Felietony

#OleOut, czy #OleIn?

grafika: własna/Krótka Piłka

Obecny sezon dla Ole Gunnara Solskjaera i Manchesteru United jak do tej pory, 9. miejsce i 17 punktów to bardzo słaby wynik, gdy weźmiemy pod uwagę taki klub jak ten z Old Trafford. Według statystyk jest to najgorszy od 30 lat. Trzeba jednak przyznać, że miejsce w klasyfikacji Premier League oraz ilość zdobytych punktów nie jest w tym przypadku najważniejsza. Oprócz tych dwóch kwestii brakuje tego, czego kibice klubu z Old Trafford oczekują – stylu.

LETNIE OKNO TRANSFEROWE

Wiele osób uważało, że letnie okienko ma być tym, podczas którego Norweg dosyć poważnie przebuduje zespół i stworzy maszynę, która zacznie wygrywać mecz za meczem, a dodatkowo pokaże ofensywny styl gry, którego na Old Trafford nie widziano od dawna.

Na początku klub skupił się na tym, aby pożegnać się z zawodnikami, na których Ole Gunnar Solskjaer nie będzie opierał swojego składu w nadchodzącym sezonie. Z Old Trafford pożegnali się tacy zawodnicy jak Chris Smalling, Matteo Darmian, Ander Herrera, Alexis Sanchez, Romelu Lukaku i Antonio Valencia. Trzeba przyznać, że już dawno nie widać było takiej czystki w składzie Czerwonych Diabłów. Z reguły były to kosmetyczne zmiany.

Norweg jednak nie skupił się tylko na pożegnaniu się z zawodnikami, którzy nie funkcjonują w jego planach na przyszłość zespołu. Solskjaer sprowadził walisjkiego skrzydłowego Daniela Jamesa oraz postawił na wzmocnienie defensywy. W ramach tego planu został sprowadzony Aaron Wan-Bissaka oraz Harry Maguire. Na tych dwóch Anglików, Manchester United wydał łącznie 132 miliony euro. W połączeniu z Victorem Lindelofem, Luke’iem Shawem oraz Davidem de Geą, miała to być defensywa, która regularnie będzie zachowywać czyste konto i przyczyni się do bardzo dobrego dorobku punktowego.

Letnie tournee pokazało jednak, że młodzież zapowiada się bardzo przyzwoicie. Daniel James bardzo szybko wywalczył miejsce w wyjściowej jedenastce, a Mason Greenwood wykorzystał otrzymaną szansę, stając się automatycznie nadzieją klubu z Old Trafford na sukcesy w najbliższych latach.

Wszystkie te ruchy oraz zdolna młodzież z przodu, dawały nadzieję, że Manchester United w zbliżających się rozgrywkach powalczy o czołową czwórkę, a przy odrobienie szczęścia, może otrzeć się o możliwość zdobycia tytułu mistrzowskiego.

POCZĄTEK SEZONU

Pierwsze spotkanie w obecnych rozgrywkach zostało rozegrane na Old Trafford. Rywal był bardzo ciekawy – londyńska Chelsea, która również znajduje się obecnie w fazie przebudowy. Nowy szkoleniowiec w postaci Franka Lamparda oraz zakaz transferowy, to dwa punkty, nad którymi kibice stołecznego klubu zastanawiali się w perspektywie wyników w najbliższym sezonie.

Wygrana 4:0 przyniosła wielką falę entuzjazmu oraz marzeń o walce w nadchodzącym sezonie o najwyższe cele. Widać jeszcze było pewne braki – chociażby zgranie w defensywie oraz stuprocentowego opanowania środka pola. Tamte spotkanie było jednak prognostykiem skutecznej gry Manchesteru United w momencie, gdy przeciwnik chociaż trochę otworzy się i spróbuje zagrać ofensywie. Każdy bład przeciwnika miał być bezlitośnie wykorzystywany.

Nagle przyszło jednak załamanie – remis z Wolverhampton i Southampton oraz porażka z Crystal Palace, szybko sprowadził kibiców Czerwonych Diabłów na ziemię. Okazało się, że do optymalnej dyspozycji brakuje jeszcze bardzo dużo, a mecz z Chelsea można nazwać tzw. „wypadkiem przy pracy”. Wystarczyło tylko, że przeciwnik cofnął się do defensywy i bazował na kontrach. Wtedy zespół prowadzony przez Solskajera nie miał pomysłu na grę, operowanie piłką było bardzo powolne, a niedokładność to był jeden z grzechów głównych 20-krotnego Mistrza Anglii.

DALSZA CZĘŚĆ SEZONU

Po zespole prowadzonym przez Norwega wszyscy spodziewali się poprawy – przecież taki marazm i brak wykorzystania potencjału ofensywnego nie może trwać wiecznie. W końcu ten zespół powinien zacząć grać na miarę swoich możliwości.

Nic jednak się nie zmieniło. Doszły porażki z takimi klubami jak West Ham, Newcastle czy Bournemouth. Dodatkowo remisy z takimi zespołami jak Arsenal, Liverpool (oczywiście w tym przypadku remis to bardzo dobry rezultat) i Sheffield United. Jedyne wygrane przyszły z Leicester, Norwich I Brighton. Nie wygląda to powalająco, szczególnie gdy zobaczymy z jakimi rywalami przyszło się Manchesterowi United mierzyć. Gdy spojrzymy na listę najbliższych rywali Czerwonych Diabłów, przyszłość nie rysuje się w kolorwych barwach dla kibiców klubu z Old Trafford. Aston Villa, Tottenham Hotspur (którego menedżerem został niedawno Jose Mourinho), Manchester City oraz Everton. To będą bardzo ciężkie pojedynki i mogą wprowadzić w zespole Solskjaera jeszcze większy marazm. Morale w drużynie mogą spaść i wszystko prawdopodobnie będzie zmierzać w jeszcze gorszym kierunku. Najbliższe mecze mogą być również odpowiedzią na bardzo ważne i wydaje się, że wręcz kluczowe pytanie. Czy Ole Gunnar Solskjaer nadaje się na menedżera Manchesteru United.

KOMBINACJE TAKTYCZNE

Ole Gunnar Solskajer przed arcyważnym meczem z Liverpoolem, zmienił sposób gry zespołu z 4-2-3-1, na 5-3-2, w którym boczni obrońcy mieli za zadanie uzupełniać trójkę stoperów podczas gry defensywnej oraz wspierać zawodników ofensywnych w fazie budowania ataku pozycyjnego. To w pewnym sensie wypaliło, Manchester United zagrał przyzwoite spotkanie z Liverpoolem – szczególnie w pierwszej połowie i uzyskał na własnym stadionie remis z liderem angielskiej Premier League. Do tej pory Czerwone Diabły są jedyną drużyną, która nie przegrała w starciu z The Reds (w ramach rozgrywek Premier League). Kolejnym meczem była rywalizacja z Norwich. Norweg wrócił do starego systemu stylu gry, czyli 4-2-3-1. Widać doskonale było, że taktyka na mecz z Liverpoolem została przygotowana pod konkretnego rywala i szkoleniowiec Manchesteru United obrał sobie jako podstawowe zadanie, neutralizację siły ofensywnej przeciwnika.

Ostatni pojedynek z Sheffield to kolejna zmiana taktyki. Tym razem Solskajer zdecydował się na wariant 3-4-3. Wiadomym jest, że ten wybór po części był spowodowany kontuzjami, które w tym sezonie po raz kolejny utrudniają pracę Norwegowi. Trzeba jednak przyznać, że po części On oraz jego sztab, jest odpowiedzialny z taki stan rzeczy. Dziwi jednak fakt, że Norweg nie zagrał mniejszą ilością zawodników defensywnych, skoro jest taki problem z kontuzjami. Phil Jones na boisku był totalnym koszmarem, cieniem samego siebie i w przerwie meczu już został zmieniony.
Dziwi też jedna rzecz. Czemu Solskajer nie sięga tak odważnie po młodych zawodników jak Frank Lampard, który osiąga bardzo dobre wyniki z Chelsea? Do dyspozycji jest chociażby Greenwood, Gomes, Chong, a w podstawowym składzie wybiegają tacy piłkarze jak Pereira czy Lingard, a młodzi nie mają szans na regularny rozwój. Niedzielne spotkanie przeciwko Sheffield, gdzie przy stanie 0-2, Norweg wprowadził Greenwooda idealnie to pokazało. Młody Anglik bardzo szybko strzelił bramkę i w kilka minut zrobił więcej niż Jesse Lingard przez kilkanaście miesięcy. Do tego piękna bramka Brandona WIlliamsa. Jak widać, w młodzieży siła. Trzeba jednak spróbować ją wykorzystać, a nie stawiać na nieprzydatnych zawodników jak Lingard czy Pereira.

PRZYSZŁOŚĆ NORWEGA
Ole Gunnar Solskajer musi odpowiedzieć sobie na jedno bardzo ważne pytanie. Czy jest w stanie wyciągnąć swój klub z ewidentnego kryzysu, w którym się znajduje? Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, musi bardzo szybko zmienić styl gry, postawić na ofensywę i wygrywanie z niżej notowanymi rywalami. Dodatkowo, jeżeli kibice zobaczą progres wśród zawodników, zobaczą zdecydowanie bardziej atrakcyjną grę, na pewno będą wspierali obecnego menedżera Czerwonych Diabłów. Jeżeli jednak ma świadomość, że jego sposób prowadzenia zespołu nie poprawi gry, nie ma wraz z zarządem zdecydowanego planu transferowego, aby uzupełnić braki kadrowe, powinien jak najszybciej podać się do dymisji i dać szansę komuś, kto taką wizję będzie posiadał. Wtedy kibice klubu z Old Trafford mogą wierzyć w lepsze czasy, w lepsze wyniki i radość z oglądania swoich ulubieńców.

Akurat złożyło się tak, że na rynku dostępny jest Mauricio Pochettino, który został niedawno zwolniony z londyńskiego Tottenhamu. Dla zarządu Manchesteru United może być to jakaś alternatywa. Trzeba przyznać, że argentyński szkoleniowiec wziósł Tottenham na zupełnie inny poziom. Słaba dyspozycja w obecnym sezonie, nie niszczy dokonanń Mauricio dla Kogutów.

Może to właśnie jest odpowiedni człowiek dla Manchesteru United?

Fanatyk ligi angielskiej. Uwielbiam Ekstraklasę. W oczekiwaniu na kolejną Ligę Mistrzów polskiego zespołu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *