Wywiady

Robert Janicki: Na pewno chcemy dłużej pograć w 1. lidze przez najbliższe parę lat, a później będziemy mogli myśleć o Ekstraklasie. [DŁUGIE PODANIE]

„Miałem oferty nawet z innych klubów niemieckich czy innych lig, które mnie nie interesowały, bo chciałem wrócić do Polski, tak się potoczyła moja kariera…” – w rozmowie z Krótką Piłką, o trudach nastolatka za granicą w świecie futbolu, pomocnik Warty Poznań Robert Janicki.

Wywiad został przeprowadzony kilka dni po zakończeniu sezonu 2018/2019.

Jak ocenia Pan zakończony sezon? Jakie aspiracje ma Warta na przyszły?

W przyszłym sezonie Warta na pewno będzie chciała potwierdzić poprzedni sezon i na dobre zagościć w tabeli 1. ligi. Wiem, że zespół ma się wzmocnić, ma dojść do paru transferów i na pewno chcemy dłużej pograć w 1. lidze przez najbliższe kilka lat, a później będziemy mogli myśleć o Ekstraklasie.

najnowszy nabytek Warty – Mariusz Rybicki

Warta jest drugą siłą piłkarską w Poznaniu, zarówno jeśli chodzi o ligę, jak i wsparcie kibiców. Odczuwa Pan wsparcie kibiców na meczach?

Na pewno to się zmienia z biegiem czasu, bo wiemy, jakie ostatnio były przejścia tego klubu. Myślę, że pomogły zmiany właścicielskie. Dzięki nim Warta jest inaczej postrzegana w Poznaniu i Wielkopolsce, i kibiców zaczyna przybywać, a ja mogę tylko potwierdzić z perspektywy boiska. Widzę, że są różne akcje marketingowe, które są realizowane w klubie, przynoszą efekty i z każdym meczem jest coraz więcej kibiców. Mam nadzieję, że kolejne transfery i takie zachęcanie poznańskiej publiczności przyniesie efekty, że będzie ich coraz więcej.

W ciągu czterech lat zmieniał Pan barwy dość często, czy Warta to zespół, w którym jest Panu najlepiej?

Warta to była jedna z lepszych decyzji w ostatnim czasie, w moim piłkarskim życiu. To wędrowanie po pierwszych ligach, gdzie grałem w Pogoni Siedlce i Olimpii Grudziądz, jakoś nie zawsze się kończyło, tak jakbym chciał, bo raz nie dostałem tylu minut, ile bym chciał, później przytrafiła się kontuzja (złamanie śródstopia), także nie było tak, jak sobie zaplanowałem. Warta, podejmując tę decyzję, trafiałem do drugiej ligi i musiałem zejść szczebel niżej, i też wiadomo, wiązało się to z ryzykiem, jeśli Warta nie awansuje do pierwszej ligi i czy później nie będzie też poziom niżej. Na szczęście awansowaliśmy z Wartą, tak jak sobie zaplanowałem i jakbym sobie tego życzył, bo dostałem szansę od trenera i ją wykorzystałem,  później umocniłem swoją pozycję w klubie. Myślę, że  teraz  mogę ze spokojem po sezonie powiedzieć, że był on dobry.

Grał Pan w młodzieżówkach zarówno Lecha, jak i Hoffenheim. Czy zauważył Pan różnice w szkoleniu między tymi klubami albo krajami?

Na pewno można zauważyć, bo chociaż Lech, uważam, że ma najlepszą akademię w Polsce, to jednak jakiś przeskok jest. Poziom gry w Niemczech, też w topowej akademii, bo Hoffenheim w tym czasie, w którym ja przychodziłem, to mieliśmy wicemistrzostwo i mistrzostwo w tych kategoriach wiekowych, także jest topową szkółką, jeśli chodzi o Niemcy. Jest różnica, na pewno, tego się nie da ukryć, bo sportowo, różnica nie jest aż tak drastyczna. W kwestii infrastruktury jesteśmy jeszcze, moim zdaniem, z tyłu za Niemcami i za największymi klubami. Również mają na to wpływ na pewno pieniądze, bo w tych najlepszych klubach w Bundeslidze, nie da się ukryć, że po prostu są inne kwoty i kluby mogą sobie pozwolić na taką, a nie inną  infrastrukturę. Powiem szczerze, że budziło to we mnie zachwyt, te możliwości, które tam miałem, tych ośrodków, bazy treningowej, to było na plus na pewno. Skorzystałem z takiej opcji i dzisiaj nie żałuję, bo widzę, że nauczyłem się nowych rzeczy, i na pewno się rozwinąłem bardzo dobrze sportowo właśnie pod kątem grania dalej.

W czasach, gdy grał Pan w Hoffenheim, grał tam również były reprezentant Polski Eugen Polański, miał Pan okazję zamienić z nim kilka słów?

Z Eugenem zobaczyłem się dopiero pierwszy raz po roku gry w Hoffenheim, bo wcześniej byłem w Akademii, był osobny budynek i miejsca treningowe, także nawet się nie mijaliśmy. Po roku gry przeszedłem do rezerw Hoffenheim i  wtedy faktycznie gdzieś baza jest połączona, bo  pierwszy zespół, jak i drugi są w jednym ośrodku treningowym, także się mijaliśmy na obiadach czy w klubie po prostu. Ale żeby zamienić z nim bezpośrednio słowo to miałem okazję jeszcze chwilę później, kiedy trafiłem na pierwszy sparing do pierwszego zespołu, latem, jak graliśmy z grecką drużyną z ekstraklasy i wiem, że wtedy miałem okazję z nim chwilę porozmawiać, bo siedzieliśmy obok siebie w szatni. Była to szybka rozmowa, powrót do korzeni, powspominanie, trochę czasów w Polsce, ale jakoś na bliższy kontakt to nie było czasu i miejsca.

Dostawał Pan jakieś oferty z innych klubów, będąc w Hoffenheim?

Moja sytuacja wyglądała troszkę inaczej, bo jednak ja mogę powiedzieć o sobie, że brakowało mi kogoś bliskiego na miejscu. Jednak wyjeżdżałem z Polski w wieku 18 lat bodajże i faktycznie byłem sam, daleko od domu. Pierwsze schody pojawiły się, gdy nie czułem wsparcia, które mógłbym mieć od bliskich, wracając do domu. Chociażby, tak jak chłopacy wracali i mieli z kim zamienić słowo, a ja wracałem do pustego mieszkania i jednak odczuwałem trochę brak osób mi najbliższych. Tak jak mówię, wtedy już troszkę moje myślenie się zmieniło i wiem, że był taki okres, gdy chciałem wrócić po prostu do Polski. Miałem oferty nawet z innych klubów niemieckich czy innych lig, które mnie nie interesowały, bo chciałem wrócić do Polski, tak się potoczyła moja kariera. Szczególnie uważam w tym wieku, gdy w jakiś sposób ukształtowany piłkarz, który ma rodzinę, dziewczynę, narzeczoną czy kogokolwiek, to może pozwolić sobie zabrać je ze sobą i „przeciągnąć przez świat” i wtedy ma się zawsze wsparcie. Jednak w tym wieku musiałem wyjechać sam, wtedy jest to inne odczucie.

Z jakim trenerem pracowało się panu najlepiej? Pod okiem, którego z nich Pan się najbardziej rozwinął?

Ciężko wymienić jedną osobę, bo  ukształtowałem  się jako zawodnik pod skrzydłami wielu trenerów. Myślę, że na pewno w wieku juniora w Lechu Poznań,  mogłem się najwięcej rozwinąć. To taki wiek, w którym mogłem się najwięcej nauczyć pod kątem czysto technicznym i aspektem piłkarskim, byłem wtedy u trenera Wojtka Tomaszewskiego. Pamiętam, że właśnie mu mogę zawdzięczać, to, że teraz tutaj jestem i mogę dalej w grać w piłkę, utrzymywać się z tego i patrzeć optymistycznie w przyszłość. Tak naprawdę właśnie u niego się najbardziej rozwinąłem i najwięcej lat spędziłem pod jego skrzydłami, i on ukształtował mnie jako zawodnika. Na pewno było jeszcze paru trenerów, którzy dużo wnieśli w moje życie sportowe, w jakim to teraz jestem zawodnikiem. Trzeba na pewno wspomnieć o panu trenerze Krzysztofie Kołodzieju, który też bardzo mi imponował, którego darzę dotąd wielkim szacunkiem, patrzyłem wtedy na niego z podziwem. Oczywiście będę musiał wymienić trenera Nagelsmanna, którego miałem w Hoffenheim, bo robotę, którą zrobił z juniorami, później wykonał, przechodząc do pierwszego zespołu i wywindowały do góry notowania klubu, to też trzeba mu oddać, że jest wielkim fachowcem. Ja wtedy, grając w Hoffenheim, miałem najlepszy okres, grając pod jego skrzydłami.

Nowy trener Warty – Piotr Tworek

Od zawsze chciał Pan grać na tej pozycji, na której znajduje się Pan obecnie?

Zdecydowanie, zawsze byłem zawodnikiem ofensywnym, bo jak przychodziłem na pierwsze treningi, strzelałem najwięcej bramek. Chciałem od zawsze być napastnikiem, który strzela bramki i który się po nich cieszy. Tak jak mówiłem, z biegiem czasu, zawsze byłem tym zawodnikiem od ofensywy, co prawda nie jestem typową „9”, ale jednak ofensywnym zawodnikiem jestem. Znajduję się blisko bramki i to mnie cieszy, z tego, że tak powiem: „żyję”, to mi daje satysfakcję i adrenalinę, że często mogę strzelać bramki. Tak, ta pozycja jest moją ulubioną od zawsze.

Może też Pan się sugerował jakimś idolem piłkarskim, wybierając tę pozycję?

Z reguły, od zawsze na plakatach miałem Cristiano Ronaldo. To była i jest moja postać nr 1 do dzisiaj. Tak naprawdę, chyba tylko na nim się tak wzorowałem, co prawda, to nie jest typowo moja pozycja, jest troszkę różnicy, ale to na pewno mój idol, któremu kibicowałem podczas gry w Manchesterze, Realu i teraz w Juventusie. Na pewno na niego patrzę z największym sentymentem i zachwycam się jego grą.

Zaskoczony był Pan po transferze Cristiano z Realu do Juventusu, czy jednak spodziewał się Pan takiego ruchu?

Powiem szczerze, że nie. Myślałem, że jednak zostanie w Realu i będzie chciał budować sobie przysłowiowy pomnik, ale na pewno osiągnął tam bardzo wiele i  może szukał faktycznie nowych wyzwań. Jednak się nie spodziewałem i myślałem, że na zawsze pozostanie w Realu. Tym bardziej że dziewięć lat grał i jakoś się człowiek przyzwyczaił do widoku Ronaldo w koszulce  Realu Madryt.

Jakiś czas temu opublikował Pan na Instagramie zdjęcie z podpisem „No words needed”, na nim widnieje dwóch starszych mężczyzn. Czy powiedzieli Panu coś szczególnego?

Opublikowałem to zdjęcie, bo wywarło na mnie mega wrażenie. Podesłał mi je jeden z fotografów. Faktycznie przypomniałem sobie ten moment. Schodząc z boiska, już po zakończonym meczu, dziękowaliśmy kibicom i dwóch starszych panów  naprawdę mówiło mi duże słowa wsparcia. Bo to była dobra runda, rozgrywałem dobre mecze i faktycznie po meczach u siebie czuć było wsparcie ze strony kibiców. A tak jak mówiłem, zdjęcie, które podesłał mi fotograf, zrobiło na mnie wrażenie i chciałem się z tym trochę podzielić, bo jednak niezależnie od tego, ile kto ma lat, to przychodzą  kibice na mecze, a od dwóch starszych panów usłyszałem wtedy takie ciepłe słowa, że aż łezka w oku się zakręciła.

Chodzi Pan czasem na mecze poznańskiego Lecha?

Długi czas nie byłem na meczach Lecha, co prawda jestem wychowankiem i tego Lecha w sercu noszę, patrząc na ekstraklasę. Też ciężko jest mi to pogodzić, bo nie raz bywa tak, że nasze mecze się albo nakładają, albo po prostu gramy na wyjeździe, a Lech gra w Poznaniu. Także, ciężko jest mi to pogodzić, z co weekendowymi wyjazdami na mecze.

Spodziewał się Pan takiego obrotu sprawy w poprzedniej Lidze Mistrzów?

Powiem szczerze, z racji tego, że kibicuję Cristiano Ronaldo, to byłem za Juventusem. Chłopacy też się ze mnie trochę po przyjacielsku nabijają, bo teraz mówię, że od zawsze byłem za Juventusem, a tak naprawdę wiemy, że po prostu kibicuję Cristiano Ronaldo. Chciałem, żeby jednak Juventus znalazł się w Finale Ligi Mistrzów, ale potoczyło się inaczej. Mieliśmy w finale dwa angielskie zespoły, myślę, że też jest fajne dla  tych emocji. Na pewno mecz Liverpoolu z Barceloną, to był…w ogóle ta edycja Ligi Mistrzów była kosmiczna, zwroty akcji i tyle bramek na tak wysokim poziomie, to by się człowiek nie spodziewał. Jednak takie rzeczy się dzieją. Na pewno, mówię, że życzyłem sobie Juventusu w finale, ale finał Tottenham z Liverpoolem, trzeba przyznać, że te kluby w obecnej Lidze Mistrzów radziły sobie najlepiej w tym sezonie i zasłużenie były w finale.

Redaktor portalu ''Krótka Piłka''. Kibic lig zagranicznych i Lotto Ekstraklasy.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *