piłkarzy. Na kilka meczów wypadł Sergio Aguero, Bernardo nie jest tym samym Bernardo, który był jednym z najlepszych zawodników w lidze, a Sterling dobre mecze przeplata ze słabymi. Jedynym pozytywem tutaj jest Riyad Mahrez, który gra coraz lepiej i najprawdopodobniej będzie kandydatem numer jeden do ustalania składu na następny mecz.

Niesamowita też jest ta statystyka Manchesteru City. W tym sezonie na 48 punktów, drużyna z Etihad zdobyła 32, więc prostą matematyką możemy obliczyć, że City straciło 16 pkt. To dokładnie tyle, ile mistrzowie Anglii stracili w poprzedniej kampanii. Robi wrażenie. Żeby w jakikolwiek sposób Manchester ma odrabiać stratę do “The Reds” musi skupić się na konsekwentnym wygrywaniu meczów, nawet kosztem stylu czy ulubionej statystyki Hiszpana, czyli posiadania piłki.

Przeglądając Twittera jestem zaskoczony opiniami kibiców. Co prawda część wypowiada się krytycznie wobec Pepa Guardioli i jego pracy, a część chce nawet zmiany szkoleniowca. Ale też inni, również jakby to już był kwiecień czy maj, godzą się z porażką i starają się “skupić” na Lidze Mistrzów. Podoba mi się taka postawa, ale szczerze mówiąc wiem, że duża część w głębi serca jest niesamowicie poirytowana faktem, że to może być faktycznie “ten” sezon dla Liverpoolu.

Lider koalicji “anty-Liverpoolskiej”

Wydaje się, że sam Liverpool w żaden sposób nie może popsuć sobie takiej przewagi i nie wygrać mistrzowskiego tytułu. Wydaje się też, że Manchester City ma już za dużą stratę do “The Reds”. Ale jest jeszcze jeden klub, którzy może “uratować” sytuację i pozbawić 19. mistrzostwa kraju drużyny z czerwonej części Merseyside. To Leicester City.

Nie, to nie żaden clickbait, czy nieśmieszny żart jednego z redaktorów. Mam ogromną przyjemność, kiedy oglądam poczynania drużyny Brendana Rodgersa. Już wcześniej pisałem, że Leicester może być zespołem, który przy dużej ilości wypadkowych mógłby pogodzić wielką dwójkę. Irlandczyk bardzo dobrze poukładał drużynę i nie boję się powiedzieć, że ten zespół gra zdecydowanie lepiej od tego, który w 2016 zdobył mistrzostwo Anglii. O Leicester napisałem więcej TUTAJ, więc uważam, że nie będę więcej się na ten temat rozpisywać.

Tak więc, czy takie opinie mają jakikolwiek sens i pokrycie z rzeczywistością? Po części tak. W dzisiejszych mediach liczy się to, aby czymś zaskakującym i niecodziennym zachęcić czytelnika. To również pewna gra psychologiczna, w której oba kluby również rywalizują między sobą.

A co sądzę o tym ja? Czekam z niecierpliwością na okres świąteczno-noworoczny, kiedy to z powodu ogromnego nagromadzenia się spotkań, ważne będzie świetne przygotowanie fizyczne i szerokość ławki rezerwowych. Ostatnie mecze pokazują, że przewagę w tym aspekcie ma Liverpool, który wprowadzając Divocka Origiego i Xherdana Shaqiriego nie stracił na jakości w derbach Merseyside. Radzę więc poczekać do tego momentu. Jeżeli Liverpool przetrwa ten maraton, to już chyba katastrofa mogłaby odebrać upragnione trofeum. A wtedy, ku niezadowoleniu wielu kibiców futbolu, do lamusa przeszłoby powiedzenie “Ten sezon”.

Redaktor w Krótkiej Piłce i Sport247. Sympatyk Premier League i Primeira Ligi, NHL, i skoków narciarskich.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *