Długie Podanie Felietony

Krnąbrne dzieciaki Barcelony

grafika: własna/Krótka Piłka

Barcelona inauguracyjnego spotkania tegorocznego sezonu nie może zaliczyć do udanych. Piątkowy wyjazd na San Mames zakończył się porażką Katalończyków 0:1. Wiadomo, że Ernesto Valverde nie mógł skorzystać z usług Leo Messiego, który leczy kontuzję, lecz to w żaden sposób nie przekreśla faktu, że obecna Barcelona nie powinna tego meczu przegrać. Mając tak szeroką kadrę, tak wielu fantastycznych zawodników, piątkowy pojedynek powinien być wygrany przez mistrzów Hiszpanii. Tak się jednak nie stało. Gdzie można w takim razie szukać przyczyny takiego stanu rzeczy? Czy ostatnie lata, gdzie Barcelona nie potrafi odnieść sukcesu w Lidze Mistrzów, gdzie roztrwania wysokie prowadzenia t tylko wypadek przy pracy? Czy jednak jest inny powód.

Ja mam swoją teorię na ten temat – chodzi o zawodników, którzy w ostatnich latach trafiają na Camp Nou. Według mnie to są rozkapryszone gwiazdeczki, które w momencie gdy słyszą nazwę „Barcelona”, automatycznie rzucają wszystko i biegną do Katalonii, aby grać w barwach tego klubu. Nie ważne, że mają pewne zobowiązania wobec swojego obecnego pracodawcy. Nie ważne, że na ten moment są piłkarzami czy to Borussii, Atletico czy Liverpoolu. Klub ma się zgodzić na ich transfer do Barcelony i tyle. A co jeżeli potrwa to chwilę dłużej niż zawodnik oczekuje? Oczywiście nie stawi się on na treningach, zacznie wręcz szantażować swój obecny klub albo jeszcze lepiej – zacznie symulować uraz i po przejściu na Camp Nou cudownie ozdrowieje.

Philippe Coutinho

Wiadomo, Brazylijczyka chwilowo na Camp Nou nie ma, jednak w ostatnich latach reprezentował on barwy Barcelony. Przeszedł on z Liverpoolu do stolicy Katalonii za 120 milionów Euro, a po roku bez żalu został wypożyczony do Bayernu Monachium. Przed sfinalizowaniem transferu w 2018 roku, którego bardzo ochoczo domagał się Coutinho, nie obyło się bez problemów i dziwnego zachowania samego zainteresowania. Dosłownie 2 tygodnie przed przejściem do Barcelony, Brazylijczyka strasznie zaczęły boleć plecy, nie mógł uczestniczyć w treningach, o występach w meczach nie wspominając.

Coutinho trafił do Barcelony, zaczął wypowiadać się jak to bardzo zależało mu na przejściu do największego klubu na świecie i że motywowały go dwie rzeczy – miłość do Barcelony oraz chęć wygrania Ligi Mistrzów. Do tego stopnia był tym zainteresowany, że szybciutko ból pleców mu przeszedł i swobodnie mógł reprezentować barwy nowego klubu. Może był po prostu zestresowany i mu spinało mięśnie ? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Faktem jest jednak to, że Brazylijczyk prawdopodobnie symulował swoją kontuzję, aby wymóc na włodarzach klubu z Merseyside sprzedaż do klubu z Katalonii. To tak samo jakby pracownik w firmie przynosił lewe zwolnienie lekarskie tylko po to, aby skrócić mu okres wypowiedzenia. To naprawdę nie jest fajnie zachowanie i takie coś powinno być piętnowane. Może UEFA bliżej przyjrzeć się takim decyzjom piłkarzy? Skoro tak kluby teraz muszą być ostrożne, skoro jest prawo Bosmana, może warto też dać jakiś poważniejszy oręż klubom, który mogłyby one wykorzystać ?

Ousmanne Dembele

Francuz to jest dopiero ananas. Barcelona podczas poprzedniego letniego okienka transferowego wyraziła zainteresowanie zakupem francuskiego zawodnika. Borussia nie była do końca skłonna oddać swojej nowej gwiazdy, która szturmem wzięła Bundesligę i nie potrzebowała zbyt wiele czasu, aby cała Bundesliga zachwycała się poczynaniami 21-latka.

Co się wtedy jednak stało, że Francuz trafił na Camp Nou? Podobnie jak w powyższym przypadku – szantaż. Dembele przestał stawiać się na treningach, otrzymywał nawet finansowe kary od klubu. Nie zrażało to go jednak w walce o swój transfer do hiszpańskiego giganta. Dużo jest prawdy w powiedzeniu, że „z niewolnika nie ma pracownika”, jednak w tym przypadku do klub był niewolnikiem chęci odejścia Dembele. Musieli na tyle kombinować, aby w miarę możliwości pogodzić zarówno swoje interesy, jak i ten nadrzędny – chęć Francuza na transfer. Nie było to proste, szczególnie że w pewnym momencie klub nie wiedział co dzieje się z zawodnikiem. Według Petera Bosza, który wtedy dowodził niemiecką ekipą „Dembele poprosił mnie na wyjazd do Paryża, aby zobaczyć się ze swoją dziewczyną i znajomymi. Zgodziłem się, jednak miał być na czwartkowym treningu. Nie udało mi się z nim skontaktować” – powiedział ówczesny szkoleniowiec Borussii.

Owszem, Dembele również w Barcelonie dawał się we znaki wszystkim w sztabie szkoleniowym, gdy nie pojawiał się na treningach. Wtedy jednak wszyscy dawali mu szansę, usprawiedliwiali go i teraz wydaje się, że dorósł do bycia zawodnikiem Barcelony. Czy wtedy był na tyle dojrzały, aby brać udział w tak wielkim i hitowym transferze? Wydaje mi się, że nie. Według mnie, gdyby taka transakcja była realizowana teraz, zawodnik zachował by się dokładnie tak samo. Klub byłby szantażowany, Bosz nie widziałby swojego gracza na treningach. W przypadku Borussii wybór był bardzo trudny – czy dać odejść szybko swojemu gwiazdorowi i przytulić sporą kasę (lecz na pewno nie większą niż mogliby otrzymać przy normalnych warunkach), czy odstawić zawodnika na boczny tor, zmarnować mu karierę i pożegnać się z kwotą około 100 milionów euro? Wybór naprawdę nie jest łatwy – szczególnie, gdy stoi nad Tobą dyrektor sportowy i już liczy otrzymaną z Katalonii gotówkę.

Antoine Griezmann

Najnowszy transfer Barcelony. Przy jego realizacji nie obyło się jednak bez zamieszania, bez stanowczych słów zawodnika i buntu, który spowodował przejście do Barcelony. Według wielu klubowych źródeł, Francuz umówił się już w maju, że po zakończeniu okienka trafi na Camp Nou. Dlaczego ten temat jest tak ważny? Ponieważ z dniem 1 lipca tego roku, klauzula odstępnego za Griezmanna spadła z 200 milionów euro do 120. Przez tę sytuację klub z Madrytu stracił 80 milionów, które mógłby otrzymać, gdyby Barcelona wtedy sfinalizowała całą transakcję. Powodem, dla którego Atletico zachowało się w ten sposób, jest kwestia ważności kontraktu Francuza. Jego umowa była dłuższa niż 6 miesięcy, więc klub z Katalonii nie powinien kontaktować się z Griezmannem bez zgody klubu. Oficjalnych dowodów jednak na te zachowanie nie ma, więc nie wiadomo gdzie leży prawda.

Władzom klubu z Madrytu bardzo nie podobało się to, że Francuz pomimo ważnego kontaktu zaczął negocjować swoje przejście do Barcelony. Dodatkowym problemem według działaczy Atletico było to, że mistrz świata z 2018 roku nic nie wspomniał swoim włodarzom, że chce zmienić barwy klubowe i dowiedzieli się oni o tym dopiero podczas trwającego okna transferowego.

Dodatkowo na początku lipca Griezmann miał stawić się na trening swojego klubu po zakończeniu urlopu. Dostał również oficjalne „wezwanie” na trening, które było wiążące. Antoine jednak poszedł śladem swojego reprezentacyjnego kolegi, nie przybył na trening i po prostu olał swoich pracodawców. Francuz miał otrzymać karę w wysokości 7% obecnej pensji.

Takie zachowania piłkarzy nie powinny mieć miejsca w obecnym futbolu. Każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że piłkarz to taki sam zawód jak każdy, lecz wszędzie obowiązują pewne zasady, wszędzie trzeba w miarę przestrzegać kodeks etyczny i po prostu trzeba być w porządku wobec innych. Doskonale też wiadomo, że nie są to jedyne przypadki w historii futbolu, gdzie zawodnicy w taki sposób wymuszali swoje przejście do innego klubu. W Barcelonie jednak w ostatnim czasie stało się to dosyć popularne i może niezbyt zadowalające wyniki zespołu to nie jest tylko wypadek przy pracy i pech, a brak odpowiednich mentalnie zawodników?

Fanatyk ligi angielskiej. Uwielbiam Ekstraklasę. W oczekiwaniu na kolejną Ligę Mistrzów polskiego zespołu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *