Puchar Polski

Finał Pucharu Polski. Wielkie święto kibiców, które pozostawiło po sobie niesmak

W czwartek odbył się finał Totolotek Pucharu Polski gdzie Lechia Gdańsk wygrała z Jagiellonią Białystok 1:0 po bramce Artura Sobiecha. Już w środę obydwa zespoły przyjechały do Warszawy i jak przyznali trenerzy obu zespołów kibice tłumnie żegnali ich i życzyli powodzenia podczas meczu na PGE Narodowym. Na stadionie miało się pojawić około 22 tysiące kibiców Jagiellonii (czyli praktycznie cała pojemność stadionu w Białymstoku) i około 19 tysięcy fanów z Gdańska. Niestety przez fatalną organizację pod stadionem wielu kibiców Lechii miało ogromne problemy z wejściem na PGE Narodowy, a jeszcze na kwadrans przed meczem były bardzo duże kolejki do bramek, którymi mogli wejść kibice z Pomorza. Na 5 minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego Frankowskiego sektory przeznaczone dla fanów Lechii nie były nawet zapełnione w połowie.

Z tego właśnie powodu w pierwszej połowie meczu doping był prowadzony tylko ze strony kibiców Jagiellonii, którzy w około 18 minucie zaprezentowali swoją oprawę. Lechia na znak protestu, względem tego co działo się pod stadionem, nie prowadziła dopingu, czekając aż wszyscy kibice klubu wicelidera Ekstraklasy wejdą na trybuny PGE Narodowego. Ich jedyne przyśpiewki ograniczały się jedynie do: „Je***, je*** PZPN”, „Wpuście kibiców, hej ku***, wpuście kibiców” czy „Zawsze i wszędzie policja je**na będzie”. Fanom z Gdańska wtórowali kibice białostockiej ekipy. Oberwało się także Danielowi Stefańskiemu, czyli sędziemu który był arbitrem głównym podczas ostatniego meczu Lechii Gdańsk z Legią Warszawa, a który podjął kontrowersyjną decyzję o niepodyktowaniu rzuty karnego dla gdańszczan za zagranie piłki ręką. Ponadto kibice Jagiellonii zaczęli intonować przyśpiewkę antylegijną. Dopiero w drugiej połowie Lechiści zaczęli pełnoprawny i głośny doping dla swojej drużyny

Co do samego spotkania w pierwszej połowie, to nie można za wiele dobrego powiedzieć. Ewidentnie obydwie ekipy nie chciały się za bardzo odsłonić i bardziej badały się na co stać przeciwnika. Przez całe 45 minuty można było naliczyć może ze 2-3 dobre okazje dla obu ekip. Ostatecznie jednak albo górą byli bramkarze, albo strzały nie były w światło bramki. Lepsze wrażenie sprawiali teoretyczni gospodarze tego meczu, czyli Jagiellonia Białystok, która groźniej i częściej atakowała bramkę Zlatana Alomerovicia. Lechia grała to, co czego przyzwyczaiła swoich kibiców w meczach ligowych, czyli dużo gry w defensywie i czekanie na swoje okazje z kontry lub po długo rozgrywanym ataku pozycyjnym. Najgroźniejszą okazję w pierwszej połowie miała Jagiellonia. Dobrze z piłką zabrał się Novikovas, który wyszedł niemal na sam na sam z Alomeroviciem. Przerzucił futbolówkę nad golkiperem Lechii i chciał podać piłkę do Klimali, ale w porę zdążył Augustyn.

Druga połowa była ciut lepsza, ale też z naciskiem na słowo ciut. Na początku tej części gry zespoły zaatakowały z większym animuszem, jednak po początkowych dobrych minutach, obraz gry bardzo mocno przypominał to co widzieliśmy w pierwszych 45 minutach. Dalej lepsze wrażenie sprawiali zawodnicy Ireneusza Mamrota i to oni dużo częściej znajdowali się przed bramką Zlatana Alomerovicia. Lechia próbowała odpowiedzieć, ale głównie udawało jej się to za sprawą stałych fragmentów gry. I z tego nie było jednak zbyt dużego zagrożenia i spokojnie radzili sobie z nimi zawodnicy Jagi.

Im dalej w las, tym więcej wkradało się niedokładności w poczynania obu ekip. Na około kwadrans przed zakończeniem podstawowego czasu gry kibice Lechii odpalili race, przez co sędzia wstrzymał mecz na około 2 minuty. To dało czas dla trenerów, aby jeszcze przekazać ostatnie uwagi na końcówkę spotkania.

Nie obyło się bez kontrowersji, ponieważ piłkę ręką w polu karnym zagrał Makowski. Ostatecznie sędzia Bartosz Frankowski nie zdecydował się odgwizdać tutaj przewinienia i gra była dalej kontynuowana. Taka decyzja spotkała się z dużym niezadowoleniem ze strony piłkarzy oraz kibiców Jagiellonii.

Kibice zgromadzeni na PGE Narodowym oraz przed telewizorami mogli obejrzeć bramkę w regulaminowym czasie. Strzelcem gola był Flavio Paixao, jednak po konsultacji z systemem VAR arbiter zadecydował o anulowaniu trafienia Portugalczyka.

Kiedy już wydawało się, że będzie potrzebna dogrywka, fanów uratował Artur Sobiech, który po podaniu od Flavio Paixao umieścił piłkę w siatce. Uratował, ponieważ spotkanie stało na słabym poziomie i przez to nie trzeba było grać dodatkowych 30 minut.

Tak kończy się Puchar Polski w sezonie 2018/2019. Zwyciężyła Lechia Gdańsk, ale raczej mało kto (oprócz oczywiście kibiców gdańszczan) będzie miło wspominał ten mecz. Długimi momentami niewiele się działo i wkradło się dużo niedokładności. Ostatecznie superrezerwowy w tym meczu, czyli Artur Sobiech dał Lechii Puchar Polski.

Piotr Stokowiec mówił przez meczem na konferencji, że zarówno oni jak i Jagiellonia przyjechali na PGE Narodowy, aby przejść do historii swojego klubu, miasta. Do historii przeszła Lechia Gdańsk i każdy z tych zawodników, który grał w czwartkowym meczu zapisał się złotymi zgłoskami w historii tego gdańskiej ekipy.

A Jagiellonia? Na pewno pozostaje żal, że nie udało się wygrać tego spotkania, tym bardziej, że długimi fragmentami sprawiała lepsze wrażenie i groźniej atakowała bramkę Alomerovicia. Jednak taki rezultat nie jest najgorszy dla Jagiellonii względem europejskich pucharów. Po wygranej w Puchar Polski przez Lechię to czwarty zespół kończącego się sezonu Lotto Ekstraklasy będzie grał w Lidze Europy. Na obecną chwilę jest to Jagiellonia Białystok. A zatem przed Ireneuszem Mamrotem pozostaje jedno zadanie. Na tyle zmotywować swój zespół, aby powalczyli w ostatnich kolejkach polskiej ligi i utrzymali to miejsce, w którym teraz są, a i oni w przyszłym sezonie zagrają w Europie.

Redaktor naczelny krotkapilka.com.pl. Wcześniej m.in. Sport.pl, polskapilka24.net. Piłka nożna w wydaniu krajowym oraz zagranicznym. Fan największych klubów oraz tych niedocenionych.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *