Ekstraklasa Felietony

Następna stacja: Ściegiennego. Pan Nawałka wysiada z lokomotywy? [FELIETON]

Wkraczał do Poznania niczym książę na białym koniu. Dostojnie, przekonany o swojej wielkości, wysoko postawił finansową poprzeczkę. Zarząd zaspokoił oczekiwania uradowanych kibiców, a media nie mówiły o niczym innym. To miał być lek na wszelkie, poznańskie bolączki.

Trudno się dziwić, w końcu to Adam Nawałka, czyli projektant największych sukcesów reprezentacji Polski w XXI wieku. Nikt przecież nie śmiałby wątpić w autorytet Nawałki. Z drugiej strony, były selekcjoner reprezentacji Polski naraził się utratę, wypracowanej przez długie lata, renomy.

Kac dopiero przyszedł, gdy mijałem Kałużę

Nigdy nie wiadomo jak na drużynę wpłynie nowy trener, zwłaszcza, gdy zmiana ma miejsce w środku sezonu. Pierwsze spotkanie oczywiście jest przetarciem, więc żaden każdy kibic Lecha oczekiwał cudu nad Wisłą.

Obserwując mecz, widać było jednak duże zaangażowanie. Nawałka dreptał, podpowiadał, gestykulował, tak jak ma w zwyczaju. Cudu, jednak nie było. Poznańska lokomotywa zaliczyła falstart, ale z rozpędzoną machiną Probierza to żaden wstyd.

Co najlepsze, później było naprawdę dobrze. Po spotkaniu w Sosnowcu, wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Przy Kresowej, z niebywale obiecującej strony pokazali się Klupś i Marchwiński, którym Nawałka dał szansę. Wspólnie odwdzięczyli się przecież dwoma golami. Oprócz nich Lech wbił Zagłębiu jeszcze 4 gongi, a piłkarze Zagłębia wrócili do domu „przed siódmą”.

Trzy ostatnie mecze rundy jesiennej, wygrane w dobrym stylu pozwoliły pomyśleć wszystkim, że zwycięstwa będą dobrym fundamentem na dalszą współpracę.

W Poznaniu wreszcie widać namiastkę pewności siebie i odpowiedzialności za zespół – dokładnie tyle, ile jest potrzebne przed przerwą zimową. Wszystko inne można uznać za miły dodatek.

analizowała dla Sport.pl po meczu Wisła Kraków – Lech Poznań (0:1) Aleksandra Sieczka

I słusznie – namiastkę. Namiastkę, która ulotniła się z Bułgarskiej 8. lutego około godziny 22:30.

W wagonie głucha cisza

Duże oczekiwania, a inauguracja… dramatyczna. Jeden, jedyny plus, z resztą przewijający się od początku sezonu to Christian Gytkjaer. Minusy można wymieniać, ale skupie się na największym nazywającym się Nikola Vujadinović. Oryginalny nie będę, ale jestem skłonny poddać się populizmowi, że ten piłkarz po prostu się nie nadaje do gry w Lechu Poznań.

Już w spotkaniu przy Kałuży, oglądając go na żywo, widać było brak pewności i wybijanie piłek, które można przyjąć… Środkowy obrońca jest symbolem słabego Lecha i nie zatrze tego wrażenia nawet zdobyty gol przeciwko Legii. Z resztą cała linia obrony Kolejorza zyskała dużą popularność wśród… influenserskich głosów na twitterze.

W rezultacie, cztery przegrane na sześć możliwych spotkań w rundzie wiosennej to wynik, nad którym trzeba spuścić zasłonę milczenia. No cóż, wprawdzie wygrywając z Legią wydawało się, że ruszą w górę. Nic bardziej mylnego, udało się jeszcze tylko wymęczyć wygraną z Arką (1:0). Tydzień później, wszystko wróciło do normy(?), bo bramkę Lechowi wpakował gość, który wcześniej… przypakował. Szkoda tylko, że nie na siłowni. Na domiar złego, Lecha zlał też ostatni, ekstraklasowy klub Nawałki (0:3 Górnik Zabrze). W najgorszych koszmarach nikt nie wyobrażał sobie tak fatalnej serii.

Męczy mnie ból, gdy mijam Bułgarską

Podpisując kontrakt z Adamem Nawałką miało to wyglądać całkowicie inaczej. Pytanie jednak brzmi, czy właściciele się zastanowili nad tym wyborem? A może był to ruch, by na chwilę udobruchać, domagających się zmian, kibiców?

Poza tym, nie jestem pewien, kto przedstawiał główną wizję dalszego funkcjonowania klubu. Wygląda to tak, jak gdyby panowie Rutkowski, Klimczak i odpowiedzialny za zakontraktowanie Nawałki Rząsa, poszli za wymaganiami Adama Nawałki, mimo iż jego filozofia nie była do końca spójna z oczekiwaniami zarządu. Efekty widać.

Nie sposób nie wspomnieć też o zapisie w kontrakcie byłego selekcjonera reprezentacji Polski, gwarantującym mu możliwość odejścia w lecie, w przypadku zagranicznej oferty.

Na to się raczej nie zanosi, ale także i Lech będzie mógł pożegnać się z trenerem, w przypadku niezadowalających wyników. Oczywiście nie za darmo, bo kosztowałoby to 800 tys. zł. Tyle, że kontrakt obowiązuje do 2021 roku, więc spłacając go w całości, wypłaciliby kwotę ok. 4 razy wyższą.

Jak wiadomo, wyniki są dramatyczne, a niewiele brakuje, by Lech nie dostał się do grupy mistrzowskiej… To byłaby prawdziwa katastrofa, zarówno finansowa jak i wizerunkowa. Zamiast jeździć w maju do Warszawy, Krakowa czy Gdańska, poznańska lokomotywa kolejka ruszyłaby w podróż do Sosnowca albo… znów do Legnicy. W takim razie, jeśli Lech wciąż będzie przegrywał w kompromitującym stylu i wypadnie poza ósemkę, to czy cierpliwość się nie skończy? Wbrew popularnej ostatnio opinii, podobno Nawałka nie ma żadnego ultimatum. Ale przecież Korona u siebie jest naprawdę groźna, więc…

Ostatnia stacja, Ściegiennego?

Redaktor krotkapilka.com.pl. Ekstraklasa i niższe polskie ligi, Polacy za granicą, LM, Premier League. Twitter: @PatrykChudoba

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *