Felietony

Ernesto Valverde — Nieodpowiedni człowiek na nieodpowiednim miejscu

Ernesto Valverde – baskijski trener, przychodząc do Barcelony nie wiedział, z jak wielką falą krytyki się spotka. Czy zasłużoną? W pierwszym sezonie odpada z Ligi Mistrzów stosunkowo wcześnie, ponieważ w ćwierćfinale. W drugim sezonie przyniósł Barcelonie półfinał, ale odpadając z niego, piłkarze „Dumy Katalonii” zostawili kibicom wielki niedosyt.

Początki Enrique

Dnia 30.05.2017 roku Luis Enrique zakończył swoją owocną współpracę z FC Barceloną i po trzech latach trenowania drużyny odszedł. Podczas pierwszego sezonu Enrique zdobył potrójną koronę: Liga Mistrzów, La Liga i Puchar Króla.

Drugi sezon rozpoczął od wygrania Superpucharu Europy z Sevillą, wtedy padł wynik 5:4, zaś w Lidze Mistrzów Barcelona odpadła dość szybko, zważywszy na to, że w poprzednim sezonie wygrała rozgrywki. Odpadli w ćwierćfinale z Atletico Madryt (2:1 i 0:2). Kolejna wygrana w lidze hiszpańskiej i zdobyty Puchar Króla.

Trzeci sezon i od razu trofeum z okazji meczu o Superpuchar Hiszpanii, dalej jednak nie było ciekawie, ponieważ w LM odpadli w takiej samej fazie, jak w poprzednim sezonie. W samej lidze Barcelona do końca walczyła o tytuł z Realem, ale zabrakło im jednej wygranej, do zrównania się punktami z „Królewskimi”, lecz przewaga bramkowa Realu i tak nie dałaby tytułu „Dumie Katalonii”. Trzeci raz z rzędu Luis Enrique zdobywa Puchar Króla z Barceloną, ale to za mało i po sezonie odchodzi. Gra zawodników za kadencji Enrique, mogła się podobać kibicom. Barcelona grała naprawdę fajny futbol i miło się oglądało, tiki-taka, dużo ofensywnych akcji, tak właśnie powinni grać…

Luis Enrique (po lewej stronie) i Ernesto Valverde

Debiut Ernesto Valverde

Stanowisko trenera obejmuje Ernesto Valverde, który odszedł z baskijskiego Athleticu, przenosząc się do stolicy Katalonii. Już na początku swojej kadencji Valverde mógł zdobyć pierwsze trofeum z Barceloną. Pod jego dowodzeniem zespół zagrał dwumecz o Superpuchar Hiszpanii z Realem Madryt, jednak przegrał go aż 5:1 (1:3, 2:0). Już wtedy można było dostrzec niekonsekwencję taktyczną i brak pomysłu na grę. Sam sezon ligowy był jednak udany i jedyną porażkę odnotował z Levante, gdy Barcelona miała już zapewnione mistrzostwo. Kibice dawno zapomnieli o porażce z takim rywalem, największą klęską w debiutanckim sezonie w Barcelonie, była porażka z AS Romą w ćwierćfinale, gdzie Barcelona u siebie pokonała klub z Rzymu aż 4:1, a we Włoszech uległa 3:0. Już wtedy pojawiały się komentarze o docelowym zwolnieniu Ernesto. Możliwe, że przekonał do siebie zarząd wygrywając ligę i Puchar Króla. Wyniki wynikami, kibice zapomną o Lidze Mistrzów, przecież nie wolno się cofać, jest kolejny sezon, w którym można zdobyć tryplet…

Drugi sezon pod wodzą Valverde

Sezon 18/19 – transfery, przypuszczenia, gadki o kolejnych pucharach w gablocie… Szybko na potknięcie Barcelony nie trzeba było czekać, ponieważ już w 5. kolejce La Ligi w meczu na Camp Nou z Gironą padł wynik remisowy, w którym Katalończycy grali w „10” po czerwonej kartce Lengleta. Sam mecz bardzo nudny i zupełnie niepodobny do prezentowanego stylu gry sprzed paru lat. Sądzę, że po meczu nie było żadnej analizy, chyba sam Valverde myślał, że punkty same wpadną. Nie do końca… następna kolejka ligi hiszpańskiej i kolejna „wpadka”, a dokładnie mecz z Leganes przegrany (1:2). Już po tych meczach trzeba było wyciągnąć odpowiednie wnioski i pracować, aby takie błędy nie miały miejsca. Jedyną linią obrony trenera było wygranie w poprzednim roku ligi i CDR. Barca prezentowała się zupełnie inaczej pod wodzą wcześniejszego trenera Luisa Enrique, natomiast za kadencji Valverde utraciła swój urok. Za czasów Guardioli/Enrique zwycięstwa były bardzo efektywne, przynajmniej tak się zdawało.

Zmiana taktyki w środku sezonu

Po kolejnym przegranym meczu Bask postanawia zdeformować szyk Barcelony i zmienia formację na 4-4-2, gdzie jest ona postrzegana formacją bezpośrednią, co oznacza grę górną piłką, często z kontry. W katalońskim klubie praktycznie nigdy nie stosowano takiego stylu gry, ponieważ grali oni ofensywny futbol. Jako że formacja 4-4-2 nie przynosiła oczekiwanych rezultatów, powrócono do standardowej taktyki Barcelony, czyli 4-3-3. Niestety pod przewodnictwem Valverde, nie zrobiło to wielkiej zmiany, którą można byłoby zobaczyć na boisku.

Ernesto Valverde bez żadnego pomysłu na grę i jakichkolwiek elementów taktycznych rozgrywał dalej swoje mecze. Strasznie nudny styl piłkarzy Barcelony stał się widokiem każdego spotkania. Możliwe, że trener nie potrafił zareagować na takie wyniki i nie dawał rady odpowiednio zmotywować piłkarzy. Faktem jest, że kadra „Blaugrany” jest bardzo ambitna, ma wielkie serce do gry, przykładem czego jest Arturo Vidal. Typowy walczak boiskowy, który marnuje się na ławce. Drugim przykładem będzie Arthur. Uzdolniony Brazylijczyk, świetnie grający piłką i myślący na boisku, oczywiście również nie gra. Następny przykład – Coutinho wystawiany na skrzydle, mimo że jest tam bezproduktywny i o wiele lepiej sprawdza się w środku pola.

Blamaż w Lidze Mistrzów

Po kilku wpadkach na początku sezonu jakoś to ruszyło. Mimo braku zmiany stylu gry Barcelona miała wyniki. Były one jednak do czasu półfinałów LM. Camp Nou, 1 maja mecz z Liverpoolem – bardzo przyjemny do oglądania, wiele akcji z obu stron, to mogło się podobać. Trzy do zera: Suarez i geniusz Messiego razy dwa. Odważę się stwierdzić, że awans był w kieszeni. Zresztą internet też o tym huczał, ale prawda okazała się inna. Widać było od początku, mimo dobrego widowiska, że Barcelona miała spore problemy z utrzymaniem się przy piłce i grała pod nogi „La Pulgi”.

Tydzień po meczu nadchodzi czas rewanżu, 7 maja Liverpool. Śmiem wątpić, że trener Valverde z „paczką” miał finał w garści. Rozpoczyna się mecz, szybko stracona bramka Barcelony i powoli zaczyna się robić nerwowo. Nudna połowa ze strony „Dumy Katalonii” – to nie jest gra na miarę finału LM. Sędzia odgwizduje koniec pierwszej połowy, panowie schodzą do szatni.

Sądzę, że właśnie tam odegrała się kluczowa sprawa, jeśli chodzi o półfinał. Brak jakiegokolwiek pomysłu na grę, zero ciekawych, ofensywnych akcji ze strony Barcy. Gadka trenera w szatni pewnie zaczęła się od słów „grajcie tak dalej, coś na pewno wpadnie” – Nic bardziej mylnego…
Podsumowując Liverpool: Grają świetny mecz, strzelają szybko bramkę. Strzelcem jest rezerwowy Liverpoolu, czyli Divock Origi, który gra o ponad 2.500 minut mniej od Firmino – kluczowego strzelca „The Reds”. Strzela on swoje pierwsze dwie bramki przeciw Wielkiej Barcelonie. Czy na pewno Wielkiej? Finał wymknął się z rąk, dwie bramki „dopycha” jeszcze rezerwowy Georgino Wijnaldum.

Skromna opinia

Brak zmian w stylu gry drużyny Valverde doprowadza do blamażu i w pewnym stopniu ośmieszenia. Barcelona wraca do Hiszpanii z pustymi rękoma. W przeciągu dwóch sezonów Valverde zaliczył dwie „wpadki”, pierwszy raz, podczas ćwierćfinałowego meczu z Romą, a teraz z Liverpoolem. Niedawno Ernesto wypowiedział się na temat współpracy z Barcą i nadal będzie on na ławce trenerskiej hiszpańskiego klubu.
Na pewno z dużym zaciekawieniem będę się przyglądał dalszej pracy trenera…
Chociaż nie ukrywam, że widziałbym na jego miejscu innych kandydatów, ale wszystko zależy od zarządu.

Redaktor krotkapilka.com.pl | Kibic Barcelony | Twitter: @Konrad51469184

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *