Ekstraklasa Felietony

Twardą ręką po mistrzostwo? Ricardo Sa Pinto rusza po obronę tytułu

Ricardo Sa Pinto twardą ręką prowadzi Legię Warszawa. Znany z porywczego temperamentu trener dla jednych jest stanowczym, ale dobrym szkoleniowcem, a dla innych furiatem i osobą niegodną podania ręki. Czy taka postawa szkoleniowca pomoże Legionistom obronić mistrzostwo Polski?

Rewolucja „człowieka niegodnego podania ręki”

Odkąd Ricardo Sa Pinto trafił do Legii, klub przeszedł małą rewolucję. Portugalski szkoleniowiec wprowadził rygorystyczny regulamin i sukcesywnie odstrzeliwał tych, którzy nie chcieli go przestrzegać, oraz nie pasowali do koncepcji. Pierwszą ofiarą został Krzysztof Mączyński, który u nowego trenera zagrał jedynie w dwóch spotkaniach (łącznie około 100 minut). Reprezentant Polski nie figurował w planach Portugalczyka i został przeniesiony do zespołu rezerw. Dziś wychowanka Wisły Kraków nie ma już w Legii. Zimą rozwiązał kontrakt z warszawskim klubem, a kilka dni później związał się ze Śląskiem Wrocław. Już po podpisaniu kontraktu z nową drużyną, Mączyński nazwał Sa Pinto „osobą niegodną podania ręki”. Kolejnymi ofiarami byli m.in. Arkadiusz Malarz, Jose Kante czy Chris Philipps.

Łamiesz regulamin? Wylatujesz!

Z czasem w mediach zaczęły pojawiać się informacje dotyczące zmian, jakie zaszły w klubie, oraz czego zażyczył sobie 46-latek. Szkoleniowiec, kiedy wprowadzał się do swojego apartamentu w centrum Warszawy, zażądał od klubu, aby dowiedziano się, kim są jego sąsiedzi, czym się zajmują itp. Piłkarze muszą być cały czas pod telefonem, gdyby trener, bądź któryś z jego asystentów chciał skontaktować się z którymś z nich. Dodatkowo z mają zakaz oddalania się od klubu dalej, niż na 30 kilometrów, i to nawet jeżeli w danym dniu nie było zaplanowanych zajęć. Ten punkt w regulaminie został wprowadzony po tym, jak William Remy wyjechał do Paryża, mimo że miał wolny weekend.

O tym, jak bardzo Sa Pinto nie toleruje łamania jego regulaminu, przekonał się wspomniany wcześniej Jose Kante. Były napastnik Wisły Płock w trakcie listopadowej przerwy na reprezentację wyjechał do Hiszpanii na kilka dni, aby odwiedzić rodzinę. To nie spodobało się portugalskiemu szkoleniowcowi Legii. Od tego momentu 28-latek zagrał jedynie 2 minuty w meczu z Lechią. Podobnie jak w przypadku Mączyńskiego, tak i Kante nie ma już w Legii. Gwinejczyk z hiszpańskim paszportem został wypożyczony do Gimnasticu Tarragona.

Informacje o twardej ręce Ricardo Sa Pinto potwierdził Michał Pazdan. Reprezentant Polski odszedł zimą z Legii do tureckiego Ankaragucu. Już od kilku okien transferowych mówiło się, że zawodnik chciał grać w innym zespole, a fakt, że u Portugalczyka nie był pierwszym wyborem dodatkowo utwierdził go w tym przekonaniu. Po podpisaniu kontraktu z nowym klubem 32-latek powiedział w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”, że „trener Sa Pinto ma tak, że wszystko musi zależeć od niego i trzeba się do tego dostosować”.

Despotyzm nie popłaca, czyli czasami lepiej trochę odpuścić

W mediach wiele mówiło się o regulaminach, jakie potrafią wprowadzać szkoleniowcy w Polsce oraz na świecie. Jedni zakazują używania smartfonów w szatni, inni — jak Gino Lettieri z Korony — nie pozwalają piłkarzom schodzić na jedzenie w klapkach. Każdy trener ma woje zasady, których należy przestrzegać. Począwszy od Dominika Nowaka, przez Ireneusza Mamrota, po Adama Nawałkę.

Na pewno trener Sa Pinto wie, że mimo wszystko nie może też przesadzić z rygorem narzuconym swoim zawodnikom. W przeszłości przekonał się o tym Besnik Hasi, który przyszedł do Legii w 2016 roku. Już na samym początku swojej kadencji podpadł piłkarzom. W czerwcu 2016 roku odbył się ślub Jakuba Rzeźniczaka (ówczesnego piłkarza i kapitana Legii). Mimo takiej okazji trener nie pozwolił każdemu przyjść na zabawę, a jedynie wybranej delegacji. Współpraca Albańczyka z drużyną nie układała się zbyt dobrze, a publiczne krytykowanie zawodników, tylko dolewało oliwy do ognia. Mimo awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów Hasi pracował w stolicy Polski jedynie do połowy września. Trener, który miał być na lata, pracował raptem niecałe 3 miesiące.

W swoich regulaminach oraz intensywności treningów na pewno trenerzy nie mogą przesadzać. Wiadomo, że chcą wycisnąć maksa ze swoich piłkarzy, jednak czasami przynosi to odwrotny skutek. Wiele lat temu Dan Petrescu objął Wisłę Kraków, która po rundzie jesiennej sezonu 2005/2006 była liderem Orange Ekstraklasy. Ostatecznie „Biała Gwiazda” musiała uznać wyższość Legii. Kilkanaście tygodni później rumuńskiego trenera nie było w klubie już przy Reymonta. W kuluarach mówiło się, że do zwolnienia szkoleniowca mocno przyczynili się zawodnicy, którzy nie byli zadowoleni ze zbytniej intensywności treningów.

Z drugiej strony Stanisław Czerczesow również nie słynął z lekkich treningów. Memy dotyczące katorżniczych zajęć u aktualnego selekcjonera reprezentacji Rosji obiegły cały polski internet. Mimo to były golkiper Spartaka Moskwa potrafił dotrzeć do zawodników, co przyniosło odpowiednie efekty. Rosjanin zdobył z zespołem „Wojskowych” najpierw Puchar Polski, a następnie mistrzostwo.

Twarda ręka może przynieść oczekiwany rezultat

Jak na razie wydaje się, że Sa Pinto bliżej jest do Czerczesowa, niż do Hasiego, a Portugalczyk pomimo twardej ręki (lub może właśnie dzięki niej) potrafi dotrzeć do zawodników. Potwierdzają to, chociażby wyniki osiągane przez jego zespół. Legia gra do samego końca, nawet jeżeli trafi się jej słabszy dzień. Wielu kibiców warszawskiego klubu oglądając ostatnią kolejkę Ekstraklasy przed przerwą zimową, łapało się za głowy, widząc grę zespołu w starciu z ostatnim w tabeli Zagłębiem Sosnowiec. Mimo tego, że drużyna przegrywała w starciu z klubem z Zagłębia Dąbrowskiego, to ostatecznie udało się wygrać i komplet punktów pojechał do stolicy.

Odkąd Sa Pinto został trenerem Legii, „Wojskowi” dziewięciokrotnie wygrywali swoje mecze ligowe, pięć razy musieli podzielić się punktami, a tylko dwa razy schodzili z boiska pokonani. Taki wynik — uwzględniając jedynie okres, od kiedy Portugalczyk objął mistrzów Polski — dawałby (tak jak i w przypadku pełnej klasyfikacji) 2. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Wydaje się, że to dobry prognostyk przed nadchodzącą rundą. Rundą, w której cel jest jasny i niezmienny: obrona tytułu mistrzowskiego oraz wygranie Pucharu Polski.

Transfery, których dokonał klub w porozumieniu z trenerem wydają się dosyć solidne, jak na polskie warunki i na pewno pozwolą na skuteczną walkę do samego końca, by zrealizować postawione cele. Czy wzmocnienia kadrowe, w połączeniu z twardą ręką Ricardo Sa Pinto pozwolą na ich realizację? Na razie wydaje się, że kibice Legii mogą z dosyć dużym optymizmem spoglądać w najbliższą przyszłość. Jednak czy warszawiakom faktycznie uda się zdobyć Puchar Polski i mistrzostwo kraju, przekonamy się w maju po ostatnich meczach 37. kolejki Lotto Ekstraklasy.

Redaktor naczelny krotkapilka.com.pl. Wcześniej m.in. Sport.pl, polskapilka24.net. Piłka nożna w wydaniu krajowym oraz zagranicznym. Fan największych klubów oraz tych niedocenionych.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *