Długie Podanie Ekstraklasa Felietony

Exodus utalentowanych piłkarzy z Ekstraklasy, czyli jak w tej lidze ma być dobrze

fot. Krótka Piłka/Paweł Jerzmanowski

Ekstraklasa przyzwyczaiła nas do tego, że jej poziom nie jest za wysoki. Zawodników dobrze grających technicznie jest jak na lekarstwo, a młodzi, którzy mają jakiś ciut większy potencjał, zaraz wyjeżdżają za granice. Kiedyś usłyszałem takie zdanie, że z Ekstraklasą jest jak z niepełnosprawnym dzieckiem. Należy cieszyć się z jej każdego sukcesu, ale jednocześnie nie należy wymagać od niej zbyt wiele. Problem jest tylko taki, że nie wymagamy od niej za wiele, a jakichkolwiek sukcesów i tak nie ma. A może być jeszcze gorzej.

Bo sprawa rozbija się właśnie o tych utalentowanych zawodników, których poziom wyszkolenia technicznego pozwala wdać się w drybling i nie zabić się o własne nogi, a przy okazji celnie podać. Michał Pol w jednym z odcinków swojego wideobloga stwierdził, że „każdy piłkarz, który ma dwie zdrowe nogi i potrafi prosto kopnąć piłkę wyp…/spie…/odchodzi z Ekstraklasy jak tylko dostanie ofertę z innej ligi i pokazuje swoim „wała””.

Każde okno transferowe obfituje w kolejnych zawodników, którzy uciekają z polskiej ligi na zachód czy na wschód. I nie mówimy tutaj tylko o ligach pokroju Bundesliga, Serie A, czy MLS, ale dla polskiego piłkarza interesującym kierunkiem jest już liga bułgarska czy kazachska. Ekstraklasa nie ma nic w sobie, co pozwoliłoby zatrzymać na trochę dłużej zawodnika. No bo co? Zarobki? Z zachodem czy wschodem nie ma nawet podjazdu, a zespoły ze wspomnianych lig bułgarskiej i kazachskiej są podobnie (lub bardziej) bogate, niż Legia, Lech itd. a jednocześnie grają w europejskich pucharach. A mają pieniądze, bo właśnie grają regularnie w Europie, gdzie polski klub w fazie grupowej Ligi Mistrzów, czy Ligi Europy był ostatnio w sezonie 2016/2017, czyli 3 lata temu. Wcześniej jedynie Legii udawało się regularnie dostawać przynajmniej do grupy LE, a i czasami zdarzało się, że w tych rozgrywkach na jesieni mogliśmy zobaczyć także poznańskiego Lecha czy krakowską Wisłę. Od kilku sezonów jednak europejskie puchary do Polski nie zawitały, a nasze zespoły odpadały z drużynami, których kibice przed losowaniem nawet nie kojarzyli, a obecnie pamiętają je tylko dlatego, że mają bekę jakie to Dudelange, Stjarnan czy inna Levadia nie wyeliminowały polskiej ekipy.

Tutaj jest największy kłopot, że Ekstraklasa nie ma czym przyciągać utalentowanych zawodników, którzy mogliby podnieść poziom rozgrywek. PKO BP Ekstraklasa to niestety nie siatkarska Plus Liga, która jest jedną z czołowych lig europejskich, a sprowadzenie utalentowanych i topowych zawodników tej dyscypliny nie jest problemem. W efekcie czego nasze kluby sprowadzają zawodników z 3-4 ligi hiszpańskiej, 2 ligi tureckiej czy [tutaj wstawić dowolny kraj i dowolny poziom rozgrywkowy, to i tak bez różnicy]. Owszem zdarzają się takie przypadki, że tacy zawodnicy odpalają i są czołowymi zawodnikami Ekstraklasy (tak jak Carlitos czy Prijović), a później wyjeżdżają za większe lub mniejsze pieniądze, ale jest wiele szrotu, który znika z ligowych boisk szybciej, niż się pojawiają.

Obecnie niestety nie dość, że ciężko jest sprowadzić interesujących zawodników zza granicy, to jednocześnie co chwila słyszy się o kolejnych utalentowanych Polakach, którzy opuszczają ligę. W ciągu aktualnie trwającego zimowego okna transferowego pożegnaliśmy się już z: Patrykiem Klimałą, Adamem Buksą, Jarosławem Niezgodą, czy Filipem Piszczkiem. Sami młodzi napastnicy, którzy jeszcze kilka tygodni temu bili się o koronę króla strzelców. Efekt? W TOP10 najlepszych strzelców ligi pozostał już tylko jeden Polak, którego (najprawdopodobniej) będziemy oglądać na wiosnę. Jest nim wiecznie młody 36-letni Paweł Brożek. Przy całej sympatii dla tego wielokrotnego króla strzelców Ekstraklasy i byłego reprezentanta Polski, ale to nie świadczy najlepiej o naszej lidze.

Jeszcze nie tak dawno odchodzili: Szymański, Frankowski, Walukiewicz, Dziczek, Valencia, Żurkowski. Obecnie nie ma już Niezgody, Cafu i Nagy’a w Legii, nie ma Buksy w Pogoni, nie ma Klimali i Guilherme w Jagiellonii, nie ma Jevticia w Lechu, nie ma Ricardinho w Wiśle Płock, w Lechii Gdańsk to już szybciej wymienić kto został na wiosnę, niż kto odszedł, a kolejni piłkarze szykowani są do odejścia. Już wiadomo, że dla Radosława Majeckiego najbliższe pół roku będzie ostatnimi jako piłkarza Legii, zanim nie trafi do AS Monaco. Już mówi się także o potencjalnych transferach za pół roku Michała Karbownika, czy Kamila Jóźwiaka. I prawdopodobnie, gdyby nie wspomniane Euro to już teraz moglibyśmy ich nazwiska dopisać do listy zawodników out z Ekstraklasy. Zgodnie z wypowiedziami osób związanych z Majeckim czy Jóźwiakiem piłkarze nie chcą odchodzić z ligi już w zimę, żeby nie zamykać sobie lub mocno utrudniać drogi do kadry Jerzego Brzęczka tuż przed mistrzostwami. W przypadku Karbownika to jego menadżer Mariusz Piekarski w programie „Stan Futbolu” jasno deklarował, że jego podopieczny zostanie w Legii do lata, a przez ten czas okrzepnie jeszcze dodatkowo w lidze, a gdyby trener Vuković zdecydował się przywrócić go na nominalną pozycję, to jego wartość mogłaby jeszcze dodatkowo wzrosnąć.

Kiedy mówimy o tym exodusie dochodzimy w pewnym momencie do zamkniętego koła. Żeby było dobrze (a przynajmniej lepiej niż jest teraz) kluby powinny częściej grać przynajmniej na jesieni w europejskich pucharach. Żeby to osiągnąć, powinno się kupować możliwie jak najbardziej klasowych zawodników, a swoich wychowanków, którzy wykazują większe umiejętności i potencjał, starać się jak najdłużej zatrzymać w zespole. Niestety przez to, że od wielu lat nikt nie gra w Lidze Mistrzów, ani przynajmniej w Lidze Europy to nie ma dodatkowych argumentów, aby przekonać zawodnika, żeby przyszedł do Ekstraklasy lub został w niej na trochę dłużej. Przez to, że Ci utalentowani piłkarze szybko odchodzą to ciężej jest awansować do europejskich pucharów. I tak w kółko. Kolejni zawodnicy wypadają z Ekstraklasy, nowi wychowankowie niby są, ale… z jednej strony też pytanie, czy zdołają utrzymać swoja formę, a z drugiej jak utrzymają, to jak długo będziemy mogli oglądać ich na polskich boiskach czy nie wyjadą za chwilę za granicę.

Na chwilę obecną polska Ekstraklasa jest na 28. miejscu w rankingu UEFA. Jeszcze kilka lat temu była na 16-17. miejscu i mówiło się, jak niewiele brakuje do tego, aby nasza liga miała dwóch reprezentantów w Lidze Mistrzów (od 15. Miejsca jest taka możliwość). Dzisiaj europejskie puchary dla wielu klubów przypominają bardziej smutny obowiązek i karę, że muszą grać. Bo i krótsze urlopy, bo i trzeba wyjeżdżać na mecze z drużynami, o których istnieniu dowiedziano się dopiero przy losowaniu, i co gorsza, dostanie od nich eurowpie****.

Mówi się, że już za kilka lat (konkretnie od sezonu 2021/22) będą kolejne rozgrywki europejskie. UEFA Europa Conference League, bo tak będzie się nazywał ten turniej, będzie trzecim poziomem rozgrywkowym, jeżeli chodzi o europejskie puchary. Na pewno dla polskich zespołów będzie to wybawieniem, bo chociaż nie znamy jeszcze dokładnych szczegółów jak one miałyby wyglądać (jedynie jakiś ogólny zarys) i jakie pieniądze będą do ugrania w tych rozgrywkach, to należy się spodziewać, że jednak przynajmniej ten jeden, dwa zespoły powinny grać na jesieni w Lidze Europy, lub właśnie w Europa Conference League (bo jeżeli tak się nie stanie, to pozostaje tylko zaorać ligę). Wtedy jakieś dodatkowe pieniądze spłyną do polskich drużyn i może w ten sposób jakoś uda się jakkolwiek podnieść poziom rozgrywek (bo nie liczmy na cud, że nagle w lidze wyrośnie całe pokolenie nowych Lewandowskich, Błaszczykowskich, Krychowiaków, Piszczków czy Szczęsnych, którzy poniosą Ekstraklasę na salony). Z drugiej strony podobne pieniądze za Ligę Europy czy Europa Conference League będą spływały dla innych zespołów, które będą brały udział w tych rozgrywkach i tylko od władz polskich zespołów będzie zależało, jak one zostaną wydane. Czy awans do europejskich pucharów i finansowe korzyści z tego płynące wpłyną pozytywnie, a co za tym idzie faktycznie poziom wzrośnie, czy dalej będzie kupowany szrot po taniości i aby więcej, na zasadzie może wypali. Ale tego dowiemy się dopiero z czasem.

Na podsumowanie całego tekstu pozwolę sobie przypomnieć słowa Stefana Kisielewskiego, które idealnie skomentują temat, a i oddadzą to, jaki jest obecnie poziom ligi. „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem, że zaczynamy się w niej urządzać”.

Redaktor naczelny krotkapilka.com.pl. Wcześniej m.in. Sport.pl, polskapilka24.net. Piłka nożna w wydaniu krajowym oraz zagranicznym. Fan największych klubów oraz tych niedocenionych.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *