Felietony Premier League

Na co stać Leicester Brendana Rogersa? [Premier Talks #3]

Google / Zdjęcie oznaczone do ponownego wykorzystania

12. kolejka Premier League, pomimo kilku niezłych meczów, została całkowicie zdominowana tematem „Bitwy o Anglię”. Liverpool po pasjonującym widowisku pokonał Manchester City 3:1 i odskoczył „The Citizens” na dziewięć punktów w ligowej tabeli. Dwaj giganci mieli załatwić sprawę mistrzostwa między sobą, a jak widzimy, już po 12 meczach Liverpool ma zaliczkę trzech meczów. City przez tą porażkę spadło na czwarte miejsce w ligowej tabeli, co jest lekkim szokiem dla kibiców z niebieskiej części Manchesteru. Choć trzecie miejsce Chelsea jakoś mocno mnie nie dziwi, to jednak aktualny wicelider Premier League może zaskakiwać. Mowa o Leicester City, które konsekwentnie punktuje kolejnych przeciwników. Na co stać drużynę Brendana Rodgersa i jak długo utrzyma tak wysoką lokatę?

W kampanii 2015/16 Leicester City zachwyciło cały piłkarski świat wygrywając Premier League, przez wielu uznawaną za najsilniejszą ligę na świecie. Pomimo teoretycznie silniejszych, bogatszych i bardziej rozpoznawalnych przeciwników, „Lisy” napisały piękny epizod, która na zawsze wpisała się w historię piłki nożnej.

Dzisiaj to kompletnie inny zespół. Nie ma takiego elementu zaskoczenia jak w sezonie 2015/16. Nie ma już dużej części tamtej drużyny, i kluczowych piłkarzy, jakimi byli Mahrez i Kante. Pozostał jednak duch tego zespołu i dwie, śmiało można powiedzieć legendy klubu z King Power Stadium, czyli Jamie Vardy i Kasper Schmeichel. Do tego na ławce trenerskiej siedzi facet, który potrafi trenować i nastawiać zespół na atak, czyli Brendan Rogers. Na ile to wystarczy?

Moment zwrotny

W poprzednim sezonie Leicester grało poniżej oczekiwań. Claude Puel nie potrafił z tej masy ulepić czegoś, co może zaatakować Top Six, nie mówiąc już o walce o tytuł. Drużynę ciągnął za uszy Jamie Vardy, a Schmeichel dokonywał cudów i często w pojedynkę zapewniał punkty „Lisom”. Leicester nie grało jak przystało jak na ich przydomek i zamiast łowcy, często byli ofiarą.

Jednak 27. października 2018 roku stało się coś, co odwróciło klub do góry nogami. Ba, cały piłkarski świat na chwilę się zatrzymał. Vichai Srivaddhanaprabha, właściciel klubu, człowiek, który wyciągnął klub z dna, zginął przez katastrofę helikoptera. To była tragedia dla całego miasta. Vichai pomagał mieszkańcom miasta, fundował mieszkania, finansował różne publiczne przedsięwzięcia. Był dla ludzi kimś więcej niż zwykłym biznesmenem. Był dobrym człowiekiem.

Za każdym razem za serce chwytało mnie zdjęcie, kiedy wymieniani wcześniej Schmeichel i Vardy płakali wśród innych ludzi, jakby stracili kogoś bardzo bliskiego z rodziny. Brata, wujka, ojca. Ale był to prezes klubu, wydawałoby się zwykły biznesmen. Otóż nie. Był kimś więcej dla tego klubu. W pewnym momencie pojawiła się propozycja, by imieniem Taja nazwać stadion byłych mistrzów Anglii. Pomysł padł, choć Vichai zdecydowanie na to zasługuje.

Szkocki zbawiciel

Nowy prezes, a więc syn tragicznie zmarłego Vichaia postanowił w lutym zwolnić Puela. Drużyna nie robiła żadnego progresu, a w niektórych meczach mieliśmy wrażenie, że sami piłkarze grali na zwolnienie Francuza. Nowym szkoleniowców „Lisów” został niedoszły trener „prawie mistrzowskiego” Liverpoolu, czyli Brendan Rodgers. Już w pierwszym meczu widać było powiew świeżości i tzw. „efekt nowej miotły”.

W poprzednim sezonie wrzucił mi się w oczy mecz Leicester z Manchesterem City. „Lisy” grały z niesamowitą intensywnością i świetnie przesuwali się podczas ataków mistrzów Anglii. Dopiero cudowny strzał Kompanego złamał defensywę Leicester i ostatecznie sprawił, że to City zdobyło mistrzowski tytuł. Leicester postawiło się maszynie Pepa Guardioli, która gromiła każdego, kogo spotykała na swojej drodze. Już wtedy widziałem potencjał w tym zespole na coś więcej.

Nowy sezon, nowe cele

Kolejny sezon miał zwiastował nowe cele. Na stałe do Leicester dołączył Youri Tielemans, uznawany za jeden z największych talentów belgijskiej piłki ostatnich lat. Belg już sezon temu, kiedy był jeszcze wypożyczony z AS Monaco, pokazywał się z bardzo dobrej strony i było wiadomo, że z tego materiału może być wyśmienity pomocnik.

Kolejny nabytek to Ayoze Perez. Hiszpan sezon temu był jednym z kluczy Newcastle United. Jego hiszpański temperament i zmysł, w parze z wszechstronnością potrafił zdziałać cuda. Kibice „Srok” głównie dzięki jego postawie są dalej w Premier League. Do tej dwójki dochodzi m.in. Dennis Praet, Islam Slimani, który powrócił z wypożyczenia, czy młody James Justin.

Wystarczyło poukładać to w odpowiedni sposób i proszę bardzo. Mamy zespół, który potrafi grać efektownie i efektywnie, skutecznie pokonywać drużyny z dolnej części tabeli, jak i stawiać się gigantom. Obie porażki z tego sezonu to te z Manchesterem United i Liverpoolem. W tym pierwszym starciu „Lisy” podeszły z zbyt dużym respektem do rywala, a gdy już trzeba było atakować, „Czerwone Diabły” konsekwentnie i bezbłędnie działali w destrukcji. W drugim meczu Leicester musi mówić o dużym pechu, bo dosłownie minuta dzieliła ich od wywiezienia z Anfield bezcennego punktu. Nie udało się przez spryt Mane i pobłażliwość sędziego, który odgwizdał jedenastkę dla triumfatorów Ligi Mistrzów.

Is Vardy, we have a party!

No i jest Jamie Vardy. Wydaje się, że facet z takim przyśpieszeniem i formą ma 22 lat, ale gdy spojrzymy w metrykę, zamiast dwójki widnieje tam trójka. Niekwestionowana legenda klubu, po części też całej ligi. Sama droga Jamie’go na szczyt to materiał na oskarowy film, który zarówno chwytałby za serce i zadowalał wielbicieli kina akcji.

Ale nie zapomnijmy o największej sile „Lisów’, czyli obronie. Nie trzeba było wcale wydawać ponad 70 mln euro na następce Harry’ego Maguire’a. Za niecałe 20 mln klub sprowadził Caglara Soyuncu. Turek gra od początku sezonu bardzo dobrze i wielu dziennikarzy i kibiców uznaje obrońcę za najlepszego na swojej pozycji w całej lidze. W lidze, w której gra Virgil Van Dijk, Joel Matip, czy Harry Maguire.

Sama gra Leicester wygląda bardzo dobrze. To niebezpieczny zespół zarówno w kontratakach, jak i w ataku pozycyjnym. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to lepszy zespół od tego, który wygrał Premier League. To nie jest świetnie kontrująca i przeszkadzająca drużyna, która opierała się na Vardy’m i Mahrezem. To zespół, który jest dojrzały, dzisiaj walczy o Ligę Mistrzów i jest świadomy stawki.

Podsumowanie

Na ile ten zespół da radę utrzymać taką dyspozycję? Tego nie wiem. Na pewno będą ważne mecze z bezpośrednimi rywalami. Liga Mistrzów jest jak najbardziej w zasięgu „Lisów”, jednak ważna jest dobra gra i punkty zdobywane na przestrzeni całego sezonu. Przykład Tottenhamu, który w pewnym momencie trafił zaledwie pięć oczek do Liverpoolu i był nad Manchesterem City w tabeli. Jednak załamanie formy sprawiło, że wypadli oni z podium.

Problemem może być też niski wskaźnik Expected Goals. Oznacza to, że zespół z King Power Stadium w większości meczów był do bólu skuteczny w akcjach ofensywnych. Ważna będzie też forma poszczególnych piłkarzy, w szczególności Jamie’go Vardy’ego, który według mnie może być kluczem do gry w Lidze Mistrzów.

Pożyjemy, zobaczymy. Osobiście jako fan Premier League cieszę się, że inne zespoły, z poza Top Six dobijają się do pierwszej czwórki. Nawet, jeżeli to klub, który jeszcze trzy lata temu sprawił, że będzie nieśmiertelny. To co, powtórka z rozrywki?

P.S. Z całego serca przepraszam, że tekst pojawił się dopiero we wtorek, ale mam nadzieję, że to jednorazowy wybryk i że temat nie stracił na aktualności.

„Premier Talks” to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych Premier League. W nim redaktor Sylwester Witanowski bierze na rozkład konkretny temat i rozkłada go na czynniki pierwsze. Nie brakuje fachowej analizy i bezpośredniego przekazu. Kto będzie mistrzem? Kto spadnie? Kto zawojuje europejskie puchary? Tego dowiecie się w „Premier Talks”. Teksty ukazują się rano w poniedziałki, idealnie do porannej kawy przed pracą, czy szkołą.

Redaktor w Krótkiej Piłce i Sport247. Sympatyk Premier League i Primeira Ligi, NHL, i skoków narciarskich.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *