Felietony Primera Division

Real Madryt – król zmienia się w żebraka

grafika: własne/Krótka Piłka

Wyczekiwane zwycięstwo w Champions League w 2014 roku zapewniło Realowi Madyt powrót na fotel króla. Co więcej był to 10 triumf w tych elitarnych rozgrywkach. Upragniona La Decima okazała się początkiem pięknej historii, jaką stworzyli zawodnicy Galacticos. Kolejnym krokiem milowym okazało się zatrudnienie nowego trenera. 4 stycznia Zinédine Zidane zastąpił na stanowisku szkoleniowca Realu Madryt Rafaela Beniteza. Popularnie nazywany Zizou, pomimo braku doświadczenia w trenerskim fachu sięgnął z ekipą Galaktycznych ponownie po tytuł zwycięzcy Champions League. Co więcej został pierwszym szkoleniowcem, któremu udało się obronić te trofeum. Zwycięstwo w 2017 roku nie okazało się ostatnim, gdyż Real Madryt wygrał te rozgrywki aż trzy razy z rzędu, a zawodnicy tworzący klub z Madrytu przeszli do historii.

Niegalaktyczny Real Madryt

Nagle jak u Hitchcoka nastąpiło trzęsienie ziemi. 31 maja po 2.5 roku spędzonych w Madrycie Zinédine Zidane przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Realu. W tym dość krótkim czasie sięgnął wraz z drużyną po 9 trofeów na arenie krajowej i międzynarodowej.

Jak się okazało nie był to jedyny cios dla ekipy z Madrytu. 10 lipca 2018 roku został ogłoszony transfer najlepszego zawodnika Galaktycznych, jak i według wielu ekspertów i kibiców globu. Cristiano Ronaldo odszedł do Juventusu. Skończyła się pewna era. Złoty czas, który miał trwać wiecznie.

Pomimo pozostania pozostałych piłkarzy Real Madryt popadł w ogromny kryzys. Stracił swoje DNA. W tym czasie kilku zawodników światowej klasy zasiliło szeregi Królewskich. Co więcej Zinédine Zidane ponownie zasiadł na ławce trenerskiej Realu. Mimo to Galacticos są cieniem zespołu, który był hegemonem futbolowych rozgrywek. Jakie są zatem powody kryzysu Realu Madryt?

Stagnacja i lament w Realu Madryt

Real od lat jest uznawany za jeden z najlepszych klubów na świecie. Triumfy za kadencji Zidane wlały dużo optymizmu w serca sympatyków drużyny z Madrytu, którzy od lat wyczekiwali sukcesów. Chude lata się skończyły, ale jak można było się spodziewać nic nie trwa wiecznie.

Od sezonu 2018/2019 Real nie przypomina ekipy, która trzy razy z rzędu wygrywała w cuglach Champions League. Jednak nie to powinno martwić władze klubu. Pomimo utraty zaledwie jednej postaci trzon drużyny pozostał niezmieniony. Co więcej Florentino Pérez podczas okienek transferowych wprowadzał do drużyny tzw. świeżą krew. Szokować zatem nie powinien brak trofeów, ponieważ konkurencja w Hiszpanii, jak i na arenie międzynarodowej jest ogromna.

Przeważnie ten zespół, który zbuduje wysoką formę na wiosnę i do tej pory nie odpadnie z Champions League zostaje ich zdobywcą. Martwić powinien spadek formy u wielu piłkarzy Królewskich. Modrić, Kross czy Casemiro mają za sobą fatalny sezon. Na uwagę zasługuje postawa Chorwata, który przecież sięgnął po Złotą Piłkę w 2018 roku i miał wejść w buty CR7, kierując zespołem w kolejnych kampaniach. Dziś Modrić jest imitacją zawodnika sprzed roku. Podobnie jest z większością piłkarzy Realu. Można zatem postawić tezę, że ta drużyna zasyciła się i teraz cierpi na piłkarski ból brzucha.

Czy leci z nami pilot? Potrzeby Realu Madryt

Analizując przyczyny kryzysu Realu Madryt należy w pierwszej kolejności pochylić się nad postacią CR7. Odejście Portugalczyka do Juventusu miało być nowym wyzwaniem dla samego zawodnika i wreszcie sprawić, że mistrz Włoch zacznie liczyć się na arenie międzynarodowej. Dziś Juve oprócz umocnienia swojej pozycji w kraju jest jednym z głównych kandydatów wygrania Champions League.

Jak się zatem okazało, wyzwaniem nie należy nazwać nowego rozdziału w piłkarskim życiu Ronaldo, a właśnie jego brak w szatni Realu Madryt. Jego absencja w zespole pozostawiła ogromną pustkę zarówno na boisko jak i w kuluarach, gdyż CR7 był powietrzem dla Realu. Wielu ekspertów uważało, że Portugalczyk do osiągnięcia prywatnych sukcesów potrzebował właśnie klubu z Madrytu i piłkarzy w nim grających. Dzisiaj z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że to Real potrzebował Cristiano Ronaldo. Bez niego jest jak statek na sztormowym morzu. Co więcej jest to okręt bez kapitana. Żeby tego było mało, statkiem tym próbuje kierować Florentino Pérez, którego w tej opowieści nazwać można szalonym naukowcem. W duecie z Zinédinem Zidanem tworzą tzw. jeźdźca bez głowy, który aktualnie przynosi Realowi Madryt więcej szkód niż pożytku.

Powrót króla? Niekonsekwencja w Realu Madryt

Ponowne zatrudnienie Zinédine Zidane na stanowisku trenera Realu Madryt miało rozwiązać kłopoty Królewskich. Tak się jednak nie stało. Chłodna relacja pomiędzy Florentino Pérezem, a wspomnianym Zizou z całą pewnością nie pomaga w odbudowie Realu Madryt.

Prawdą jest, że inni trenerzy, tacy jak Lopetegui czy Solari nie poradzili sobie z presją bycia pierwszym trenerem Realu Madryt. Powrót Zidane był zatem, jak się wydaje dobrą decyzją władz klubu. Jednak Zizou nie jest już tak efektywny w pracy z zawodnikami, którzy ewidentnie stracili głód gry, pasję i sportową złość. Są bezbarwnymi wrakami ludzi, którzy za życia stali się legendami tego sportu.

Real Madryt Francuza stracił rację bytu wraz z jego rezygnacją z posady. Teraz po ponownym zatrudnieniu Zidane musi na nowo zdefiniować Real Madryt. Bezsprzecznie pierwszym działaniem nowego-starego trenera powinno być tzw. przewietrzenie szatni. Wydawało się, że zapowiedzi, a w końcu działania Królewskich podczas letniego okienka transferowego będą tym czego ta drużyna potrzebuje. Niestety ten scenariusz się nie ziścił, a przynajmniej jeszcze nie teraz.

Brak logiki i myślenia. Polityka kadrowa w Realu

Długo zapowiadane transfery okazały się na starcie rozgrywek niewypałem. W pierwszym ligowym spotkaniu kibice nie ujrzeli w pierwszym składzie żadnej nowej postaci. Okazuje się, że fenomenalny w zeszłym sezonie Luka Jović może wiązać buty Benzemie. Lewy obrońca Mendy miał zastąpić Marcelo, a został na wiele spotkań schowany podobnie jak Militão do przysłowiowej szafy.

Przyprawiać o ból głowy może też niekonsekwencja władz Realu. W okienku transferowym z Realem mieli się w końcu pożegnać James i Bale. Jak się okazało tych dwóch persona non grata zostało wiele razy w tej kampanii desygnowanych do wybiegnięcia w pierwszym składzie. James zyskał na absencji Modricia, a Bale swoją dobrą postawą sprawił, że wiele razy od niego Zidane zaczynał wybór pierwszej jedenastki.

Real Madryt na pozór zaczął inwestować w młodzież. Takie nazwiska, jak Jović, Militão, Mendy, Valverde mają w przyszłości stanowić o sile królewskich. Na ten moment są jednak melodią przyszłości. Na szczególną uwagę zasługuje dwóch Brazylijczyków. Vinicius i Rodrygo są największymi nadziejami klubu z Madrytu. Ten pierwszy z dobrej strony pokazał się już w zeszłym sezonie. Na szczególną uwagę zasługuje nić porozumienia, jaka wytworzyła się między nim, a Benzemą.

Rosyjska ruletka. Real Madryt lubi Hazard

Nie należy jednak nawet w tym optymistycznym momencie popadać w euforię. Obydwaj Brazylijczycy najlepiej czują się na lewym skrzydle, więc w przyszłości dla jednego z nich zabraknie miejsca w ekipie Królewskich. Co więcej, mówiąc o transferach trzeba wspomnieć o osobie Edena Hazarda. W tym wypadku to również lewoskrzydłowy. Ten przypadek idealnie odzwierciedla spiralę absurdu, która ma miejsce w Realu Madryt.

Eden Hazard, jako jeden z wielu nowych zawodników Królewskich miał wskoczyć od razu do pierwszej jedenastki. Co więcej miał on zastąpić Cristiano Ronaldo i stanowić o sile zespołu. Z całą pewnością Belg jest jednym z najlepszych piłkarzy tej dekady. Wydaje się, że w tym wypadku nic nie mogło pójść nie tak. Niestety nawet taki klarowny transfer okazał się rozczarowujący.

Eden Hazard po letniej przerwie stawił się w klubie z nadwagą. Żeby problemów było mało, niemal od razu przytrafiła mu się kontuzja. Oczywiście była to konsekwencja złego prowadzania piłkarza podczas wakacji. Cały tok zdarzeń sprawia, że proces aklimatyzacji Belga w zespole będzie trwał o wiele dłużej niż sądzono. Co więcej Hazarda czeka mozolna odbudowa formy, aby mógł wejść w buty Cristiano Ronaldo i wyprowadzić Real Madryt na spokojne, futbolowe wody w drodze po kolejne triumfy. Czy ten optymistyczny scenariusz doczeka się realizacji? Wkrótce się o tym przekonamy.






Dziennikarz portalu "Krótka Piłka". Pasjonat włoskiego Calcio oraz Bundesligi. Miłośnik siatkówki i piłki ręcznej. Kibic, którego błękitne serce bije w zachodniej części Londynu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *