Kadra Wywiady

Szczęsny żartuje przed meczem ze Słowenią: Obecnie jestem najlepszym bramkarzem w historii

fot. własne/Paweł Jerzmanowski

„Po mistrzostwach świata dopadł nas pomundialowy kac. Dla każdego z nas była to najważniejsza impreza, na jakiej graliśmy i to bardzo bolało. Gdzieś to odbudowanie się, potem jeszcze zmiana trenera, z którym bardzo się zżyliśmy. Zmiana stylu gry, brak entuzjazmu, nie pomagają w osiąganiu pozytywnego wyniku. Potem zaczęły się eliminacje i jest nowa motywacja, nowe cele przed nami i tak naprawdę wtedy dopiero zaczął się nowy start. Wcześniej było takie uczucie, że „aby dograć do eliminacji, a potem będzie dobrze”. Mam nadzieję, że tak jak tamten okres bez zwycięstwa trwał za długo, tak okres z samymi zwycięstwami będzie trwał jak najdłużej.” – powiedział w rozmowie z Krótką Piłką Wojciech Szczęsny

Wiecie już kto jest pierwszym bramkarzem reprezentacji na drugą część roku, a jeżeli nie to kiedy się dowiecie?
Nie wiemy ani tego, ani tego

Jak to się do tej pory odbywało? Trener zapraszał Was do siebie indywidualnie i komunikował?
Różnie u różnych trenerów. U trenera Nawałki rozmowy odbywały się indywidualnie, a trener Brzęczek rozmawia ze wszystkimi na raz, gdzieś w hotelu idziemy do jednej Sali z selekcjonerem. Pewnie niedługo się tego dowiemy, biorąc pod uwagę, że za 3 dni gramy ze Słowenią.

Jakiej decyzji się spodziewasz?
Szczerze… <śmiech> tutaj już nikt nie wie, także jesteśmy przyzwyczajeni z Łukaszem, że przyjeżdżamy nie wiemy. Ten co jest pierwszy, to próbuje zagrać jak najlepiej, ten co jest drugi, wspiera kolegę i tyle.

A nawet jak już wiadomo kto jest pierwszym, to często wychodzą różne historie, tak jak z Tobą w czerwcu. Los jest selekcjonerem.
No dokładnie. Przede wszystkim los jest selekcjonerem <śmiech>. Tak tych sytuacji było wiele, a to po prostu stracenie miejsca w kadrze, a to kontuzja, a to słabszy mecz, więc to się zmienia i nie miejcie nadziei, że to przestanie się zmieniać, bo nawet nam było już dziwnie przyjeżdżać na reprezentację i wiedzieć, kto będzie bronił.

Wy jesteście już przekonani, że jeżeli utrzymacie koncentrację, to umiejętności wystarczą, aby już niedługo awansować na Euro 2020?
Jesteśmy teraz w połowie drogi. Mamy 12 punktów, a potrzeba przeważnie około 20, żeby awansować na taki turniej, więc troszkę ponad połowę. A zagraliśmy mniej niż połowę meczów <śmiech>.  Także na pewno jesteśmy na dobrej drodze, te dwa najbliższe spotkania też dadzą nam odpowiedź na to, jak daleko zaszliśmy, bo nie ukrywam, że pozytywne wyniki w pojedynkach ze Słowenią i Austrią postawią nas na ostatniej prostej do awansu na Euro

Za pozytywne wyniki uważacie też remis? W tej grupie i z tymi rywalami dla reprezentacji Polski.
Ja w życiu nie podchodziłbym do żadnego meczu z nadzieją na remis, ale pozytywny wynik, to pozytywny wynik. W momencie, kiedy masz przewagę 6 punktów, no to remis nie jest najgorszy.

Uważasz, że w kadrze zapanowała stabilizacja? Że są młodzi, ale że nikt nie podważa powołań?
A ktoś podważał powołania? Zaskoczenia były, ale to ewentualnie wy dziennikarze, a nie my. <śmiech> Zawsze jest stabilizacja, kiedy wygrywasz mecze. Gdybyś zadał mi to pytanie przed pierwszy spotkaniem eliminacji z Austrią, to pewnie wszyscy by się śmiali z Ciebie. A u nas w środku nic się nie zmieniło, tylko wyniki się zmieniły, dlatego też ten odbiór reprezentacji jest inny.

Przez to, że powiększono liczbę uczestników Euro, uważacie się za zespół, od którego należy wymagać określonych celów, już w trakcie turnieju, czy jest dużo pokory?
Historia występów reprezentacji Polski na dużych imprezach (oprócz Euro 2016) nauczyła, że trzeba mieć dużo pokory. Im więcej nadziei, tym większy zawód. Na pewno trzeba od nas absolutnie wymagać awansu na wielkie imprezy. To już nie jest tak, że powinniśmy świętować sam awans reprezentacji Polski na Euro czy mundial. W szczególności na Mistrzostwa Europy, na które jest teraz łatwiej awansować. A potem trzeba mieć nadzieję. W tej chwili jesteśmy w trakcie eliminacji, więc wymagajmy awansu. Nie planujmy tego, co zrobimy na Mistrzostwach Europy, kiedy nie mamy jeszcze pewnego awansu, na ten turniej. Najpierw trzeba potwierdzić tymi wynikami w najbliższych meczach, że zasługujemy, żeby tam zagrać, a potem my będziemy robić wszystko, żeby było lepiej, niż ostatnio na mundialu.

Dlaczego kadra Brzęczka najpierw przez pierwsze pół roku ciągle remisowała i przegrywała, a przez drugie pół roku pokonywała każdego przeciwnika do zera? Czy to tylko kwestia rywali, czy i u Was coś się zmieniło?
Kwestia rywali to na pewno nie, bo uważam, że mecz z Austrią był cięższy, niż niektóre z meczów towarzyskich, które graliśmy. Absolutnie nie uważam, że jest to kwestia rywali. Dzisiaj jest to łatwo wyjaśnić takim „kacem pomundialowym”, tzn. każdy z nas z osobna na różnym poziomie, ale generalnie jako zespół bardzo przeżyliśmy porażkę dla mundialu. Dla każdego z nas była to najważniejsza impreza, na jakiej graliśmy i to bardzo bolało. Gdzieś to odbudowanie się, potem jeszcze zmiana trenera, z którym bardzo się zżyliśmy. Zmiana stylu gry, brak entuzjazmu, nie pomagają w osiąganiu pozytywnego wyniku. Potem zaczęły się eliminacje i jest nowa motywacja, nowe cele przed nami i tak naprawdę wtedy dopiero zaczął się nowy start. Wcześniej było takie uczucie, że „aby dograć do eliminacji, a potem będzie dobrze”. Mam nadzieję, że tak jak tamten okres bez zwycięstwa trwał za długo, tak okres z samymi zwycięstwami będzie trwał jak najdłużej.

Ten kac już puścił?

Tak. Już sam fakt, że mamy ten nowy cel, którym jest przed awans i zaczęliśmy od ciężko wywalczonego zwycięstwa z Austrią, czyli z naszym bezpośrednim rywalem, dał trochę optymizmu zespołowi i w tej chwili jesteśmy w takiej sytuacji w jakiej jesteśmy. Mam nadzieję, że jeszcze uda się ją poprawić.

Potraficie sobie radzić ze strefą komfortu? Po powrocie z Euro, tuż po sukcesie wkradło się w Was rozprężenie. Nie obawiacie się powtórki z rozrywki?
Jak najbardziej się obawiam, ale z drugiej strony będąc liderem zespołu, który wygrał wszystkie mecze, to właśnie z czymś takim trzeba się mierzyć. Lepsze jest jednak uczucie takiej pewności i wiary w siebie, kiedy mecze się wygrywa i wszystko idzie dobrze, niż uczucie niepewności i drobnego strachu, kiedy wszystko się przegrywa. Nie będę narzekał, że jesteśmy uważani za faworytów grupy i oczekuje się od nas samych zwycięstw.

Ostatni mecz o punkty ze Słowenią Polacy zagrali 9 lat temu. Wtedy to się bardzo źle skończyło, bo skończyło się 0:3. Po spotkaniu zwolniony został Leo Beenhakker. To było chwilę przed Twoimi powołaniami. Wiecie coś w ogóle o tych obecnych Słoweńcach?
Nazwiska i indywidualności znamy. Oprawę taktyczną będziemy mieli dzisiaj (we wtorek – przyp. red.) wieczorem, więc dopiero wtedy będziemy mogli coś więcej powiedzieć o nich. To są jednak takie tereny, na których ciężko się gra. Tak jak podczas ostatnich eliminacji mecz wyjazdowy z Czarnogórą. Kiedy się tam jedzie, to nigdy nie ma łatwo. Także to będzie spotkanie, które trzeba będzie wywalczyć, wybiegać, czasami też siłowo trzeba będzie zawalczyć. Trzeba będzie zaakceptować tą walkę fizyczną. A do tego wiemy, że mają kilku zawodników wysokiej klasy. Kilku z nich gra we Włoszech, więc znam ich całkiem dobrze. Na pewno będzie to bardzo ciekawy mecz.

Robert Lewandowski przed Euro 2016 powiedział, że wyzbył się obsesji, że musi wygrać Ligę Mistrzów. Ty masz coś takiego teraz, grając w Juventusie, że masz obsesję Ligi Mistrzów?
Obsesji nie mam, ale absolutnie jest to moje marzenie. Jest to cel, który jest postawiony zespołowi i do tego celu dążymy. Obsesją bym tego nie nazwał, chociaż fajnie by było wygrać.

W grupie macie do wyeliminowania m.in. Lokomotiw Moskwa, w którym gra Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. Obiecałeś Grześkowi, że dasz mu strzelić gola, jeżeli Juventus będzie prowadził 3:0.
Tak… Oszukiwałem go. <śmiech>. Jest taki fajny dodatkowy dreszczyk, kiedy grasz przeciwko rodakom w Lidze Mistrzów. Kiedy grasz przeciwko rodakom, których tak bardzo nie lubisz, jak ja Grześka. <śmiech> No to to jest dodatkowy dreszczyk emocji i będę motywował chłopaków, żeby nie było po tym wstydu i żebym nie musiał się nasłuchać potem przyjeżdżając na kadrę.

W lidze trochę bramek strzelił
Tak widziałem, ale w Rosji bardzo mu pomagają. Z Juventusem może mieć ciężej. Ostatnio tak widziałem, że bramkarz z 30 metrów między rękoma troszkę sam sobie wrzucił.

Puściłeś kiedyś sam taką bramkę?
Puszczałem i gorsze, ale nie Grześkowi. <śmiech>

Mówisz, że sam nie masz obsesji na punkcie Ligi Mistrzów. A czy w klubie nie ma takiej obsesji?
Nie, to jest cel. Nie można mówić o obsesji w sytuacji, kiedy w każdym roku faworytów do wygrania Ligi Mistrzów jest siedem czy osiem, a tak jest. To nie jest tak, że Juventus jest jedynym faworytem i od kilkunastu lat jego nie wygrywa i jest wielki dramat. Takich zespołów myślących podobnie jak my jest trzy w Anglii, dwa w Hiszpanii i po jednym w Niemczech i Francji. Słaby jestem z matematyki i nie wiem ile już powiedziałem, ale chyba siedem czy osiem drużyn. Także obsesja to nie jest, ale na pewno cel.

Ten sezon dla Ciebie, jako bramkarza Juventusu jest trudniejszy, niż poprzednie? Zmiana trenera, inny styl gry, inni obrońcy przed Tobą
Nie. Tym bardziej że obrońca, który przyszedł jest całkiem nie najgorszy. Dwóch tak naprawdę, bo przyszedł do nas jeszcze Demiral, który jest świetnym, młodym obrońcą. Także jest tak samo ciężko, jak było.

Po de Ligtcie widać, że to może być wielki piłkarz?
Jeżeli oglądasz wszystkie treningi to tak. Jakbyś obejrzał tylko mecz z Napoli, to byś pewnie powiedział, że nie. <śmiech> Jesteśmy jednak spokojni, bo widać, że już nawet poza jego jakością piłkarską, to widać, że to jest niesamowicie dojrzały chłopak, który, mimo że skończył dopiero co 20 lat, to ma taką postawę lidera. Co jest ciekawe, bo po włosku jeszcze nie mówi,  a już wydaje się być jednym z liderów szatni. To bije czasami taka energia od ludzi i widać, że ma niesamowity charakter, jest bardzo dojrzały i ma naprawdę wielką przyszłość przed sobą.

Jakie to jest uczucie, posadzić na ławce jednego z najlepszych bramkarzy w historii futbolu?
Normalka. <śmiech> Ostatnio w wywiadzie, żartem, ale trochę prawdę powiedziałem, że najlepszy obecnie bramkarz na świecie, siedział u mnie na ławce, a najlepszy bramkarz w historii obecnie siedzi u mnie na ławce w Juventusie. Konsekwencje są takie, że obecnie jestem najlepszym bramkarzem w historii. <śmiech> Tak na poważnie, to nie patrzę na to, że Gigi siedzi na ławce, bo to dla mnie dodatkowy rok uczenia się od niego. To jest niezwykłe doświadczenie dla mnie i jestem zadowolony, że do takiej operacji doszło. Nie tylko dlatego, że to dobrze dla Juventusu, bo na pewno jest to dobry ruch dla Juventusu. Jednak jest to też bardzo dobry ruch dla mnie. To jest takie doświadczenie, którego nigdzie nie kupisz. Którego nie zdobędziesz grając w meczach. Masz szansę na co dzień współżyć, dyskutować, obserwować i dzielić się spostrzeżeniami z najlepszym bramkarzem, albo jednym z najlepszych bramkarzy w historii. Musiałbym być bardzo głupi, żeby z tego nie skorzystać. Miałem już rok, z którego byłem bardzo zadowolony i kiedy pojawiła się okazja, żeby jeszcze rok z nim pograć, to byłem bardzo zachwycony.

Coś się w Waszej relacji zmieniło przez to, że to Ty jesteś teraz pierwszym bramkarzem, a on Twoim zmiennikiem?
Nie. Pewnie dlatego, że ja nie byłem nieprzyjemny, kiedy to ja siedziałem na ławce, to teraz Gigi nie jest nieprzyjemny, kiedy on siedzi na ławce. Tym bardziej, że wiedziałem, że na rok przychodzę na ławkę, a teraz on wiedział, że przychodzi na ławkę. Nie jest to tak, że któryś z nas próbował podkopywać dołki pod rywalem, czy źle życzyć. Ta relacja była bardzo dobra, nawet jak Gigi był w Paryżu.

Mówiłeś, że mniej więcej wiesz, w których meczach i ile zagrasz. Teraz też jest tak samo.
W najbliższych jestem w stanie powiedzieć, ale wiadomo, że tego Wam nie powiem.

Myślisz, że on się zadowoli tymi siedmioma spotkaniami, żeby pobić rekord w lidze?
Ja myślę, że absolutnie nie chodzi o rekord ligi, bo nie o to chodzi. Fajnie, jeżeli by go pobił, jeśli tylko sytuacja w lidze będzie wyglądała tak, że będzie można sobie na to pozwolić. Dołożę swoją cegiełkę do tego, odpuszczając parę meczów.

Nie masz takiego poczucia, że zbudowaliście taki zespół, który od marca/kwietnia, będzie mógł już bić te rekordy?
Byłoby miło. Wygrywanie nigdy się nie nudzi. <śmiech> Głód tego wygrywania jest taki sam, kiedy walczysz o dziewiąte mistrzostwo i jak wtedy, kiedy walczysz o pierwsze. Absolutnie nie narzekałbym, gdyby liga skończyłaby się tak jak w zeszłym roku. Myślę, że będzie dużo ciężej. Myślę, że dystans między Napoli i Interem. a nami jest naprawdę nieduży. Dystans może jest bardziej w szerokości składu i gotowości na kontuzje i inne czynniki losowe, ale to zespoły, które są na bardzo bliskim nam poziomie i będą się liczyć w walce o mistrzostwo.

Twoja rola w reprezentacji się zmieniła. Jesteś jedną z wiodących postaci tutaj, z racji stażu, wieku, doświadczeniu, gry w różnych turniejach itd. Dołączyłeś do tej grupy, trzymającej władzę w kadrze?
Nie wiem, czy jest grupa trzymająca władzę w kadrze, a jeżeli jest, a ja o niej nie wiem, to znaczy, że do niej nie należę. <śmiech> Wiadomo, że z wiekiem i z każdym kolejnym meczem, jakby to poczucie odpowiedzialności za wyniki jest większe. Czy zmienia się sama rola? Pewnie nie. Ja mogę się pewniej czuć w zespole, czy może inaczej na mnie patrzą, ale moja rola się nie zmieniła.

O co chodziło z Twoją kontuzją kolana, przez którą nie zagrałeś w czerwcowych meczach kadry?
Przez pół roku miałem ten problem. Plan był taki, że po ostatnim meczu kadry, będę się operował. Potem po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, był plan, żebym wtedy się operował i wtedy też jeszcze zdążyłbym na kadrę, ale niestety wyprzedził mnie rezerwowy bramkarz i nie mogłem tego zrobić. Potem ostatnie dwa tygodnie sezonu, kiedy było już bardzo dużo wolnego, bo liga była skończona, to każdy trening był dla mnie dużym obciążeniem, bo puchło kolano. Do tego stopnia, że sztab medyczny Juventusu nie pozwolił mi pojechać na kadrę i trzeba się operować. Na szczęście na wynikach kadry to się nie odbiło. Dwa czyste konta, dwa zwycięstwa. I Łukasz zadowolony i ja zdrowy. Także wyszło na dobre.

Ciekawe co by sobie Łukasz pomyślał, gdyby posadził tego najlepszego na ławce?
Łukasz byłby wtedy najlepszy w historii. <śmiech>

Jedziecie do Słowenii pewni swego, jako faworyci?
Jako faworyci na pewno, no bo to jest taka odpowiedzialność, jak ma się 12 punktów po czterech spotkaniach i żadnej straconej bramki. To jest jednak przyjemne uczucie, kiedy zaczynasz przyzwyczajać kibica reprezentacji do zwycięstw i on oczekuje od Ciebie tych zwycięstw, uważa Cię za faworyta z mocnymi rywalami, bo Austria i Słowenia to są mocni rywale. To znaczy, że kibice znowu w nas uwierzyli. Rok temu pewnie kibic przyjąłby remis z Gibraltarem. <śmiech> A to jest oznaka braku wiary zespół. Kiedy przystępujesz do starcia z mocnymi rywalami jako faworyt, to oznacza, że wiara wróciła.

Niedługo po mundialu powiedziałeś, że nie będziesz rozliczał publicznie, dlaczego nam się nie udało na turnieju i dlaczego nam się nie udało. Minął rok i wyszło, że mieliście ogromnego kaca i rozczarowanie.
To akurat nie jest rozliczanie, tylko analiza sytuacji po mistrzostwach. Zresztą ja to samo chyba powiedziałem dziennikarzom rok temu, czy tam dwa miesiące po mistrzostwach, że czuć było taki brak entuzjazmu. W tej chwili go czuć i taki okres udało nam się przetrwać. Na szczęście w tym okresie nie było spotkań eliminacyjnych. Trochę nam los pomógł w tej sytuacji, bo kiedy przyszły już te mecze eliminacyjne, to każdy przyjeżdżał z uśmiechem na twarzy i z przeświadczeniem, że jesteśmy na drodze na kolejny wielki turniej.

Redaktor naczelny krotkapilka.com.pl. Wcześniej m.in. Sport.pl, polskapilka24.net. Piłka nożna w wydaniu krajowym oraz zagranicznym. Fan największych klubów oraz tych niedocenionych.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *