Felietony Premier League

Co się dzieje z Arsenalem? [Premier Talks #1]

grafika: własne/Krótka Piłka

Po odejściu z Arsenalu legendy nie tylko tego klubu, nie tylko Premier League, ale także całej dyscypliny, jaką jest piłka nożna, czyli Arsene’a Wengera, można było się spodziewać, że kibice zobaczą coś nowego. Związek Francuza z „Kanonierami” wypalił się zdecydowanie wcześniej. Wenger nie znał słów ponadczasowej piosenki „Perfektu”, a dokładniej „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, niepokonanym”. On niestety odszedł w latach stosunkowo chudych dla „Kanonierów”, choć był żegnany jak legenda. Gdy przychodził Unai Emery, kibice Arsenalu oczekiwali kolejnych sukcesów, zwycięstw, trofeów. Te jednak nie przychodziły, i wydaje się, gdy wszyscy idą do przodu, to Arsenal ciągle stoi w miejscu. Na dodatek, nad Emirates Stadium zaczynają zbierać się czarne chmury, które nie zwiastują niczego dobrego.

Prowadzisz 2:0 w derbowym meczu z Crystal Palace. Grasz u siebie. Wydaje się, że kontrolujesz spotkanie. Ale w Anglii najwyraźniej nie znają twierdzenia Pana Czesława Michniewicza, który mawiał, że 2:0 to niebezpieczny wynik. Później podyktowany rzut karny za faul Chambersa… no właśnie. Kolejna kontrowersja, kolejna sprawdzana przez VAR, i kolejna ogólnonarodowa narada na temat wideoasystenta. Ale wróćmy do meczu. Ayew strzela na 2:2. Szok na Emirates, kibice i sami piłkarze nie wiedzą co się właśnie stało. Rozpaczliwy powrót na prowadzenie chwilowo udał się w 84. minucie. Chwilowo, bo gola nie było. Tak, znowu zadziałał VAR.

To, co jednak wydarzyło się nieco wcześniej, na długo zostanie w pamięci Arsenalu. Granit Xhaka, kapitan 13-krotnego mistrza Anglii, podczas zmiany zaczął uciszać kibiców, i kazał żeby „spier******”. Na dodatek rzucił opaską kapitańską o murawę i nie podał ręki trenerowi. Ulubieniec Emery’ego strzelił mu z symbolicznego liścia na oczach kilkudziesięciu tysięcy ludzi na trybunach i milionach przed telewizorami. Arsenal tego meczu nie wygrał, ostatecznie skończyło się remisem 2:2. Kolejny wygrany mecz nie został wygrany. Ktoś powie: brakło koncentracji, dajcie czas Unai’owi. No ale kurde, on jest w tym klubie już trochę czasu. Coś powinno ruszyć. Ale tak nie jest.

„Potrzebuje czasu”

Często niektórym prezesom, prezydentom, czy kibicom brakuje cierpliwości, gdy klub miewa gorszy okres, i jak to pięknie określamy, wszystko wygląda jak plac budowy. Usprawiedliwienie tym bardziej tego czasu potrzebuje Emery, który buduje Arsenal na nowo, po ponad 20-letniej kadencji Wengera. Wydaje się, że transfery, które działacze przeprowadzili trybem „Last Minute” w ostatnim okienku, były „ok”. No właśnie, tylko „ok”. Arsenal od kilku lat ma problemy z linią defensywną. David Luiz nie jest piłkarzem, który niczym Virgil van Dijk wyciągnie za uszy Mustafiego, Sokratisa i Chambersa, i zrobi z nich czołowych stoperów w lidze. Nicolas Pepe, oprócz przebłysku w Lidze Europy, gra poniżej oczekiwań.

Szanuję Emery’ego za tryplet Sevilli w Lidze Europy, ale w Arsenalu na ten moment nie pokazał w pełni swojego warsztatu. Ktoś powie „ale oni mieli tylko 40 mln euro na transfery!”. No ok, ale te pieniądze już się rozeszły na piłkarzy, którzy nie wnieśli dotychczas tyle, a ile by kosztowali. Decyzje personalne, wybory składu, czy zmiany. Każda zła decyzja Hiszpana jest od razu krytykowana w mediach społecznościowych i tym bardziej przesuwa trenera ku zwolnienia.

Brakuje charakteru

Gdy mówi się o kolejnych wpadkach Manchesteru United (choć ostatnio wygrali z Norwich 3:1) każdy mówi, że piłkarze pokroju Pogby czy Lingarda nie powinny grać w takim klubie jak Manchester United. Podobnie jest z Arsenalem. Mesut Ozil w najlepsze gra w Fortnite i ewidentnie nie zamierza choć trochę przesunąć pasek pt. „Zaangażowanie” do góry. Saga z Niemcem w roli głównej ciągnie się już długi czas i zapewne w następnych okienkach będziemy musieli czytać o tym, że klub „x” chce wypożyczyć Ozila i pokryje „y” procent pensji pomocnika. To już nie śmieszne, ale żałosne, i widać, że w szatni dzieje się źle.

Kolejnym „kwiatkiem” jest Granit Xhaka. Tak osobiście, dostajesz opaskę, grasz w klubie z historią, z drużym „FanBase’em”, z marką na skalę globalną. A ty tą opaską ciskasz jak palantówką w podstawówce i nie okazujesz szacunku trenerowi i kibicom. Rozumiem, że to emocje, adrenalina, i czasami człowieka wewnętrznie roznosi. Ale ludzie, jest jakiś umiar! Tak nie powinien zachowywać się kapitan Arsenalu.

Sam Granit chyba też nie zdaje sobie sprawy, że jest w pewnym sensie „pupilkiem” Unai’a. Słysząc od kibiców Arsenalu, nie jest to pomocnik na podstawowy skład, a już na pewno nie na opaskę kapitana. Nie wyobrażam sobie takiego Jordana Hendersona, który napieprzałby opaską przed „The Kop” albo Ashleya Younga przed „Stretford End”. Styl gry Xhaki to też temat tabu wśród kibiców czerwonej części Londynu. Liczne głupie faule, przewinienia, pretensje nie przystoją kapitanowi każdej drużyny. Nawet czwartoligowca.

Przed opublikowaniem tego tekstu rozmawiałem z moim znajomym, który jest kibicem Arsenalu. Wiecie co powiedział? Że za to, że Granit kazał spier***** kibicom, to on sam powinien to zrobić. Że nie jest godny nie tylko opaski, ale i żeby być w tym klubie.

Czy leci z nami pilot?

Gdy Jurgen Klopp pracował drugi sezon z Liverpoolem, widać było styl gry, zarys, kierunek, w jakim idzie klub, jakie są cele, polityka transferowa. Świetnym przykładem konsekwencji i cierpliwości jest Leicester Brendana Rogersa. Początek był taki w stylu „kij, kiła i mogiła”, a dzisiaj Leicester wymienia się jako kandydat do bycia nie w Top Six, a w Top Four. W Arsenalu jest zdecydowanie problem i czasami wydaje się, że ten statek płynie, bo płynie.

Paradoksalnie dobrym kandydatem na zastąpienie Hiszpana jest… Jose Mourinho. Tak, „The Special One” nie jest ma cechy planowania długofalowego, ale myślę, że to facet, który wyciśnie z Arsenalu maksa i wprowadzi ich do Ligi Mistrzów. Na przeszkodzie stoi kilka rzeczy, a w szczególności jego przeszłość w Chelsea. Wątpię, w taki rozwój przypadków, ale tak naprawdę jest on najprawdopodobny.

W tej sytuacji najbardziej mi szkoda przede wszystkim kibiców Arsenalu. Od kilku lat żarty w kierunku klubu nie ustępują, i gdy wydawało się, że gdy odejdzie Arsene, to będzie tylko lepiej. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna.

Szkoda mi też Pierre’a Emerica Aubameyanga. Gabończyk ma już 30 lat, a w swojej karierze tak naprawdę nie wygrał dużego trofeum. Nigdy nie był mistrzem kraju, ani nie zdobył europejskiego trofeum. W Borussii udało mu się wygrać tylko Puchar i Superpuchar Niemiec. W Anglii nie podniósł ani jednego trofeum, dwukrotnie przegrywając finały: Pucharu Ligi Angielskiej i Ligi Europy.

A to typ szybkościowca, i wiecznie Gabończyk nie będzie. Na dzisiaj żaden klub z ścisłego topu nie skusi się na 30-latka. Pierre ugrzązł w błocie i wydaje się, że będzie bohaterem tragicznym. Nieważne, jak będzie rozwijać się sprawa Arsenalu, Gabończyk będzie mógł powiedzieć sobie, że transfer do Arsenalu to błąd. Ale będzie już za późno.

Co dalej?

No cóż, wróżbitą Maciejem na pewno nie jestem, i na rozwój przypadków trzeba będzie poczekać. Już wielokrotnie widzieliśmy słabe początki wielu klubów, które kończyły się świetnymi meczami na koniec sezonu. Pozostaje wierzyć, że w akcji zobaczymy, starych, dobrych „Kanonierów”.

Redaktor w Krótkiej Piłce i Sport247. Sympatyk Premier League i Primeira Ligi, NHL, i skoków narciarskich.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *