Kadra

Polski tercet pomocników

fot. własne/Paweł Jerzmanowski

Przez lata reprezentacja Polski cierpiała na deficyt w środkowej części boiska. Część problemów rozwiązało pojawianie się Grzegorza Krychowiaka. Waleczny defensywny pomocnik podbił najpierw Reims, a następnie Sevillę. Jednak selekcjonerzy kadry mieli problem z obsadzeniem pozostałych pozycji w środku pomocy. Jak wiadomo, to właśnie te miejsce jest płucami drużyny. Ciekawy pomysł, który w pewnym stopniu wypalił, miał Adam Nawałka. Krzysztof Mączyński nie gwarantował fajerwerków, ale był solidnym uzupełnieniem składu. Jednak sęk tkwi w słowie uzupełnienie. Kadra od lat bazowała na grze obronnej i szybkich kontratakach. Budowanie ataku pozycyjnego przerastało możliwości naszych graczy. Tym samym nie można było mówić o żadnej kreatywności. Tym bardziej na pozycjach 6 , 8 i 10, której de facto nie mieliśmy od lat.

Powiew optymizmu

Aktualnie jesteśmy świadkami niebywałej historii. W reprezentacji narodziła się chęć ofensywnej gry. Może to nawet stwierdzenie na wyrost. Jednakże młodzi zawodnicy, którzy są stopniowo wdrażani do kadry Jerzego Brzęczka, bez kompleksów próbują pokazać głębię swoich umiejętności. Wydaje się, że kadra w końcu dojrzała do odważnego grania w piłkę.

Wysoki pressing, który coraz częściej stosujemy, a który był tak widoczny w pierwszej połowie meczu z Izraelem, ewoluuje w naszym wykonaniu. Nie jest to taktyka, stricte nakierowana na kontratak. Chcemy odebrać piłkę, aby się przy niej utrzymywać. Co więcej, chcemy konstruować akcje ofensywne.

Może brzmi to śmiesznie, ale dotychczas ten elementarny czynnik futbolu nie istniał w wykonaniu reprezentacji Polski. Teraz już raczkuje i zaczyna przypominać grę innych, dobrych, europejskich zespołów. Co więcej, cieszy również zaszczepienie tego modelu gry w reprezentacjach młodzieżowych. Może nawet należałoby stwierdzić, że to właśnie Ci chłopcy wprowadzają do kadry pewną nutkę optymizmu i reform.

Rosyjski taran i jego asystent

Z całą pewnością głównym budowniczym, w końcu dobrze funkcjonującego środka pola jest Grzegorz Krychowiak. Perypetie Polaka w PSG oraz tułaczka w Anglii sprawiła, że wiele osób go skreśliło. Teraz wydaje się, że Grzesiek znalazł swoje miejsce na ziemi. Co więcej, wszystko wskazuje, że jest w swojej życiowej formie. Trzeba mieć tylko nadzieję, że to dopiero początek okresu, w którym Grzesiek będzie dzielił i rządził w drugiej linii reprezentacji Polski.

Krychowiak dostał więcej swobody w boiskowych zadaniach za sprawą wprowadzenia drugiego pomocnika, który ma technikę użytkową na wysokim poziomie. Oczywiście dywagacje nad pozycją Bielika są uzasadnione, ponieważ w klubie gra on na tzw. stoperze. Jednak trzeba wziąć pod uwagę wygląd i zapotrzebowanie projektu pod nazwą kadra Jerzego Brzęczka.

Dwójka stoperów jest z góry ustalona. Bednarek obok Glika zaczął wyglądać jak mężczyzna. Rozbijanie tego duetu byłoby herezją. Deficyt mamy w środku pomocy. Ustawienie Bielika, który świetnie czuje się z piłką przy nodze, nie tylko umacnia blok obronny, ale także zmienia pozycję dla Krychowiaka. Może on grać wyżej i pokazywać swoje umiejętności w kreowaniu akcji ofensywnych.

Pomimo stereotypu, że ten zawodnik jest stricte topornym, defensywnym pomocnikiem, aktualny sezon pokazuje, że należy przedefiniować jego możliwości. Bramki, asysty i głód gry sprawiają, że Grzesiek jest motorem napędowym kadry. Co więcej, Bielik obok niego może być krótkotrwałym rozwiązaniem w środku pola, gwarantując spokój w rozegraniu akcji, a jednocześnie zabezpieczając blok obronny. Chociaż nie można wykluczyć, że docelowo będzie to zawodnik, który za kilka lat będzie występował obok Janka Bednarka.

Odblokować Zielińskiego

Wydaje się, że powyższa dwójka defensywnych pomocników zapewnia potrzebny komfort dla poczynań Piotra Zielińskiego. Od gry pomocnika SSC Napoli oczekuje się bardzo wiele, ponieważ posiada on wspaniałe umiejętności. Jednak należy przedefiniować jego zadania i ulokować go w jednym miejscy na boisku. Mecz z Izraelem idealnie to pokazał. Do momentu gry przed dwójką; Krychowiak, Bielik; Zieliński grał bardzo dobrze, o ile nie perfekcyjnie. Jednak po przejściu na lewą pomoc wróciły stare demony. Zwalnianie gry, niedokładne podania.

Trzeba sobie jasno powiedzieć. Piotrek musi grać przed dwójką pomocników, którzy w nomenklaturze piłkarskiej załatwią mu czyste kapcie. Wtedy może skupić się na budowie akcji ofensywnych. Magicznych zagraniach, gubieniu balansem ciała rywali. To wtedy Piotr daje reprezentacji najwięcej. Trzeba w końcu to przyjąć do wiadomości. Zieliński ma zbyt introwertyczny charakter, aby prowadzić reprezentację w pierwszym rzędzie. Wystawianie Krychowiaka i Bielika za Piotrkiem pozwala mu, aby mógł w swojej osobistej strefie zaznaczać obecność na boisku.

Jeśli Piotrek, tak jak w meczu z Izraelem będzie kilka razy w spotkaniu przykładał swój stempelek to można mówić, że mamy dyrygenta. Co prawda, cichego, ale dyrygenta, który wraz z innymi kreuje grę ofensywną reprezentacji Polski. Można śmiało stwierdzić, że narodził się nam nowy tercet pomocników. Krychowiak, Bielik oraz Zieliński mogą być sercem kadry, która przy odpowiednio przepracowanym okresie przygotowawczym może rozegrać dobry turniej w przyszłorocznych mistrzostwach, a to, że Piotrek ma ten „magic touch” wystarczy spojrzeć na materiał poniżej.

Dziennikarz portalu "Krótka Piłka". Pasjonat włoskiego Calcio oraz Bundesligi. Miłośnik siatkówki i piłki ręcznej. Kibic, którego błękitne serce bije w zachodniej części Londynu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *