Ekstraklasa Felietony

Czy legijna rewolucja przyniesie efekt? [DŁUGIE PODANIE]

fot. własne/ Paweł Jerzmanowski

Od zakończenia ostatniego sezonu w Legii Warszawa doszło do wielu zmian – szczególnie jeżeli mówimy o kadrze, którą dysponuje Aleksandar Vuković. Na tę chwilę to jest jednak wielka niewiadoma i wszyscy zastanawiają się czy projekt Vukovicia się powiedzie.

W Warszawie doszło do rewolucji. Nie należy bać się tego słowa, ponieważ zespół wicemistrza Polski opuściło aż dziesięciu zawodników. W większości nie były to jednak transfery gotówkowe, tyko zakończenie kontraktów. Z klubem pożegnało się kilku graczy, którzy bardzo dużo znaczyli dla kibiców Legii Warszawa – Radović, Kucharczyk, Malarz czy Hlousek. Dodatkowo został sprzedany Sebastian Szymański za 5,5 miliona euro do Dynama Moskwa, a Jakub Ojrzyński zasilił szeregi Liverpoolu. Według portalu transfermarkt.de, Legia otrzymała za młodego golkipera 333 tysiące euro. Dzięki tym zarobkom, Dariusz Mioduski miał pieniądze, aby sprowadzić na Łazienkowską piłkarzy, którzy wzmocnią stołeczny klub i przywrócą trofea oraz sukcesy sportowe. Takim sukcesem na pewno byłby awans do fazy grupowej europejskich pucharów. Do tego droga jest jednak długa i może nie być wcale taka prosta. Szczególnie, że wicemistrz Polski rozpoczyna swoją batalię od drugiej rundy eliminacji. W czwartek po raz pierwszy zmierzy się ze swoim rywalem – Europa FC.

WZMOCNIĆ SIĘ KOSZTEM LIGOWYCH RYWALI

Legia podczas obecnego okienka transferowego poszła śladem innych europejskich drużyn, które chcą regularnie wygrywać rozgrywki ligowe i wykupiła graczy, którzy w ostatnim czasie wyróżniali się w rodzimej lidze. Wicemistrzowie Polski bardzo szybko chcieli uzupełnić braki po zawodnikach, którzy odeszli i na Łazienkowską trafił chociażby Arvydas Novikovas oraz Valerian Gvilia. Pierwszy z nich do tej pory reprezentował barwy Jagielloni Białystok, a Gruzin przyszedł z Górnika Zabrze. Każdy z nich kosztował Legię 300 tysięcy euro. Patrząc na zwykły polski klub jest to naprawdę bardzo dużo pieniędzy, jednak perspektywa wielkiego europejskiego futbolu pokazuje nam, że są to zaledwie grosze w porównaniu z innymi, mocniejszymi ligami.

Kluczem do sukcesu Legii ma być właśnie rozsądna polityka transferowa i stawianie na sprawdzonych zawodników. Zarówno Novikovas jak i Gvilia to piłkarze, których można było obserwować co tydzień, wiadomo jak zaadaptowali się w polskich klubach i jak wyglądają ich codziennie relacje. To było zdecydowanie prostsze niż sondowanie piłkarzy, którzy byliby dostępni do wypożyczenia z Fluminense lub stawianie na tych, z którymi współpracowali kolejni trenerzy Legii Warszawa. Najlepiej obrazują to klopsy transferowe podczas kadencji Romeo Jozaka i Ricardo są Pinto.

ARVYDAS NOVIKOVAS

Novikovas trafił na Łazienkowską z Białegostoku. Tam litewski skrzydłowy był jednym z filarów zespołu i stanowił o sile ofensywnej zespołu z Podlasia. 80 spotkań, 21 bramek oraz 16 asyst – to całkiem przyzwoita statystyka jak na skrzydłowego, szczególnie też, że były gracz VFL Bochum grał w Ekstraklasie jedynie 2 lata. Bardzo łatwo można wywnioskować, że Litwin ma w Warszawie zastąpić Michała Kucharczyka, który po zakończeniu ostatniego sezonu pożegnał się z Legią. Novikovas będzie grał w Legii z numerem „18” – tym, który wcześniej nosił właśnie Kucharczyk.

28-letni zawodnik ma za sobą dosyć ciekawą karierę, podczas której wystąpił w wielu klubach i zwiedził kilka państw. Dzięki temu na pewno ma doświadczenie, które w tej chwili jest Legii bardzo potrzebne. Litwin do tej pory grał w takich klubach jak szkockie Hearts oraz St. Johnstone, niemieckie FC Erzgebirge Aue oraz VFL Bochum i litewskie Interas- AE Visaginas. Dodatkowo Novikovas zaliczył już 47 spotkań w barwach narodowych. W trakcie tych meczów Arvydas zdobył pięć bramek. Były już gracz Jagielloni jest jednym z ważniejszych piłkarzy swojej reprezentacji, a w 2018 został nawet wybrany najlepszym zawodnikiem roku na Litwie. Może nie jest to osiągnięcie o jakim marzyłby każdy piłkarz, lecz nikt miejsca urodzenia zmienić nie może. Wszyscy, zarówno klub jak i zawodnik są bardzo pozytywnie nastawieni na współpracę. Novikovas już wcześniej sygnalizował, że przejście do Legii jest bardo realne i wspomniał, że każdy z graczy Jagi, który dostałby taką ofertę, na pewno by ją zaakceptował.

Każdy z nas kto dostałby ofertę z Legii, to by tam poszedł – powiedział Novikovas.

Arvydas ma już duże doświadczenie i jest świadomy z jakimi oczekiwaniami wiąże się gra w koszulce Legii. Cieszymy się, że czołowym piłkarzom Ekstraklasy zależy na grze przy Łazienkowskiej i przyjście do naszego klubu postrzegają nie tylko jako rozwój, ale też szansę na odnoszenie sukcesów – powiedział Radosław Kucharski, dyrektor sportowy Legii Warszawa.

Wybrałem najlepszą ofertę zarówno dla siebie jak i swojej rodziny. Przychodzę tu po to, aby zdobyć mistrzostwo Polski – przekazał Novikovas po podpisaniu kontaktu z warszawskim zespołem.

Trzeba przyznać, że Jagiellonia zrobiła na tym zawodniku też dobry interes. W 2017 klub z Podlasia sprowadził Novikovasa całkowicie za darmo z VFL Bochum. Wtedy nikt się nie spodziewał, że Arvydas zostanie jedną z największych gwiazd ligi. Po dwóch dobrych latach do kasy klubowej wpłynęło 300 tysięcy euro. Wiele osób zapyta dlaczego tak mało skoro to jeden z najlepszych zawodników? Problem w tym, że Novikovasowi pozostało pół roku do końca kontaktu i już zimą Litwin mógłby trafić do Legii bez kwoty odstępnego.

VALERIAN GVILIA

Kolejnym zawodnikiem, który trafił na Łazienkowską jest Valerian Gvilia. Przez ostatnie pół roku Gruzin występował w barwach Górnika Zabrze i za 300 tysięcy euro przeniósł się do Warszawy. Nowy zawodnik stołecznego klubu może występować na każdej pozycji w środku pola. Do tej pory występował w kilku zagranicznych klubach – głównie za naszą wschodnią granicą. BATE Borysów, Metalurg Zaporoże, FC Luzern oraz FK Mińsk – łącznie dla tych zespołów rozegrał 108 spotkań, w których zdobył 14 bramek oraz zanotował 12 asyst.

Gvilia jako młody zawodnik reprezentował barwy Ukrainy. Reprezentował naszych wschodnich sąsiadów w kadrze do lat 21. Następnie wybrał jednak reprezentację Gruzji i zaczął regularnie występować właśnie u nich. Zadebiutował w niej w październiku 2016 roku. Do tej pory rozegrał 22 mecze i strzelił 3 bramki. Jest już etatowym reprezentantem i tak naprawdę dostaje powołania na każde następne zgrupowanie.

Doświadczenie na zagranicznych boiskach zaowocowało wypożyczeniem do Górnika Zabrze. Gvilia zimą dołączył do polskiego klubu z FC Luzern. Dla szwajcarskiego klubu rozegrał podczas rundy jesiennej 16 spotkań. Na początku sezonu był zawodnikiem, który regularnie pojawiał się na boisku. Bardzo często nie był to pełny wymiar czasu. Warto jednak przyznać, że nie miał problemów z graniem w jednej z lepszych drużyn szwajcarskiej ekstraklasy. Dopiero pod koniec rundy stracił miejsce w składzie, nie był powoływany na mecze i zdecydował się odejść na wypożyczenie. Górnik miał być miejscem, w którym Gruzin odbuduje swoją formę i będzie mógł walczyć o miejsce w składzie w następnym sezonie.

Pierwszą część planu udało się zrealizować. Gvilia z miejsca wskoczył do pierwszego składu Górnika i zaczął dyrygować grą zespołu z Zabrza. Gruzin stał się jedną z rewelacji Ekstraklasy i przykuł uwagę wielu klubów. Górnik chciał go zatrzymać na dłużej, węgierski Ferencvaros czy Legia Warszawa. Górnik od długiego czasu próbował pozyskać Valeriana na stałe, lecz kluby nie były w stanie się dogadać co do kwoty odstępnego. W walce o Gruzina pozostała Legia oraz klub z Węgier. To sam zainteresowany zdecydował o tym jakie barwy będzie reprezentował w zbliżającym się sezonie. To co bardzo ważne – obecny klub czyli Luzern chciał zatrzymać w swoich szeregach pomocnika, lecz potrzebował on nowego otoczenia i był zdecydowany na odejście.

Legia to wielki klub z wielką historią i potężnymi ambicjami. Chcę być tego częścią, wygrać mistrzostwo, zagrać w Lidze Europy. To zdecydowało. Czułem też, że w klubie bardzo mnie chcą. Kiedy byłem na zgrupowaniu kadry, dużo do mnie dzwonili, opowiadając, że jestem im niezwykle potrzebny w kolejnym sezonie. Byli w ciągłym kontakcie ze mną, z moim agentem. Ferencvaros również był bardzo poważnie zainteresowany i złożył bardzo atrakcyjną finansowo ofertę, ale zdecydowałem, że to wyzwanie stojące przede mną w Legii bardziej mnie kręci, że ten klub będzie dla mnie lepszym miejscem. – powiedział Gvilia w wywidzie dla Weszło.com

Legia Warszawa bardzo cieszy się, że to właśnie on dołączył do stołecznego klubu. Wszyscy mają nadzieję, że występy w Górniku Zabrze nie były tylko wypadkiem przy pracy i Gruzin dołoży swoją cegiełkę w odzyskaniu mistrzostwa Polski. Oczywiście europejskie puchary są również bardzo ważne i faza grupowa to cel minimum.

– Jestem przekonany, ze Valeriane Gvilia będzie dużym wzmocnieniem i da nam wiele jakości w ofensywie. Posiada cechy charakteru oraz umiejętności piłkarskie, które wzbogacą nasz zespól. To zawodnik, który bardzo szybko przystosował się do gry w Ekstraklasie i jest gotowy na wyzwania, jakie wiążą się z grą w takim klubie jak Legia. Bardzo zależało nam na obustronnej współpracy. Razem będziemy walczyć o tytuły – mówi dyrektor sportowy Legii Warszawa Radosław Kucharski dla oficjalnej klubowej strony.

LUQUINHAS

To jednak nie był koniec wzmocnień warszawskiego zespołu. Kolejnym zawodnikiem, który dołączył do Legii został brazylijski skrzydłowy, który na co dzień występował w portugalskim klubie Desportivo Aves. Miał on być zastępstwem dla Kucharczyka, Hamalainena oraz Szymańskiego, którzy latem pożegnali się z Legią.

Desportivo Aves występuje w portugalskiej ekstraklasie. W ostatnim sezonie zajęli 14. miejsce w lidze, lecz akurat Luquinhas prezentował się bardzo dobrze. Do swojej poprzedniej drużyny dołączył dopiero w styczniu. Od tego momentu zdążył rozegrać 17 spotkań i zanotował 4 asysty. Nie zdołał jednak ani razu znaleźć drogi do bramki. 22-latek w połowę sezonu spędził na boisku 1400 minut, to więcej niż we wszystkich wcześniejszych klubach razem wziętych.

4 lata temu Luquinhas przeniósł się z Brazylii do Portugalii. Wtedy trafił on do czwartoligowej drużyny, w której grał regularnie. Bardzo szybko zwrócił na siebie uwagę Benfici, która pozyskała Brazylijczyka. Nie przebił się on jednak do pierwszego składu i występował w zespole rezerw. Na zapleczu portugalskiej ekstraklasy rozegrał 14 spotkań. Wtedy Desportivo Aves sprowadził go do siebie. Miał być lekiem na spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej. Udało się! Aves z przewagą czterech punktów nad strefą spadkową, utrzymało się w lidze i przyszły sezon spędzą również w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niemała w tym zasługa Brazylijczyka. Od momentu przejścia do Aves, rozegrał 17 spotkań, w których zanotował 4 asysty. Z wiadomych przyczyn nigdy nie przebił się do reprezentacji kraju. Akurat w Brazylii nie jest to łatwe, lecz przykład Paulinho pokazuje, że wszystko jest możliwe. Szczególnie w wieku 22 lat. Przy Łazienkowskiej wiążą z nim bardzo duże nadzieje.

-Obserwowaliśmy go w ostatnim sezonie. Jest szybki, bardzo dobrze prowadzi piłkę, a jego ultraofensywny profil pasuje do naszych oczekiwań dotyczących roli skrzydłowego. Mam nadzieję, że będzie ważną częścią drużyny i pomoże nam w walce o tytuł – powiedział Radosław Kucharski.

Sam zainteresowany również liczy na to, że Warszawa będzie dla niego bardzo ważnym miastem pod względem piłkarskim. Dodatkowo podoba mu się wszystko co do tej pory zobaczył, więc pozostaje tylko kwestia aklimatyzacji i dopasowania do taktyki preferowanej przez Vukovicia.

-Miasto jest piękne. Jestem zachwycony infrastrukturą, stadionem i wszystkimi ludźmi pracującymi w klubie. Każdy początek jest trudny. Jeśli uda ci się przezwyciężyć wszystkie trudności, osiągniesz to co chcesz. Właśnie dlatego jestem tutaj – powiedział Brazylijczyk zaraz po podpisaniu kontraktu z Legią.

IGOR LEWCZUK

Tego zawodnika chyba nie trzeba przedstawiać żadnej osobie, która jest zainteresowana polskim futbolem. To jest już druga przygoda z Legią, piłkarza urodzonego w Białymstoku. Wcześniej Igor Lewczuk grał w Legii w latach 2014-2016. Wtedy Wojskowi zapłacili za reprezentanta Polski 200 tysięcy euro. W ciągu dwóch lat rozegrał dla zespołu z Łazienkowskiej 85 spotkań, w których zdobył 4 bramki i zanotował 3 asysty. Po dwóch fantastycznych latach przyciągnął zainteresowanie wielu zagranicznych klubów, lecz to Girondins Bordeaux wygrało walkę o podpis Polaka. Ostatecznie Lewczuk trafił do Francji za milion euro. Legia zrobiła na nim świetny interes. Zaraz po transferze, Igor był podstawowym zawodnikiem francuskiego klubu i nie mógł narzekać na brak minut na murawie. W trakcie pierwszych rozgrywek rozegrał 2834 minuty. 25 rozegranych meczów w Ligue1, 4 w Pucharze Ligi oraz 4 w Pucharze Francji. Całkiem niezły dorobek jak na 31-letniego gracza, który przed chwilą biegał na boisku Ekstraklasy.

Z każdym następnym sezonem było coraz gorzej. Rozgrywki 2017/2018 to tylko 615 minut. Prawie tyle Igor zagrał dla Legii w samych eliminacjach Ligi Mistrzów przed przejściem do Francji. To tylko pokazuje jaki regres zaliczył Lewczuk w trakcie jednej przerwy międzysezonowej. W ostatnim sezonie jeszcze trochę pograł, szczególnie na początku sezonu. Od połowy września do zakończenia rozgrywek, dwukrotnie wyszedł na murawę – raz w grudniu i raz na koniec sezonu.

Nie był to jednak powód, dla którego Legia miałaby zrezygnować z jego usług. W klubie liczą na to, że jego doświadczenie będzie procentowało solidnymi występami. Dzięki temu Legia ma wrócić na mistrzowski tor, a faza grupowa europejskich pucharów po raz kolejny zawita na Łazienkowską. Plusem tego przejścia jest to, że wicemistrz Polski nie zapłacił nawet złotówki za przejście Lewczuka do Warszawy. To na pewno był ważny argument przy wyborze kolejnego stopera.

IVAN OBRADOVIĆ I JEGO KOLANO

Według informacji, które w środę obiegły polskie media, na testach w Legii jest Ivan Obradović. Serbski lewy obrońca jest sprowadzany jako zastępstwo dla Adama Hlouska, który wraz z końcem sezonu zamienił Warszawę na Pilzno. Wszystko jednak zależy od tego w jakim stanie znajduje się kolano Obradovicia. Miał on kiedyś zerwane więzadła w kolanie, więc stołeczny klub chce mieć pewność, że wszystko ze zdrowiem byłego piłkarza Anderlechtu jest w porządku. Jeżeli z kolanem będzie wszystko w porządku, podpisze on dwuletnią umowę.

Już w 2009 roku Obradović opuścił swoją ojczyzną i z lokalnego Partizana przeniósł się do Realu Zaragoza. Klub z Hiszpanii zapłacił za niego 3,5 miliona euro. Serb zagrał w barwach hiszpańskiego klubu 15 meczów i spędził na murawie 1056 minut. Łącznie w Zaragozie spędził 4 lata, a jego kontrakt nie został przedłużony. Z okazji na darmowe pozyskanie Serba skorzystał KV Mechelen i po sezonie gry w tym klubie, belgijscy giganci zainteresowali się prawdopodobnie przyszłym graczem Legii. Anderlecht Bruksela wygrał walkę o podpis i 2,5 miliona euro zostało przelane na konto KV Mechelen. Po raz kolejny po czterech latach kontakt nie został przedłużony – po części przez zerwane więzadło w kolanie. Dzięki temu Legia może skorzystać z okazji i kolejnego defensora pozyskać całkowicie za darmo.

Czy powyższe wzmocnienia będą dla Legii rzeczywiście dobre? Czy taka rewolucja kadrowa przyniesie oczekiwany efekt? Tego na ten moment nie wie nikt, jednak nazwiska, które zasiliły Wojskowych mogą dać Vukoviciowi bardzo duże pole manewru. To na pewno będzie pomocne przy rywalizacji na trzech frontach, a Legia będzie chciała rywalizować o każde możliwe trofeum – szczególnie Liga Europy będzie ważna dla Legionistów ze względu na kwestie finansowe.

Pierwszy rywal przetestuje warszawski zespół już w czwartek. Europa FC zmierzy się z zawodnikami Vukovicia na własnym boisku w ramach II rundy eliminacji Ligi Europy.

Fanatyk ligi angielskiej. Uwielbiam Ekstraklasę. W oczekiwaniu na kolejną Ligę Mistrzów polskiego zespołu.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *