Felietony

Dlaczego Lech Poznań w tym sezonie może być nadzwyczajnie mocny? [DŁUGIE PODANIE]

fot. własne/Paweł Jerzmanowski

19 maja Lech Poznań zagrał ostatni mecz poprzedniego sezonu. Poznaniacy ulegli Mistrzowi Polski – Piastowi Gliwice 0:1. Był to mecz, który zakończył pewien etap w historii Lecha Poznań. Etap, o którym śmiało, można powiedzieć, że był jednym z najbardziej łamiącym serca kibicom „Kolejorza”. Brak atmosfery, ciągłe zmiany na ławce rezerwowej, „X-meni”, wyraźny protest kibiców. Wszystko to sprawiło, że dziś Lech Poznań stoi w innym położeniu. W położeniu, które daje nadzieje na lepsze jutro, na lepszy sezon. Zapowiedziana przez prezesów Lecha ogromna rewolucja może nie nastąpiła, lecz nastąpiła zmiana postrzegania Lecha. Jeszcze do niedawna myśląc „Lech Poznań”, myśleliśmy o toksycznej drużynie, przepełnionej piłkarzami, których w Lechu nigdy nie powinno być. Drużynie, która nie miała na siebie pomysłu. Nie można powiedzieć, że była to ekipa bezbarwna, bo za sprawą kilku piłkarzy taka była, lecz na pewno w swoich działaniach nijaka. Dziś natomiast myśląc o „Kolejorzu”, mamy w głowie skład młodych, gniewnych zawodników, którzy mają coś do udowodnienia. Wspieranych oczywiście przez najlepszych zawodników w klubie. Czy mają oni szanse na sukces w tym sezonie? Dlaczego wydaję mi się, że mogą oni zaskoczyć i zrobić wynik, jakiego nie spodziewa się w zasadzie nikt?

Wzmocniony blok defensywny, czyli jeden z największych problemów Lecha ostatniego sezonu

Defensywa Lecha, czyli dwa słowa, które jeszcze do niedawna trudno było ze sobą zestawić. Ciężko bowiem nazwać, chociażby parę Janicki-Vujadinović w środku obrony defensywą, z pełnym szacunkiem do tych panów. Lech często zmagał się z brakami kadrowymi w obronie. Nawet jeśli już wyglądała przyzwoicie, to wystarczyło, by jeden z piłkarzy doznał kontuzji, wypadł ze składu i wszystko się sypało. Tak było z Thomasem Rogne, który przez kontuzję stracił znaczną część sezonu. Pod jego nieobecność różne rzeczy działy się w obronie. Niekoniecznie dla Lecha dobre w skutkach.

Obronę Lecha w ostatnich latach nazywano najlepszą w lidze. Imponować mogła mała liczba straconych bramek. W tym aspekcie Kolejorz nie miał sobie równych.

  • Sezon 2013/14 – liczba straconych goli: 40
  • Sezon 2014/15 – liczba straconych goli: 33 (najmniej w lidze z Legią)
  • Sezon 2015/16 – liczba straconych goli: 47
  • Sezon 2016/17 – liczba straconych goli: 29 (najmniej w lidze)
  • Sezon 2017/18 – liczba straconych goli: 34 (najmniej w lidze)
  • Sezon 2018/19 – liczba straconych goli: 48

Ubiegły sezon pod tym względem był beznadziejny. Lechowi zdarzyło się zagrać kilka kompromitujących meczów, w których stracili dużo bramek.

  • 5 kolejka – 2:5 przeciwko Wiśle Kraków
  • 13 kolejka – 0:3 przeciwko Pogoni Szczecin
  • 22 kolejka – 0:4 przeciwko Piastowi Gliwice
  • 26 kolejka – 0:3 przeciwko Górnikowi Zabrze

Wszystko, co najgorsze chyba już minęło. Nowi obrońcy Lecha z pewnością na papierze wyglądają solidnie. Nie przemawiają za tym tylko statystyki z „transfermarkt”. Gdy na jaw wyszła informacja, że Djordje Crnomarković przejdzie testy medyczne, niewiele o nim wiedzieliśmy. Jego profil przybliżył dziennikarz z Serbii, który od lat zajmuje się jego byłym klubem, Radnickim Nisz.

Wszystko to, czego się dowiedziałem, można uznać za prawdę. Crnomarković w meczach sparingowych rzeczywiście wykazywał te cechy. Wyglądał bardzo solidnie, był pewny siebie, a co najważniejsze, dobrze przygotowany fizycznie. Jeśli kontuzje będą go omijać, to może dać Lechowi wiele radości.

Oprócz Serba Lech pozyskał także Lubomira Satke, Słowaka grającego dla DAC Dunajskiej Stredy. Jego mocną stroną zdecydowanie jest wyprowadzanie piłki z obrony do ofensywy. Słowaccy dziennikarze często podkreślali, że piłka absolutnie nie przeszkadza mu przy nodze. Zauważyć mogliśmy to podczas czwartkowego meczu I rundy eliminacji do Ligi Europy. Satka w meczu z Cracovią był najlepszym graczem z linii defensywy. Kibicom Lecha mógł podobać się olbrzymi spokój, który wykazywał 23-latek. Satka co prawda dołączy do Kolejorza dopiero 19 lipca, jednak o przygotowanie fizyczne nie ma co się martwić.

Odnotować warto także transfer nowego bramkarza. Mickey Van der Hart przychodził do Poznania z solidną opinią z Holandii. W sezonie 2018/19 wybrany został najlepszym piłkarzem PEC Zwolle. Biorąc pod uwagę poziom naszej Ekstraklasy, a Eredivisie, to Mickey jest poważnym wzmocnieniem. Przekonały już o tym sparingi, w których wielokrotnie pokazał, że ma wysokie umiejętności. Świetna gra nogami, wyprowadzanie piłki.

Dla mnie ważnym aspektem w tych wzmocnieniach jest wiek zawodników. Lech postawił na piłkarzy, którzy swoje najlepsze lata mają przed sobą. Duet środkowych obrońców tworzony przez 25 i 23 latka może napawać optymizmem. W poprzednim sezonie na tej pozycji grali przecież 32-letni Vujadinović i 27-letni Janicki, który progresu już raczej nie zaliczy.

Jeżeli wszystko pójdzie po myśli Kolejorza, to z pełną odpowiedzialnością piszę, że za rok Lech skończy z najmniejszą liczbą straconych goli w lidze.

Pozbycie się piłkarzy, którzy hamowali grę

Ważnym i potrzebnym ruchem Lecha, było pozbycie się piłkarzy, którzy nie potrafili wznieść Lecha na wyższy poziom. Oczyszczenie szatni w tej sytuacji może jedynie pomóc.

Pożegnano się m.in. z Radutem, czyli „mistrzem treningów”. Pomimo że każdy kolejny trener, który zaczynał swoją pracę w Poznaniu, chwalił go za postawę na treningach, to Rumun nie potrafił przełożyć tego na mecze ligowe. Hańbiące statystyki brutalnie to obrazują. We wszystkich rozgrywkach w barwach Lecha rozegrał 57 spotkań, w których strzelił jednego gola (z Termalicą – przyp. red.) i zanotował osiem asyst. Jak na zawodnika grającego ofensywnie, są to bardzo wstydliwe liczby.

Nie ma już także zawodników z defensywnej linii pomocy. Odejście Łukasza Trałki i Macieja Gajosa powinno dać możliwość rozgrywania szybką piłką, na jeden, dwa kontakty. Wszyscy dobrze wiedzą, że poziom, jaki prezentował Maciej Gajos w Jagiellonii Białystok, a w Lechu, był zupełnie inny. Wtedy do Lecha przychodził, jako jeden z najlepszych zawodników w lidze. Co się jednak z nim stało, nie wiadomo. Być może presja, która wywierana jest w Lechu, okazała się zbyt duża?

Na pewno on i Łukasz Trałka byli w środku pola zawodnikami, którzy często hamowali akcję. W dzisiejszej piłce od takich graczy wymaga się umiejętności szybkiej gry. Przyjęcie-podanie, przyjęcie-przeniesienie gry na drugą stronę. U nich niestety to kulało, co wielokrotnie uniemożliwiało wyprowadzanie kontrataków.

Na szczęście w Lechu nie ma już Nikoli Vujadinovicia i Rafała Janickiego. Piłkarze ci podczas swoich występów prezentowali coraz to nowsze zagrania, które po raz pierwszy widziałem w życiu. Nieumiejętność, bezradność, jaką pokazywali, wołała o pomstę do nieba. Wszystko wyglądało tak, jakby nagle stracili umiejętność grania w piłkę. Po Vujadinoviciu nie spodziewałem się za wiele, już od początku padały nieprzychylne opinie, które okazały się prawdziwe. Natomiast po Rafale Janickim zdecydowanie wszyscy oczekiwaliśmy więcej.

Młodzież, która zachwyca od pierwszego zgrupowania

To, że Lech Poznań posiada w swojej akademii diamenty, które należy jedynie oszlifować, każdy wie. Poznaniacy stosują bardzo mądrą metodę, czyli wypożyczanie swoich młodych zawodników do klubów pierwszoligowych. Ich umiejętności pozwalają na regularną grę w tych zespołach. Ci najlepsi zostają włączani do pierwszej drużyny. Dlaczego obecni piłkarze, poniżej 21 lat nie są tylko uzupełnieniem?

Grupa młodych piłkarzy w pierwszej drużynie Lecha na ten moment imponuje. Tymoteusz Puchacz, Filip Marchwiński, Jakub Moder, Mateusz Skrzypczak, Jakub Kamiński i reszta ekipy. Ci panowie od pierwszego zgrupowania dali się nie tylko polubić, ale nawet pokochać. Ich styl bycia, zachowanie, poczucie humoru, a przede wszystkim umiejętności piłkarskie pozwalają na to, żeby ich traktować poważnie.

Ta ekipa podczas sparingów, a przede wszystkim podczas tych dwóch zgrupowań, wysłała potężny sygnał trenerowi, ale też kibicom. Sygnał pt. „Jesteśmy gotowi do gry, jesteśmy w stanie wzmocnić Kolejorza”. To bardzo ważne, bo na samym początku traktowano ich jako uzupełnienie kadry. Opieranie swojej siły na młodzieży może Lechowi przynieść tylko same korzyści. I jest to droga, jaką powinni podążać wszystkie polskie drużyny.

Tymoteusz Puchacz, który wrócił z GKS-u Katowice, to dla mnie największe objawienie tego okresu przygotowawczego. Oprócz atmosfery, którą wprowadza, na boisku daje znaki trenerowi, że jest zawodnikiem gotowym do gry w pierwszym składzie. Trzy strzelone gole przez 20-latka w tych wszystkich sparingach robią wrażenie. „Puszka” nie tylko daje walory dodatnie w defensywie, ale także w ofensywie. Jeżeli utrzyma swoją formę, to uważam, że jest w stanie wygryźć Kostewycza z pierwszej „11”.

Atmosfera, jakiej zdecydowanie nie było w poprzednich sezonach

W dzisiejszej piłce niewiele można osiągnąć bez atmosfery w drużynie. Śmiem nawet twierdzić, że w ligach takich jak polska, atmosfera odgrywa kluczową rolę. Przecież przed sezonem 2018/19 nikt nie dawał szans Piastowi na mistrzostwo. No i umówmy się, nie są to piłkarze, którzy przewyższali poziom „esy” o kilka poziomów. Po prostu zebrała się grupa ludzi, która się polubiła i dogadywała. Wspólnymi siłami osiągnęła sukces.

Tego w Poznaniu zdecydowanie brakowało. Nie mam zamiaru poruszać tutaj jakichś historii, które się natworzyły. Natomiast trzeba powiedzieć sobie wprost, że po poprzedniej ekipie nie było widać, żeby oddawała za siebie życie. Nie tylko na boisku, ale poza nim też.

Nic dziwnego, że kibice mieli już tego dość. Jeżeli nie ma tej chemii w szatni, to nie będzie jej też na boisku. Czasami miałem wrażenie, że ta grupa piłkarzy nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Wiecznie smutny i zagubiony Maciej Gajos, nierobiący sobie nic z porażek Jasmin Burić. Pod koniec nie widać było nawet złości po porażkach. A to fanów boli najbardziej. Tak myślę.

Sam jednak nie chcę wracać do tego, co działo się w ubiegłym sezonie. Należy patrzeć w przyszłość. I ta pod względem atmosfery w drużynie, wydaje się być dobra. Po zachowaniu w sparingach, kulisach ze zgrupowania, które regularnie pojawiają się na kanale Lecha i przede wszystkim po zachowaniu poza boiskiem, można odnieść wrażenie, że ci piłkarze współpracują ze sobą od lat.

W końcu widać uśmiech, radość z wszystkiego dookoła, otwartość. Od dawna nie widziałem w Lechu tak zgranej drużyny. Ogromną robotę robią młodzi piłkarze. O nowych nabytkach też można powiedzieć, że to „jajcarze”. Karlo Muhar i Mickey van der Hart, wydają się być piłkarzami, którzy wnieśli do szatni pozytywnego ducha. A taki Lechowi był potrzebny.

Obiecujące sparingi

Sparingi. Pomimo że służą one głównie do przećwiczenia pewnych wariantów gry, przetestowania zawodników, to nie można obok nich przejść obojętnie. Tym bardziej że one w wykonaniu Lecha wyglądają świetnie. Lech w tym okresie przygotowawczym rozegrał siedem meczów. Aż sześć z nich wygrał i tylko raz poległ.

Na samym początku przygotowań Kolejorz zmierzył się z Widzewem Łódź. Spotkanie to przebiegało tak, jak się można było spodziewać. Pełna dominacja Lecha i zwycięstwo 3:0. Cztery dni później Lecha czekało poważniejsze wyzwanie. Naprzeciw stanęło Brøndby, czwarta drużyna poprzedniego sezonu ligi duńskiej. Lech pozytywnie zaskoczył i wygrał 1:0 po golu Puchacza. Następnie we Wronkach Lech przegrał z AEK Larnacą 1:3, lecz skład, w jakim wyszli poznaniacy, robił wrażenie. W wyjściowej jedenastce znalazło się ośmiu młodych piłkarzy Kolejorza.

Już podczas drugiego zgrupowania Lech wygrał z duńskim Midtjylland 2:1, z holenderskim Vitesse Arnhem 2:0, GKS-em Tychy 3:1 i na koniec ze Spartaksem Jurmała 4:1.

Podczas tych sparingów dostrzec można było pewne schematy, nad którymi drużyna pracowała. Widać było, że założenia trenera Żurawia, są trafne. Nie tylko wyniki mogły się podobać, bo sama gra wyglądała przyzwoicie. Z pewnością grono, które było zaniepokojone sytuacją kadrową, przekonało się, że ta drużyna może osiągać dobre wyniki.

Czego więc się spodziewać?

Moim skromnym zdaniem, po tym, co zobaczyłem w okresie przygotowawczym, Lech będzie klubem bijącym się o podium. Przy odrobinie szczęścia, którego w zeszłym sezonie nie było i przy słabości rywali, włączy się do walki o mistrzostwo. Oczywiście wszystko zweryfikują pierwsze mecze. Wtedy będziemy mieli odpowiedź, czy to, co widzieliśmy do tej pory, będzie miało przełożenie na ligę. Słusznie, że nikt nie mówi głośno o mistrzostwie. Słowa kibiców także są wyważone. Z pewnością pozwoli to drużynie skupić się na jak najlepszym wykonywaniu swojej pracy.

Content manager oraz Szef działu „Polska Piłka" - krotkapilka.com.pl

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *