Felietony Serie A

Od bohaterów do frajerów. Czemu Roma upada tak nisko? [DŁUGIE PODANIE]

grafika: własna/Krótka Piłka

Piękne i romantyczne historię pisane przez życie, a przede wszystkim przez te sportowe życie, zawsze sprzedają się bardzo dobrze. Na palcach dwóch rąk nie policzymy takich przypadków, które miały miejsce w ostatnich kilku latach. Zwykle jednak takie przypadki kończyły się porządnym kacem – odchodzeniem piłkarzy za grube pieniądze, słabe wyniki w związku z presją, czy zwolnienia trenerów. Ale w przyrodzie zdarzają się wybryki, które siłą rzeczy muszą pojawiać się i w sporcie. Jednak to zwykle te upadki największych, tych, którzy dotknęli sportowego nieba czy kosmosu, sprzedają się najlepiej. Przykładów takich spektakularnych zlotów najwięcej można odnaleźć we Włoszech. W ostatnich tygodniach mówiło się głośnio o klubie ze stolicy Italii. To AS Roma. Ta sama, choć kompletnie inna AS Roma, która jeszcze rok temu walczyła z Liverpoolem o finał Ligi Mistrzów. Roma, która zaczyna gubić tożsamość.

W 2017 roku piłkarski świat uronił łzy. Ostatni z gladiatorów piłki nożnej, człowiek oddany jednemu klubowi, kojarzony z Romą, postanowił zawiesić buty na kołku. Moment, który nadejść musiał, ale nie wszyscy kibice „Giallorossi” wierzyli, że to się dzieje. Francesco Totti postanowił zakończyć swoją 28-letnią przygodę piłkarza Romy, od najniższych kategorii wiekowych, po seniorski poziom. Człowiek, który z Romą zdobył każde krajowe trofeum, mistrz świata. Ale też jeden z ostatnich, który pamiętał ostatnie Scudetto dla klubu ze stolicy Romy. Z klubem na stałe się nie rozstał, został dyrektorem sportowym.

Na trenera „La Magica” został wybrany Eusebio di Francesco. Człowiek, który był w zwycięskim składzie meczu Romy z Parmą, przypieczętującego ostatni mistrzowski tytuł dla ekipy z Wiecznego Miasta. Miał drużynie przywrócić charakter i pokazać, że ten klub da radę funkcjonować bez Tottiego. Sukces na pewno był. Klub doszedł do półfinału Ligi Mistrzów, odrabiając trzybramkową stratę z Barceloną i odpadając po szalonym dwumeczu z Liverpoolem. W lidze udało się zająć trzecie miejsce, spokojnie zapewniając sobie udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Sukces sportowy i wizerunkowy miał być początkiem budowy drużyny walczącej z Juventusem o Scuttedo, czy zdobywającej europejskie trofea. Zamiast jednak stopniowej budowy siły, prezydent Romy, James Pallotta wywiesił przed stadionem olimpijskim napis „Wyprzedaż”…

„Komu komu, bo wracam do domu…”

James Pallotta został prezydentem AS Romy w 2011 roku, kończąc erę rodziny Sensi. Pallotta klub prowadzi w iście amerykańskim stylu, który w Europie jest źle przyjmowany. Wystarczy popatrzeć na ostatnie zawirowania w Arsenalu. Klub prowadzony jest jak przedsiębiorstwo, nastawione głównie na zysk. Biznesmen jest też właścicielem zespołu występującego w NBA, Bostonu Celtic. W środowisku mówiło się, że nad dobro Romy przekłada budowę nowego stadionu, i dlatego z prawie 400 mln euro utargu z tej wyprzedaży, nie wyszły poważne wzmocnienia. Ciekawe też, ile prawdy w tym, że faktycznie tak klubowe pieniądze chce rozdysponować prezydent „I Lupi”.

Ale wyprzedaż trwała zbyt intensywnie, a człowiek, który miał załatać dziurę nowymi wzmocnieniami, czyli Monchi, nie zagwarantował tego, sprowadzając szrot, budując coraz bardziej napięte relacje na linii klub-kibice. Ostry łomot od Fiorentiny, dopiero szóste miejsce w lidze (najgorsze od sześciu lat) i zwolnienie strażaka Ranieriego, który miał ugasić pożar, tylko dodał oliwy do ognia. A rozmiar wyprzedaży i osłabienia kadry w punkt, ale i brutalnie pokazuje poniższy obrazek.

Od rewanżowego starcia z Barceloną, kibice tak naprawdę nie mają powodu do radości, i co raz bardziej obawiają się przyszłości. Sam Pallotta ma, delikatnie mówiąc, gdzieś to, co dzieje się w klubie, a sam przesiaduje większość czasu w Stanach, a Romą „zarządza” przez swoich pośredników. W Rzymie przez cały sezon był widziany kilka razy, a kibice mają już dość polityki klubu. Klub stał się supermarketem, w którym za nieduże sumy można kupić zawodników, którzy jeszcze sezon temu wywalczyli półfinał Ligi Mistrzów, to niejedyny powód, by znienawidzić Pallotty.

Kręgosłup wyjęty, serce wyrwane i wyrzucone

Brak przedłużenia kontraktu Danielle de Rossiego było wielką niespodzianką i zarazem wielkim ciosem dla kibiców „Giallorossi”. Jednak 17 czerwca doszło do decyzji, której nikt się nie spodziewał. 17 czerwca w „18” ostatniego Scudetto dla Romy, klub zwołał specjalną konferencję, która zszokowała wszystkich. Francesco Totti, ten, który odrzucał oferty największych, który był wierny Romie jak mąż żonie, ogłosił, że odchodzi ze stanowiska dyrektora sportowego. Piłkarz z poczuciem humoru i duch towarzystwa był tego dnia niesamowicie poważny.

O 12:41 wysłałem mail do CEO Romy, gdzie napisałem kilka zdań, które jeszcze niedawno były nie do pomyślenia. Złożyłem dymisję. Miałem nadzieję, że ten moment nigdy nie nadejdzie, ale nadszedł. To dla mnie zły i ciężki dzień, ale biorąc pod uwagę warunki, podjęcie tak gwałtownej decyzji było rzeczą słuszną. […] Nigdy nie miałem możliwości pracować operacyjnie w obszarze technicznym. Myślałem o tym miesiącami, ale to teraz najbardziej spójna i właściwa decyzja. Na pierwszym miejscu musi być Roma, zespół trzeba kochać. Nie powinno być podziałów pro Totti, pro Pallotta czy pro Baldini. Powinna być wyłącznie miłość do barw. To normalne, że prezydenci, trenerzy i gracze przemijają, ale barwy są te same. To dało mi dużo do myślenia i podjąłem decyzję nie z własnej winy.

Powiedział Francesco Totti

Podczas pożegnania Francesco Tottiego dziennikarze i kibice słyszeli plotki, jakoby decyzja ta została wymuszona przez zarząd klubu. Totti był ciągle związany z Romą, służył jej, a teraz sytuacja w klubie doprowadziła do wyrwania serca z Lwicy, która niszczona od wewnątrz przez wirus Pallotty, marnieje w oczach.

Totti nawiązał do wyprzedaży kluczowych graczy oraz przyznał, że czuł się niepotrzebny.

[Wina] Nie była moja, gdyż nigdy nie miałem możliwości wyrazić zdania, nigdy nie angażowali mnie w projekt techniczny. W pierwszym sezonie może być to OK, ale w drugim zrozumiałem, co chcieli zrobić, nigdy nie pomagaliśmy sobie nawzajem. Znali moją wolę i to co chciałem dać klubowi, ale oni nigdy tego nie chcieli: trzymali mnie z dala od wszystkiego. […] Ludziom Rzymu mogę jedynie podziękować za to jak mnie traktowali. Zawsze był obustronny szacunek, zarówno na boisku jak i poza nim. Chcę dalej kibicować tej drużynie. To największy zespół na świecie, ale oglądanie w jak trudnej jest sytuacji, wkurza mnie i boli. Roma jest Romą. Kibice są inni od wszystkich: nigdy nie kończy się tu pasja i pragnienia jaki przekazują drużynie. Będę zawsze kibicował Romie! Czy to definitywne pożegnanie czy do zobaczenia? Do zobaczenia, nie definitywne pożegnanie. Myślę, że niemożliwym jest oglądać Tottiego poza Romą i nie mogłem podejrzewać, że do tego dojdzie. Obieram inną drogę, to znaczący moment. Jeśli inny klub na mnie postawi, to będę gotowy.

Nowy stadion, nowy problem

Pallotta, tak jak wspomniałem wyżej, zasłaniał się tym, że pieniądze są potrzebne do zakupu działki pod nowy stadion, oraz na budowę samej areny. Celem było odłączenie się od niszczejącego i dzielonego z Lazio Stadio Olimpico oraz zwiększenie wpływów do klubowych kas z tzw. dnia meczowego. Sam obiekt prezentuje się bardzo okazale, ale ciągle komplikacje i przekładanie terminów sprawiło, że obiekt w pewnym sensie jest opóźniony o kilka dobrych lat.

Dochodzi jeszcze jeden problem: kibice. Co, jeżeli ten proceder będzie trwał, a nowy stadion stał, jeżeli kibice odwrócą się od klubu i powiedzą coś w stylu „mamy Ciebie po dziurki w nosie”? Tzw. grubasy zasiadający w ekskluzywnych lożach będą generować zyski, ale standardy nowego obiektu mogą być zbyt wysokie dla zwykłych kibiców i ultrasów. Tej pustki nie wypełni nikt, a to byłby szczyt wszystkiego.

To się źle skończy

Jeżeli dalej będziemy słyszeć, że w Romie ciągnie się zgrzyt i konflikty będą gonić konflikty, doprowadzi to do całkowitego upadku pod względem wizerunkowym i menedżerskim. Klub stał się zabawką do robienia mamony dla amerykańskich właścicieli. Nie wiadomo, ile to będzie trwało i czy w ogóle się skończy. Amerykański wirus co raz bardziej niszczy Romę od środka, a kibice nie znają na to lekarstwa.

W tekście użyto fragmentów materiałów portali sport.tvp.pl i asroma.pl

Redaktor w Krótkiej Piłce i Sport247. Sympatyk Premier League i Primeira Ligi, NHL, i skoków narciarskich.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *