Felietony Premier League

Ani Van Dijk, ani Salah. To Mane jest najlepszym piłkarzem Liverpoolu – Premier Talks #2

grafika: własna/Krótka Piłka

W ostatnim czasie w mediach społecznościowych pomiędzy kibicami Liverpoolu i sympatykami futbolu toczy się dyskusja, który piłkarz jest w Liverpoolu najlepszy. Poprzedni sezon był zdecydowanie pod dyktando Van Dijka. Holender wyczyniał niesamowite rzeczy w linii obrony, a z piłkarzy pokroju Gomeza i Lovrena zrobił solidnych wyjadaczy w Premier League. Z drugiej strony Mohamed Salah, który w dwa sezony temu w ataku robił z obrońcami co chciał i z meczu na mecz podnosił poprzeczkę coraz wyżej. Ale był i on. Utrzymywał się w cieniu od dobrego czasu. Ale zawsze, gdy przychodziła potrzeba, był tam, gdzie trzeba. Strzelał, asystował, ciągnął za uszy Liverpool wtedy, kiedy było źle. Czyli po prostu Sadio Mane.

Liverpool w ostatnim meczu grał, powiedzmy delikatnie, poniżej swojego optymalnego poziomu. Nie mogli znaleźć swojego rytmu, i przede wszystkim, drogi do bramki Heatona. Salah strzelał Panu Bogu w okno, Firmino był o milisekundy za szybki na linii spalonego. Nic. W pewnym momencie chciałem ten mecz wyłączyć i porobić coś pożytecznego. Ale futbol i Liverpool nauczyły mnie, żeby mecze oglądać do końca. I tak było.

I kurde, nie żałowałem. Sane dał Robertsonowi takie ciasteczko, że grzechem było tego nie trafić. Później w sposób niesamowity, przy wzroście mniejszym od 180 centymetrów, głową skierował piłkę tuż przy słupku. Po raz kolejny w momencie, gdy zdobywcy Pucharu Mistrzów potrzebowali bohatera, był on.

Ciągle w cieniu

Tak naprawdę kibice nie wymieniają Sadio jako najlepszego piłkarza w Premier League, a tym bardziej w drużynie wicemistrzów Anglii. Skromny Sadio w pewnym sensie pozostawał w cieniu swojego kolegi z ataku, czyli Mohameda Salaha. To zwykle Salah imponował pięknymi akcjami, cudownymi bramkami (gol z Romą i z Chelsea do dzisiaj siedzą mi w głowie).

Poprzedni sezon jednak pokazał, jak ważny w układance Kloppa jest Mane. W niektórych meczach ratował Liverpool i podtrzymywał ich w walce o mistrzostwo Anglii i Ligę Mistrzów. Potrafił ciągnąć grę, walczyć, pressować. Gdy właśnie Salah nie był w formie i jego pistolet się zacinał, on nie zawodził.

Rewanż z Bayernem w Lidze Mistrzów, poniekąd też rewanż z Barceloną, styczniowe mecze w lidze angielskiej. On tam był. Ligowy sezon skończył z 22 bramkami na koncie, Ligę Mistrzów z zaledwie czterema trafieniami.

I need a hero

Od kilku dobrych miesięcy wśród kibiców i graczy Fantasy Premier League krąży opinia, że Salah jest od strzelania z tymi słabszymi, a Mane trafia głównie w ważnych meczach. Czy się z tą opinią zgadzam? Nie jest ona w 100% trafna, ale fakt faktem, Mane zawsze w meczach z Top 6 daje z siebie wszystko. A jak nie strzela, to zawsze potrafi wycisnąć z akcji maksa i wywalczyć rzut karny, jak np. w meczu ze Spurs czy Leicester. Pep Guardiola ostatnio powiedział, że Senegalczyk ma talent do nurkowania. Może i to prawda, ale zwróćcie uwagę, jakim sprytem w każdej sytuacji popisywał się Mane. Zawsze o malusieńki moment był szybszy od obrońców.

W finale Ligi Mistrzów przegranym z Realem Madryt Sadio ciągnął za uszy Liverpool dopóki Karius nie „Skariusował” sprawy. Finał Ligi Mistrzów z Tottenhamem? Wywalczony rzut karny i kilka groźnych akcji. Superpuchar Europy? Dwie bramki, w czego druga to istne ciasteczko. Gdyby nie on, gablota Liverpoolu dalej stałaby zakurzona i pusta.

Ze zleceniem, bez zlecenia z resztą też

Wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim? To, że Mane to jeden z najbardziej kompletnych napastników w całej Premier League. Szybkość, świetne dośrodkowanie, bardzo dobra słabsza noga, no i gra głową. Przy swoim wzroście, który wynosi 174 centymetry, Senegalczyk ma bardzo dobry wyskok dosiężny, ale i instynkt rasowego snajpera. To niesamowity dar, z którego skrzętnie korzysta sam piłkarz, ale i Liverpool.

Pokuszę się o opinię, że to właśnie Sadio na ten moment jest najlepszym graczem w Premier League. Ma wszystko. Ktoś wymieni Kevina de Bruyne, inny wskaże Sterlinga, jeszcze inny Van Dijka. Ale na dzisiaj nie ma bardziej kompletnego zawodnika w Premier League.

Jeżeli Mane będzie w pełni zdrów i utrzyma wysoką formę do najważniejszych meczów na wiosnę, to ten rok może faktycznie być tym mistycznym, w którym „The Reds” po 30 już latach znowu wrócą na tron angielskiej piłki. Rok temu było tak blisko, że do dzisiaj zachwycamy się wyścigiem dwóch świetnie funkcjonujących drużyn.

W przyszłą niedzielę zobaczymy jeden z kluczowych meczów dla rozwoju walki o mistrzostwo. Heavymetalowa drużyna Kloppa kontra orkiestra symfoniczna Pepa Guardioli. Dzisiejsze El Clasico. I jeżeli Mane znowu pokaże, że jest tym od tych ważnych meczów, to Liverpool być może po raz kolejny ucieknie rywalom z Etihad Stadium. Jedno jest pewne – będzie ogień.

Redaktor w Krótkiej Piłce i Sport247. Sympatyk Premier League i Primeira Ligi, NHL, i skoków narciarskich.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *