Felietony

Czy nowy Litmanen zabierze Finlandię na Euro?

Finlandia jest na bardzo dobrej drodze do awansu na mistrzostwa Europy w 2020 roku. W tej chwili skandynawski kraj zajmuje drugie miejsce w grupie i znajduje się zaraz za Włochami. Finowie z dwunastoma punktami po pięciu kolejkach mogą realnie myśleć o przyszłorocznym turnieju.

Jak wiadomo, z każdej eliminacyjnej grupy pewny awans mają dwie drużyny. Są oczywiście jeszcze możliwości baraży oraz awansu ze względu na zajętą pozycję w swojej dywizji Ligi Narodów. Na to jednak Finowie nie chcą liczyć. Ich celem na pewno jest awans z drugiego miejsca w swojej grupie kwalifikacyjnej. Włochów raczej nie uda im się przeskoczyć. Szczególnie, że Skandynawowie już w niedziele zmierzą się z liderem grupy. Każdy punkt wywalczony przez podopiecznych Markku Kanervy zbliża ich bardzo do upragnionego awansu. Jest on bardzo długo wyczekiwany – Finowie nigdy jeszcze nie zagrali na żadnym ważnym międzynarodowym turnieju. Nawet wtedy gdy liderem drużyny był gwiazdor Ajaksu Amsterdam – Jari Litmanen. Teraz Finowie mają jednak nowego idola, który od początku bieżącego sezonu robi furorę w angielskiej Premier League. Chodzi oczywiście o Teemu Pukkiego.

Nowy Litmanen

29-letni Pukki do tej pory nie był gwiazdą piłki nożnej, nigdy nawet nie zbliżył się do takiego statusu. Występował w solidnych klubach, takich jak Sevilla, Schalke czy Celtic. Nie zrobił tam jednak wielkiej kariery i z reguły w jednym klubie spędzał maksymalnie dwa sezony. Dopiero w Broendby osiągnął pewną stabilizację. W duńskim klubie Pukki spędził 4 lata i w 2018 roku odszedł do angielskiego Norwich City. Kanarki występowały wtedy w angielskiej drugiej klasie rozgrywkowej – Championship. Bardzo szybko stał się czołowym zawodnikiem klubu i wydatnie pomógł kolegom w awansie do Premier League. Już w pierwszym sezonie na angielskich boiskach został wybrany najlepszym piłkarzem sezonu, znalazł się w jedenastce sezonu, a kibice Norwich wybrali go najlepszym zawodnikiem ich zespołu. Fin wziął szturmem angielską ziemię i na świetnych występach w Championship się nie zatrzymał. Od początku obecnego sezonu robi on furorę w Premier League. Tego nikt się nie spodziewał, że od razu po awansie, z taką lekkością będzie zdobywał bramki. Do tej pory Kanarki rozegrały 4 mecze w tym sezonie i znajdują się na 19. miejscu w tabeli. To jednak nie przeszkodziło Finowi znaleźć się w czołówce klasyfikacji strzelców angielskiej ekstraklasy. Pukki z czterema bramkami na koncie ustępuje tylko Sergio Aguero z Manchesteru City – Argentyńczyk zdobył do tej pory 6 bramek. To tylko pokazuje, że Pukki znajduje się w życiowej formie i jego obecność w reprezentacji Finlandii jest bardzo ważna w kontekście awansu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. To co bardzo ważne – Pukki zdobył w trakcie obecnych eliminacji już 4 bramki. Cały zespół zdobył 7, więc Teemu jest odpowiedzialny za 57% bramek swojej reprezentacji w trakcie obecnych eliminacji.

W reprezentacji Finlandii gra on od 2009 roku. Od tego czasu Pukki regularnie dostaje powołania. Do tej pory zdążył rozegrać 74 spotkania, w których zdobył 18 bramek. Dla porównania – Jari Litmanen w trakcie całej swojej kariery reprezentował barwy Finlandii 136 razy i trafił do siatki rywala 31 razy. Czy Pukki jest w stanie przebić te osiągnięcie? Tego nie wiadomo, lecz w przypadku awansu na Euro 2020, na pewno zapisze się w kartach historii fińskiej piłki.

Grupowi rywale Finów

Zespół ze Skandynawii nie trafił do grupy śmierci, wręcz przeciwnie – los był bardzo łaskawy dla Skandynawów. Rywalami zawodników Markku Kanervy są Włosi, Bośnia i Hercegowina, Armenia, Grecja i Lichtenstein. Tak naprawdę tylko Włosi mogli sądzić przed rozpoczęciem eliminacji, że awans na przyszłoroczną imprezę to tylko kwestia czasu. Finowie nigdy nie grali na poważnym turnieju, Bośniacy od 2014 roku nie czynią żadnego postępu, wręcz przeciwnie – notują totalny regres, Armenia to poziom zbliżony do Finlandii, Grecy już od dawna nie prezentują się nawet przeciętnie. O Lichtensteinie chyba nie ma sensu wspominać. Ich bilans bramek, który wynosi 0:18 mówi wszystko. Finowie jednak bardzo dobrze radzą sobie w defensywie – solidna obrona, dzięki której zawodnicy Kanervy stracili w pięciu meczach tylko 2 bramki. To jest naprawdę świetny wynik. Do końca eliminacji Finowie zmierzą się jeszcze z Włochami, Bośnią, Armenią, Lichtensteinem i Grecją. Swobodnie Finowie mogą mieć nadzieję na 9 punktów. Z 21 punktami na koncie nie powinni mieć najmniejszych problemów z awansem na Euro 2020. Dodatkowo w niedzielne popołudnie Armenia pokonała Bośnię i Hercegowinę w ramach szóstej kolejki eliminacji. To bardzo dobra wieść dla Skandynawów ponieważ dzięki temu Armenia wyprzedziła Bośniaków i zajmuje trzecie miejsce z dorobkiem dziewięciu punktów. To daje Finom trzy punkty przewagi oraz mecz zaległy. Oczywiście z Włochami nie będzie łatwo o jakąkolwiek zdobycz punktową, lecz pozostawia pewien bufor bezpieczeństwa. Gdyby to jednak reprezentacja z Bałkanów zwyciężyła, Finowie mieliby tylko dwa punkty przewagi nad następnym zespołem w tabeli. W ostatecznym rozrachunku każdy punkt może być niezwykle istotny w kwestii awansu na Euro 2020.

Ekstraklasowy akcent u Finów

Na ostatni mecz przeciwko Grecji Kanerva powołał dwóch zawodników z epizodem w polskiej Ekstraklasie. Chodzi oczywiście o Forsella oraz Arajuuriego. Dodatkowo w pierwszym składzie wystąpił były gracz Termaliki, Joona Toivio. Były zawodnik Miedzi Legnica cały mecz spędził na ławce rezerwowej, a ex-piłkarz Lecha Poznań rozegrał cały mecz. Oczywiście żaden z wyżej wymienionych zawodników nie występuje już w Ekstraklasie bądź I lidze. Mieli jednak swoje mniejsze lub większe osiągnięcia podczas pobytu w Polsce.

Zacząć należy od zawodnika, który najlepiej spisywał się na polskich boiskach. Paulus Arajuuri trafił do Lecha Poznań w 2014 roku i przez trzy lata reprezentował barwy Kolejorza. W tym czasie zdążył 83 razy założyć koszulkę Lecha i wybiec na murawę w niebiesko-białych barwach. W trakcie tych spotkań, zdobył dla klubu z Wielkopolski 7 bramek i zanotował 3 asysty. To bardzo przyzwoity wynik jak na defensora. Po przygodzie z polskim klubem przyszedł czas na Broendby Kopenhaga, a teraz Fin reprezentuje barwy Pafos FC. Co jest bardzo ważne, mimo upływu lat, Lech tak naprawdę nie stracił nic na swoim zawodniku. Został on za darmo sprowadzony do Poznania i po trzech latach spędzonych przy Bułgarskiej, Broendby nie musiało nic płacić za pozyskanie fińskiego defensora. To jednak był gracz, który bardzo dobrze spisywał się na swojej pozycji i Lech miał wiele pociechy z występów swojego zawodnika.

Petteri Forsell to bohater wielu memów i szyderki w ostatnim czasie, gdy do sieci wyciekło zdjęcie, na którym widać było, że Fin z dietą jest zdecydowanie na bakier, a sylwetka kompletnie nie przypomina profesjonalnego piłkarza. To nie przeszkadzało mu jednak strzelać bramek, asystować oraz dowodzić grą legnickiej miedzi. W 2016 roku Fin całkowicie za darmo przeszedł do Miedzi, gdzie miał pomóc swoim kolegom z drużyny spełnić wielkie nadzieje kibiców i wszystkich osób związanych z klubem- awansować w końcu do Ekstraklasy. Plan oczywiście się udał. Forsell był jednym z wyróżniających się zawodników i po wieloletnich próbach w końcu się udało. Miedź po sezonie 2017/2018 awansowała do Ekstraklasy, lecz Fin nic na tym nie stracił. Podczas występów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, Forsell bardzo dobrze sobie radził. Po spadku z Ekstraklasy, klub z Legnicy zdecydował się go wypożyczyć do HJK Helsinki. Czy Fin wróci na Dolny Śląsk? Tego nie wiemy, lecz gdyby tak się nie stało, kibice na pewno zapamiętają jego 102 występy, podczas których strzelił 36 bramek i zanotował 16 asyst. Wygląda to tak, że średnio w co drugim meczu Fin albo strzelał bramkę, albo zanotował asystę. Bardzo przyzwoity bilans i na pewno nikt nie może powiedzieć, że polski klub stracił na tym, że zainwestował w tego zawodnika.

Ostatnim jest już były gracz Termaliki, Joona Toivio. Jego przygoda z polskim klubem była bardzo krótka, trwała pół roku. Popularne Słonie wydały na Fina 250 tysięcy euro. Po tym czasie oddał zawodnika za darmo i nic nie zarobił na występach reprezentanta Finlandii. Środkowy defensor pierwszoligowego klubu zdążył rozegrać dziewięć spotkań, w których strzelił jedną bramkę. Ilość strzelonych goli nie powala, lecz w przypadku tak małej ilości minut spędzonych na boisku, nie można mieć mu tego za za złe – szczególnie, że jego zadania na murawie są zdecydowanie inne.

Po awans!

Wiadomo, że Finowie nie będą mieli najprostszej z możliwych dróg, aby awansować na Euro 2020. Są jednak w o tyle komfortowej pozycji, że mają przewagę punktową i poza niedzielnym meczem, wszędzie mogą swobodnie powalczyć o komplet punktów. Dwa mecze będą bardzo trudne – domowy pojedynek z Włochami, którzy do tej pory wygrali wszystkie grupowe spotkania oraz z Bośnią i Hercegowiną na wyjeździe. Później przychodzi Armenia u siebie, Lichtenstein u siebie oraz kończący eliminacje mecz z Grecją na wyjeździe. Dla Finów bardzo dobrą wiadomością jest to, że z nieobliczalnym rywalem jakim jest Armenia, zagrają na własnym boisku. To zdecydowanie ułatwi im możliwość zdobycia punktów. Wiadomo jednak, że terminarz to jedno, a rzeczywistość rządzi się swoimi prawami i każdy mecz ma swój przebieg, którego nie sposób przewidzieć. Bardzo ważne jest, aby tacy zawodnicy jak wspomniany wcześniej Pukki, utrzymali swoją dyspozycję i wzięli na siebie ciężar gry, tak aby po raz pierwszy awansować na wielką imprezę, jaką niewątpliwie jest Euro 2020. Myślę, że taka historyczna chwila może spowodować, że kilku zawodników doczeka się pomnika w swoim kraju.

Fanatyk ligi angielskiej. Uwielbiam Ekstraklasę. W oczekiwaniu na kolejną Ligę Mistrzów polskiego zespołu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *